Speak pipe

8.10.07

Imbir

Imbir
W medycynie azjatyckiej korzeń imbiru uchodzi za "gorący", powodujący ogień w ciele. Prawie wszędzie, gdzie rośnie, imbir używany jest jako afrodyzjak. Zawiera olejek eteryczny i substancje ostre. Oba składniki działają na trawienie, krążenie krwi i ogólnie stymulująco. Łagodzi bóle żołądkowe i wzmaga apetyt.

Imbir (Zingiber), roślina z rodziny imbirowatych, ok. 80 gatunków bylin pochodzących z tropikalnej Azji i Oceanii.

Roślina ma kłącze podziemne (o wielkości od 15 do 50 cm), płaskie, silnie rozgałęzione, z którego wyrastają łodygi dochodzące do półtora metra, z dużymi lancetowatymi liśćmi. Na końcach krótszych pędów występują gęsto kwiaty, wydzielające szczególnie piękny zapach. Występuje w 85 odmianach. Zawiera mieszankę żywic i olejków eterycznych. Ma ostry, nieco cytrynowy zapach i korzenny, palący smak. Można używać go w stanie świeżym - jako warzywo - lub suszonym - jako przyprawę. Celem uprawy są kłącza, które się zbiera, gdy kwiaty przekwitną. Imbir suszony jest zwykle produkowany z kłączy zbieranych po 8-10 miesiącach od posadzenia. Są wtedy bardziej włókniste i ostrzejsze w smaku. Przed suszeniem są oskrobane i ugotowane we wrzątku. Imbir jest ważnym składnikiem proszku curry i wielu innych mieszanek. Dodaje się go do pierników, herbatników, ciastek, puddingów, pikli, a także wielu azjatyckich dań z warzyw. Służy do aromatyzowania kompotów, likierów, grzanego wina oraz piwa. Jest dodawany także do marynat z dyni i ogórków, sosów, pasztetów i flaków.

Imbir japoński (Zingiber mioga) uprawiany w Japonii ma jadalne kłącza i owoce. Imbir cytwarowy (Zingiber zerumbet) posiada kłącza o zapachu kamfory, stosowany jest w lecznictwie.

W medycynie azjatyckiej korzeń uchodzi za "gorący", powodujący ogień w ciele. Prawie wszędzie, gdzie rośnie, imbir używany jest jako afrodyzjak. Zawiera olejek eteryczny i substancje ostre. Oba składniki działają na trawienie, krążenie krwi i ogólnie stymulująco. Łagodzi bóle żołądkowe i wzmaga apetyt.

Imbir


Przeczytałem w "InStyle", że Jade Jagger (córka Micka Jaggera) weekend w Londynie zaczyna od wypicia soku z jabłek, marchwi i imbiru w barku Fresh & Wide

Uwaga 1

Imbir to pełna wypukłości beżowa

tropikalna roślina. Zapas świeżego imbiru owijamy w folię spożywczą i przechowujemy w lodówce.

Uwaga 2

Imbir doskonale łączy się z mlekiem kokosowym, kolendrą, czosnkiem, cytryną, sokiem z limonki, gruszką, rabarbarem, sosem sojowym, szczypiorkiem.

Uwaga 3

Suszonego imbiru najczęściej używamy

do pieczenia bułek, ciast i ciasteczek. Marynowany jada się jako "oczyszczacz podniebienia" pomiędzy kawałkami sushi

Pl historia przypraw i ich zastosowanie


Zobacz rownież mój starszy post

Przyprawy i ich zastosowanie

Polskie przepisy kulinarne na tle krajów sąsiednich charakteryzują się ogromnym pomieszaniem "stylów". W dużej mierze jest to związane z naszą historią. Długie okresy rozbiorów sprawiły, że w naszej kuchni zadomowiły się przepisy z Rosji, Austrii i Prus. Na polską kuchnię duży wpływ miała również liczna społeczność żydowska.

Wiadomo, że "klasyczna" polska kuchnia była bardzo ostra. Nasze przepisy kulinarne obfitowały w dużą ilość przypraw, np. gałki muszkatałowej i pieprzu. Bardzo możliwe, że ich zwiększone używanie spowodowane było po prostu koniecznością zabicia zapachu nieświeżego mięsa. Z drugiej jednak strony Polska utrzymywła dość intensywne kontakty z krajami Orientu.

Wspólczesna kuchnia polska powraca do korzeni, coraz popularniejsze stają się dania regionalne. Należy jednak pamiętać, że jest to jednocześnie kuchnia szalenie zróznicowana. nawet znane ruskie pierogi inaczej smakują w Poznaniu a inaczej w Olsztynie.

Czy wyobrażasz sobie żurek bez majeranku, flaki bez pieprzu, czy dania włoskie bez bazylii, oregano ? Obraz świata kuchni bez przypraw, których używamy zawsze i chętnie do wszystkiego, jest trudny, wręcz niemożliwy do wyobrażenia sobie. To jak wyobrazić sobie ziemię bez nieba - to apokalipsa w świecie kuchni, pozbawienie rozkoszy smaku wielu z nas :) Przyprawy w naszym codziennym żywieniu spełniają wiele funkcji; od tak prozaicznych jak polepszenie smaku, zapachu, zmiana barwy, aż po aspekty zdrowotne - poprawiają trawienie, polepszają przemianę materii, działają korzystnie na serce, układ oddechwy, moczowy, działają bakteriobójczo, przez co wiele z nich stosowanych jest jako naturalny konserwant.

Historia przypraw sięga daleko w przeszłość

Historycy uważają, że praczłowiek już we wczesnej epoce kamiennej uprzyjemniał sobie smak surowego mięsa owocami leśnymi, bulwami czy korzeniami niektórych roślin. Dowody używania przypraw pochodzą z młodszej epoki kamiennej, kiedy znany był już kminek, arcydzięgiel, mak i pasternak. Ówczesny człowiek polował, zbierał rośliny jadalne i umiał przygotowywać proste potrawy, starał się je urozmaicać i poprawiać ich smak coraz to nowych przypraw. Coraz lepiej poznawał ich właściwości oraz wpływ na organizm ludzki.

Historia przypraw wiąże się ściśle z licznymi wstrząsami polityczno – gospodarczymi, wojnami i intrygami. Dążenie do zdobycia przypraw było często bodźcem polityki kolonialnej, organizowania wypraw odkrywczych oraz przyczyną zaborczości władców – świadczą o tym losy wypraw Marco Polo, Kolumba czy Magellana oraz wielu innych. Bogate źródła pisane o przyprawach pochodzą już z roku 700p.n.e. Zachowały się dokumenty mówiące o stosowaniu szafranu, fenkułu, tymianku, kminku, sezamu, kardamonu, kopru, czosnku, cebuli. Źródła chińskie potwierdzają stosowanie mieszanek przyprawowych i wykorzystywanie właściwości leczniczych roślin ok. 2700 lat p.n.e.

Przed tysiącami lat uprawiano w Indiach pieprz. W Egipcie zachował się papirus z 1500 roku p.n.e., który zawiera opis różnych chorób i roślin leczniczych oraz ponad 800 przepisów potraw, do których dodawano kminek, kolendrę, tatarak, cynamon, sezam, miętę, anyż, szafran, gorczycę oraz piołun. Handel przyprawami rozwinęli Arabowie, początkowo sprowadzając przyprawy dla siebie i Egiptu. Starożytne trakty handlowe prowadziły poprzez lądy i wody z Chin, Indii Wschodnich i Cejlonu.

Przypuszcza się, że przyprawy stosowano już ponad 50 tys. lat temu. Jednak pierwsze pisemne wzmianki o nich pochodzą z tabliczek asyryjskich sprzed kilku tysięcy lat. Starożytni Chińczycy często używali przypraw i korzeni w medycynie. Podobnie czynili Egipcjanie i Babilończycy. Grecy z powodzeniem stosowali leki ziołowe, znane również dzisiaj, a liśćmi laurowymi dekorowali ówczesnych mistrzów olimpijskich.

Wielki rozkwit handlu przyprawami nastąpił w okresie Imperium Rzymskiego. Starożytni niezwykle cenili przyprawy, zalecając je jako środek na lepsze trawienie, przedłużenie trwałości potraw i poprawę ich smaku. Z krajów Dalekiego Wschodu sprowadzano wtedy głównie pieprz, imbir, kurkumę i cynamon (którego kilogram wart był tyle, co kilka kilogramów srebra).

Po upadku Cesarstwa Rzymskiego nastąpiło załamanie handlu przyprawami. Skorzystał na tym Mahomet, który zbudował swoje imperium dzięki korzystnemu małżeństwu z wdową po kupcu korzennym. Zwolennicy islamu, poza szerzeniem nowej religii, pośredniczyli również w handlu przyprawami. W krótkim czasie zmonopolizowali rynek pośrednictwa między krajami Wschodu a Europą. Pieprz, imbir i cynamon osiągnęły wówczas astronomiczne ceny, stając się - po złocie - drugą obowiązującą walutą.

Ożywienie handlu przyprawami i przełamanie monopolu arabskiego nastąpiło dopiero dzięki krzyżowcom. Kupcy weneccy, kupując od nich przyprawy, dorobili się prawdziwych fortun. Z powodu wysokich cen zaczęto szukać nowych szlaków handlowych na Wschód, omijających tereny kontrolowane przez mahometan. Rzesze śmiałków ryzykowały życie, wyruszając w poszukiwaniu nowych dróg na Wschód. Wielu jednak dopięło swego, zyskując sławę i majątek. Vasco da Gama przywiózł z Indii statek wypełniony imbirem, cynamonem i pieprzem. Dostawa ta znacząco wpłynęła na obniżenie cen przypraw. Szukając nowej drogi do Indii, Kolumb odkrył Amerykę, skąd, zamiast pieprzu (który był głównym celem jego wyprawy) przywiózł paprykę i ziele angielskie. Z Nowego Świata, dzięki Cortezowi, do Europy dotarła również wanilia. Goździki, chętnie stosowane do dziś w wielu kuchniach, zawdzięczamy Magellanowi.

W czasach renesansu powstały pierwsze mieszanki przyprawowe, złożone ze składników europejskich i wschodnich. Prym w sprowadzaniu przypraw wiodły w tym okresie potęgi morskie: Holandia, Anglia i Hiszpania. Pod koniec XVIII wieku dołączyły do nich Stany Zjednoczone, które w zamian za przyprawy oferowały m.in. tytoń.

Wiek XX, a szczególnie lata po II wojnie światowej, to wielki rozkwit popularności przypraw. Ze względu na łatwiejszy i szybszy transport nie są już tak drogie jak niegdyś, jednak nadal stanowią towar pożądany i poszukiwany.

W starożytnej Grecji znano większość przypraw, które są używane również dzisiaj. Posiadanie pieprzu, cynamonu i imbru świadczyło kiedyś o bogactwie i zbytku. Starożytni Rzymianie przejęli od Greków zwyczaj stosowania przypraw, ale nie zawsze potrafili zachować w tym umiar. Już w 25 roku p.n.e. stworzyli specjalną armię, która miała za zadanie zdobyć tańsze przyprawy, ponieważ uważali, że ceny dyktowane przez Arabów są wygórowane. Wyprawa zakończyła się niepowodzeniem, gdyż w tych czasach nie było dobrych dróg panowały choroby i głód.

Pierwsze podróże odkrywcze przez Morze Śródziemne na Daleki Wschód miały miejsce na początku V wieku. Wiele informacji dotarło do Europy w roku 1099, gdy krzyżowcy zdobyli Jerozolimę. Poznali nieznane w Europie figi, winogrona, daktyle, cytryny, pomarańcze, migdały, ryż, gałkę muszkatołową, goździki i kardamon. Aż do roku 1453 handel w Europie opanowali kupcy weneccy, którzy wyznaczali ceny przypraw bogacąc się przy tym niezmiernie. Po zajęciu przez Turków Konstantynopola handlem przyprawami zajęli się Portugalczycy. Krzysztof Kolumb odkrył nową przyprawę paprykę, której znaczenia nie docenił od razu.

W uprawie roślin przyprawowych i ich popularyzowania w Europie znaczną rolę odegrały liczne klasztory, słynące ze swych ogrodów i dobrej kuchni.


W średniowieczu podrabianie szafranu - najdroższej przyprawy świata - można było przypłacić głową. Ziarenka pieprzu, cynamon czy kardamon stanowiły wtedy popularną i cenną walutę, często mocniejszą od złota. Za jedną gałkę muszkatołową można było kupić kilka sztuk bydła. Smak egzotycznych przypraw znali więc tylko najbogatsi. Dziś przyprawy z najodleglejszych zakątków świata można dostać prawie w każdym sklepie spożywczym.

Przyprawy podkreślają smak i wygląd potraw (często wręcz o nich decydują) oraz polepszają trawienie. Rozróżniamy trzy rodzaje przypraw kuchennych: ziołowe, korzenne i warzywne. Do pierwszych należą np. tymianek, bazylia, majeranek, cząber, rozmaryn. Przyprawy korzenne to m.in. pieprz, imbir, cynamon, ziele angielskie, goździki, wanilia, gałka muszkatołowa. Najczęściej stosowanymi przyprawami warzywnymi są cebula, chrzan, czosnek, natka pietruszki i szczypior.

Dzisiaj na półkach sklepowych można znaleźć najbardziej wyszukane specyfiki przyprawowe ze wszystkich zakątków świata. Handel smakowymi i zapachowymi dodatkami do żywności stał się dochodowym interesem. Egzotyczne przyprawy można kupić w niemal każdym sklepie spożywczym. Jednak upodobania smakowe Polaków wyjątkowo trudno zmienić. Przyprawy z dalekich krajów kupowane są raczej rzadko. Nadal wśród najchętniej wybieranych dodatków króluje pieprz, liść laurowy, tymianek, majeranek, ewentualne imbir. Nie ma w tym nic złego, ostatecznie polska kuchnia, mimo wielu złych przyzwyczajeń, na szczęście nie należy do najgorszych na świecie. Jednak zastanawiające jest, że nasi rodacy nie cenią tego, co mają pod ręką, rozglądając się za nowinkami z wielkiego świata, niekoniecznie zdrowymi. Zagraniczni eksperci w handlu przyprawami dziwią się, że Polacy kupują tak mało polskiego tymianku, ich zdaniem najlepszego na świecie. Jeszcze dziwniejsze, że niektóre krajowe firmy sprowadzają tymianek aż z... Egiptu.



Zdrowie

Przyprawy wpływają nie tylko na zapach i smak potraw, ale również na nasze zdrowie. Jak podała agencja Reuters, naukowcy z amerykańskiego Departamentu Rolnictwa ustalili, że większość używanych w kuchni przypraw zawiera duże ilości naturalnych przeciwutleniaczy - związków, które hamują procesy starzenia się komórek, niszcząc szkodliwe dla organizmu wolne rodniki. Badacze oceniają, że w ziołach przyprawowych jest więcej przeciwutleniaczy niż w warzywach, owocach, a nawet w witaminie E, znanej ze swoich antyutleniających właściwości. W tej dziedzinie przoduje oregano, czyli lebiodka pospolita. W grupie tej są też m.in. liść laurowy, koper, cząber górski i rdest. Tak więc wzbogacanie codziennych posiłków ziołowymi przyprawami poprawia nie tylko smak i zapach potraw, ale również walory zdrowotne diety.

Niestety, wiele firm - żeby przyspieszyć proces produkcji przypraw - suszy zioła w zbyt wysokiej temperaturze, przez co tracą one wiele ze swych właściwości (m.in. parują zawarte w nich olejki eteryczne). Jeśli nie ma się zaufania do przemysłowo produkowanych przypraw, można samemu uprawiać zioła w przydomowym ogródku lub wybrać się na łąkę i zerwać potrzebne nam w kuchni składniki. Znawcy tematu radzą, by zioła zbierać rano, kiedy tylko wyschnie rosa. Po zerwaniu nie powinno się ich rozdrabniać ani ugniatać. Zbyt długie przechowywanie również negatywnie wpływa na ich jakość. Suszenie powinno odbywać pod dachem, w miejscach zacienionych i przewiewnych, w temperaturze pokojowej. Rozłożone w cienkich warstwach, wyschną w ciągu tygodnia. Po czym poznać, że zioła są dobrze wysuszone? Powinny mieć intensywny kolor i zapach oraz bez problemu kruszyć się pod wpływem dotyku. Niewskazane jest przechowywanie ziół w foliowych opakowaniach, najlepiej robić to w szczelnych pudełkach, płóciennych woreczkach, papierowych torbach lub pojemnikach z ciemnego szkła. W ten sposób zachowają trwałość przez jeden rok. Zioła należy przechowywać w miejscach suchych i chłodnych, z dala od produktów mających intensywny zapach.

Ulepszacze smaku

Pośpiech związany z masowym przetwórstwem żywności i zwyczajna pogoń za zyskiem powodują, że wielu producentów używa prawie identycznych, gotowych mieszanek przyprawowych. Tym m.in. można tłumaczyć narzekania klientów na jednakowy smak oferowanych wędlin.

Dzisiejszy świat kuchni jest niestety nafaszerowany różnymi ulepszaczami tylko po to, by jedzenie mogło dłużej leżeć na półkach, „zdrowiej” wyglądało i „lepiej” smakowało. Niektóre z mieszanek przyprawowych zawierają glutaminian sodu (MSG), wzmacniacz smaku dodawany do żywności w całym „cywilizowanym” świecie (konserwy, zupy w proszku, sos sojowy). Jednak naukowcy biją na alarm, ponieważ zidentyfikowano niedawno nową chorobę - syndrom chińskiej restauracji. Najprawdopodobniej jest ona wynikiem nadmiernego spożycia glutaminianu sodu lub nadwrażliwością na ten składnik. Objawami są zawroty i bóle głowy, palpitacje serca, nadmierna potliwość i niepokój. Cenione czasopismo „Science” dodaje nawet, że nadmierne spożycie MSG może grozić utratą wzroku!

Skoro już mowa o dodatkach do żywności, warto wspomnieć także o benzoesanie sodu. To związek organiczny (sól sodowa kwasu benzoesowego) szeroko stosowany jako środek do konserwacji żywności (E211). Używa się go do konserwacji m.in. przetworów owocowych, konserw rybnych, margaryny. Choć w produkcji biorą udział śladowe ilości tego środka, może on być szkodliwy dla zdrowia, gdyż działa drażniąco na śluzówkę żołądka. Producenci argumentują, że ściśle trzymają się norm, ale spożycie nawet niewielkich ilości E 211 może u osób nadwrażliwych, np. wrzodowców, spowodować dolegliwości bólowe.

Naturalnym regulatorem kwasowości w produktach spożywczych jest kwasek cytrynowy. W samych cytrynach nie ma nic złego, to świetne źródło naturalnej witaminy C, jednak komu by się chciało wyciskać owoce, kiedy za grosze można kupić ich syntetyczny odpowiednik? Niby to samo, a jednak nie to samo. Gdyby jeszcze dodawany był on tylko do wybranych produktów, to pół biedy. Tymczasem kwasek cytrynowy można znaleźć prawie w każdym przetworze, nawet w odżywkach dla niemowląt! Jakie spustoszenie w organizmie powoduje taka polityka, trudno dziś ocenić. Ale, co niemal pewne, na jej szkodliwe efekty przyjdzie nam czekać wcale nie tak długo, jak się niektórym wydaje.


Obecnie popularne staje się uprawianie roślin przyprawowych w ogródkach czy skrzynkach balkonowych. Niektóre rośliny przyprawowe można zbierać ze stanowisk naturalnych. Najczęściej jednak przyprawy kupujemy w sklepach spożywczych i owocowo – warzywnych.

Aby uprawiać rośliny przyprawowe trzeba mieć pewną wiedzę. Musi się wiedzieć, które rośliny rozmnażać z nasion wysiewanych bezpośrednio do gruntu, a które przez wcześniej wyprodukowaną rozsadę. Trzeba też poznać wymagania glebowe, nawozowe i inne poszczególnych gatunków.

Aby gotowanie stało się przyjemnością i jednocześnie służyło zdrowiu powinniśmy znać oraz stosować jak najwięcej przypraw pamiętając o zasadach ich używania.

v Wybierajmy potrawy i odpowiednie do nich przyprawy zgodnie z naszym smakiem i stanem zdrowia.

v Poznajmy dobrze przyprawy, ich smaki, zapachy, intensywność oraz możliwości mieszania.

v Pamiętajmy, że lepiej dać mniej przypraw niż za dużo.

v Bardzo ostrożnie przyprawiajmy potrawy dla małych dzieci po ich ugotowaniu.

v Przyprawy bardzo ostre dodawajmy w całości a przed podaniem usuwamy je z potrawy.

v Włoszczyznę do zup dodajemy na mniej więcej 40 minut przed końcem gotowania.

v „Zielone” do zup wrzucamy po jej ugotowaniu, aby nie zniszczyć lotnych substancji aromatycznych oraz witamin.

Przyprawy korzystnie wpływają na prace układu pokarmowego żołądka, wątroby regulują ciśnienie krwi oraz działają dezynfekująco. Stają się jednak bezwartościowe, gdy źle przechowywane – szkodzi im światło, wysoka temperatura, duża wilgotność, dostęp powietrza oraz innych zapachów.

Przyprawy zachowają swoje właściwości, jeżeli będziemy przestrzegać następujących zasad przechowywania i stosowania:

v Muszą być przechowywane w szczelnie zamkniętych pojemnikach specjalnie do tego przeznaczonych (porcelanowych, ceramicznych lub z ciemnego szkła).

v Nie należy zamykać w jednym pudełku przypraw wsypanych do torebek.

v Każdą przyprawę należy przechowywać w osobnym pojemniku.

v Półki na przyprawy powinny być usytuowane w miejscu suchym, z dala od wpływu wysokiej temperatury.

v Przyprawy ziarniste np. kminek, anyż, koper i pieprz należ przechowywać nie zmielone, rozdrabnia się je tuż przed użyciem w specjalnie do tego przeznaczonych młynkach lub moździerzu.

v Jeżeli mamy ogródek, to rośliny zbieramy tuż przed użyciem a w razie konieczności przechowujemy je krótko w lodówce lub w słoiku z wodą.

v Niektóre warzywa można gotować razem z innymi składnikami w zupie, inne rośliny przyprawowe gotuje się krótko lub posiekane dodaje się do gotowej potrawy.

v Niektóre rośliny przyprawowe można suszyć, ale tracą one wtedy sporo swych właściwości.

v Przypraw nie należy wsypywać bezpośrednio z pojemnika do parującego garnka, bo wówczas pojemnika może zawilgotnieć.

v Jeżeli do potrawy mamy wsypywać kilka rodzajów przypraw, wówczas należy je wszystkie razem rozetrzeć.

v W doprawianiu potraw należy zachować umiar, bo przesada może stać się powodem zatracenia smaku potrawy.

v Sosy podawane do mięsa przyprawiamy do smaku a oszczędniej przyprawiamy samo mięso.

v Jeżeli używamy czosnku lub innych ostrych przypraw to musimy mieć pewność, że wszyscy je lubią.

v Możemy przyprawy umieścić w specjalnym woreczku i gotować tak długo, aż potrawa nabierze oczekiwanego smaku, po czym woreczek wyjąć.

v Jeżeli chcemy używać mieszanek przyprawowych musimy mieć do dyspozycji wiele przypraw, tworząc nową mieszankę przyprawową należy dodawać tylko jeden nowy składnik oraz spróbować potrawę przed podaniem jej na stół.Uwaga Pl przyprawy zawierają za dużo soli ,proponuje używać 1/4 zaleconej ilości.Specjalnie uważać na Wegetę i Ziarenka Smaku

v Grzyby suszone przechowuje się w suchym miejscu, bez dostępu powietrza, dla zabezpieczenia ich przed molami przesypuje się je mielonym pieprzem.

Większość roślin przyprawowych to jednocześnie rośliny lecznicze, zawierają one substancje aromatyczne i smakowe, składniki mineralne oraz witaminy. Wpływają korzystnie proces trawienia i wytwarzania soków żołądkowych, a więc są niezbędnym dodatkiem do potraw ciężkostrawnych.

Oto przykłady przypraw i ich krótka charakterystyka.

Pieprz naturalny - jest owocem krzewu pnącego się po pniach innych drzew lub po żerdziach specjalnie do tego celu wbitych w ziemię. Jest rośliną wiecznie zieloną, klimatu tropikalnego. Pieprz nie jest ani słodki ani pikantny, jest ostry swój smak zawdzięcza piperynie. Pieprz stosuje się w ziarnkach do zup, wywarów, potraw duszonych i do marynat oraz w postaci proszku. Rozróżniamy pieprz czarny, pieprz biały, zielony, pieprz cayenne oraz pieprz ziołowy. Najbardziej ostry jest pieprz czarny i cayenne – czyli suszona i zmielona papryka chili. Pieprz ziołowy jest mieszaniną ziołową charakteryzującą się wysokimi i stałymi walorami zapachowymi, składa się ze startych owoców kolendry, kminku, ostrej papryki, gorczycy białej oraz majeranku. Jest przyprawą uniwersalną stosowaną do prawie wszystkich potraw z wyjątkiem słodkich.

Bazylia - jest rośliną jednoroczną pochodzącą z Indii, używana na Zachodzie od niedawna. Jest popularną przyprawą w kuchni włoskiej. Zawiera aktywne olejki eteryczne i goryczką jest w witaminy A, C, B5, oraz wapń, potas, żelazo i magnez. Bazylii używa się do wszystkich szczególnie pomidorów, ogórków, czerwonej kapusty, szpinaku, fasoli i grochu. Do przyprawiania używa się liści świeżych lub suszonych. Świeże gałązki bazylii można przechowywać w lodówce w szczelnie zamkniętych torebkach najwyżej dwa dni. Przysypaną solą w zamkniętych słoikach, można przetrzymywać do 6 tygodni a w oliwie nawet do 6 miesięcy. Najczęściej bazylia używana jest jako dodatek do:

- omletu ziołowego z pomidorami i cebulą,

- makaronu z sosem bolońskim

-pomidorów

- zupy pomidorowej

Cynamon - otrzymuje się z kory młodych pędów cynamonowca. Jest to wiecznie zielone drzewo z rodziny wawrzynowatych. Pochodzi z Cejlonu i Chin, jako przyprawa używany jest w gospodarstwie domowym w formie kory całej, mielonej lub esencji cynamonowej. Drobno mielony dodajemy do potraw słodkich, kisieli, puddingów, kompotów, zup owocowych mięs mielonych, baraniny warzyw oraz farszy z drobiu. Korę cynamonu używamy do wzbogacania smaku herbat grzanego wina i kompotów. Cynamon pod wpływem długotrwałego działania wysokiej temperatury gorzknieje. Z tego powodu pieczenie oraz ciasta lepiej jest przyprawiać cynamonem na kilka minut przed wyjęciem ich z piekarnika.

Imbir – jest używany w wielu krajach południowo wschodniej Azji, ale najlepszy smak ma odmiana pochodząca z Jamajki. Jadalną część imbiru stanowi kłącze, można podawać je do potraw w całości, pokrojone w plastry, zmielone lub utarte na tarce a zawsze obrane ze skórki. Całe kłącze obsypane cukrem podaje się jako słodki przysmak a pokrojone w plastry i otoczone w cukrze wykorzystuje się do dekorowania ciasta. Imbir ma mocny nieco cytrynowy zapach i korzenny palący smak. Jest znakomitym dodatkiem do gulaszów, sosów, warzyw, grzybów, marynat, ponczu, pasztetów drobiowych i flaków. Przyprawia się nim ciasta, pierniki, herbatniki, kisiele, budynie i owocowe sałatki. Służy do aromatyzowania kompotów, likierów, dżemów, grzanego wina oraz piwa.

Majeranek – pochodzi z wschodnich basenów Morza Śródziemnego. Jako przyprawę do potraw wykorzystuje się suszone kwiaty i listki majeranku. Ma silny korzenny zapach i smak. Najczęściej stosowany jest do przyprawiania potraw ciężko strawnych – domowych wędlin, pieczeni, farszów, warzyw strączkowych oraz zup (grochowa, fasolowa, ziemniaczana), flaków a także potraw z grzybów. Tłuszcz z dodatkiem majeranku jest mniej podatny na jełczenie. Majeranek najczęściej stosuje się w połączeniu z pieprzem i solą. W małych ilościach można dodawać go do potraw razem z tymiankiem, szałwią lub rozmarynem. Nie należy mieszać go z oregano. Majeranek można przechowywać w zamkniętych pojemnikach do 12 miesięcy.

Oregano – jest rośliną pochodzącą z rejonu Morza Śródziemnego. Przyprawą są wysuszone liście i kwiatostany. Charakteryzuje się przyjemnym i delikatnym zapachem oraz korzennym, lekko gorzkawym smakiem. Świeże oregano powinno się trzymać w zimnej wodzie i zużyć w ciągu 5-6 dni. Suszone zachowuje większą ostrość jeżeli jest w kawałkach, nie w proszku i należy przechowywać go w szczelnym pojemniku. Stosuje się często do pobudzenia czynności wydzielniczych w organizmie, ma też działanie bakteriobójcze. Oregano służy do przyprawiania warzyw, serów, ryb, potraw mięsnych, sosów i zawiesistych zup. Oregano należy do głównych przypraw kuchni włoskiej. Jest podstawową przyprawą do pizzy i spaghetti. Doskonale harmonizuje z bazylią, tymiankiem i pieprzem.

Tymianek – jest powszechnie uprawiany w Europie i Ameryce Północnej. Ma pikantny smak i orzeźwiający zapach. Jest przyprawą dodawaną najczęściej do potraw tłustych – tłustego mięsa, pieczonych ziemniaków, kiełbasy, smażonych jaj. Zapach i smak tymianku łączy się znakomicie z potrawami z roślin strączkowych. Tymianek powinien być stosowany przede wszystkim do potraw, które się długo duszą lub gotują, do pasztetów, bulionów, rosołów, do duszonych lub pieczonych mięs, używa się go do marynat, do octu ziołowego, do kiszenia i marynowania ogórków. Tymianek znakomicie usuwa przykry zapach morskich ryb. Przyprawia się nim ryby pieczone, smażone i gotowane. Jeżeli pieczemy lub smażymy niewielkie ryby w całości, najlepiej włożyć do środka gałązkę świeżego lub szczyptę suszonego tymianku. Tymianek przechowuje się w szczelnych naczyniach a rozdrabnia przed samym użyciem.

Goździki – są to wysuszone, przypominające kształtem małe gwoździe – pączki kwiatowe okazałych z rodziny mirtowatych, uprawiane w wielu krajach podzwrotnikowych, swoją karierę goździki zawdzięczają intensywnemu korzennemu zapachowi i dość ostremu lekko piekącemu smakowi. Są składnikiem takich przypraw jak indyjskie curry czy chińskie „pięć smaków”. Goździki zazwyczaj dodaje się do marynat owocowych, na przykład do śliwek, gruszek a także do kompotów, konfitur, dżemów, nalewek, grzanego wina i piwa. Używa się ich przy robieniu pasztetów, duszonej wołowiny i kaszanki a wbite w cebulę uszlachetniają rosół. Przyprawia się nimi niektóre potrawy mięsne, zwłaszcza dziczyzn, duszoną wołowinę, ciemne sosy a także warzywa – czerwoną kapustę, jarmuż oraz kapustę kiszoną. W kuchni amerykańskiej goździkami szpikuje się szynkę wieprzową przeznaczoną na pieczeń. Goździków należy używać z umiarem, aby ich ostry i gorzkawy smak nie był zbyt wyczuwalny w potrawie.

Melisa – jest wieloletnią rośliną miododajną, bardzo lubianą przez pszczoły. Najbardziej wartościowe są liście zebrane w czasie kwitnienia. Mają silny, odświeżający, lekko cytrynowy aromat. Liście mogą być używane w stanie świeżym lub suszone. Melisa zapobiega wzdęciom, działa wzmacniająco i uspakajająco, pobudza apetyt. Często stosuje się ją przeciw przeziębieniom. Herbatka z melisy wzmacnia żołądek i działa wiatropędnie. Jako przyprawa melisa stosowana jest ze względu na aromatyczny, odświeżający zapach i smak. Świeżymi liśćmi przyprawia się sałatki, soki, warzywa i zupy. Nadaje ona specyficzny smak potrawom z ryb i drobiu. Melisę dodaje się pod sam koniec gotowania do cielęciny, wieprzowiny, baraniny, dziczyzny, potraw z mleka i jaj, do zup owocowych, kartoflanki i grochówki. Jest doskonałym dodatkiem do grzybów i twarożków ziołowych. Listek lub małą gałązkę melisy dodaje się również do wielu odświeżających koktajli. Świeże listki są bardzo delikatne i należy je siekać bardzo ostrożnie, bo zgniecione tracą wiele olejku lotnego, który stanowi ich wartość.

Kminek – jest rozpowszechniony w całej Europie. Owoce kminku mają charakterystyczny ostry korzenny smak i zapach. Często są składnikiem mieszanek przyprawowych. Owoce kminku służą do sporządzania wywarów zapobiegającym wzdęciom, pobudzających apetyt i wydzielanie soków żołądkowych. W lecznictwie ludowym jest stosowany jako środek działający przeciwskurczowo na przewód pokarmowy oraz przy bólach głowy. Kminek jest dobrą przyprawą do potraw tłustych i ciężkostrawnych. Owoce kminku używa się w całości lub mielone. Mielonym kminkiem przyprawia się potrawy nie gotowane – sałatki, pasty, sery. Całe owoce kminku dodaje się do różnych wypieków – chleba, bułek, słonych paluszków itp. Można nim przyprawiać buraki, marchew, kapustę, ziemniaki, kiełbasy, tłuste mięsa. Dodaje się go również do wielu zup i sosów. Olejek kminkowy wchodzi w skład niektórych wódek i likierów. Może być używany tylko z pieprzem i solą. Należy go przechowywać w szczelnie zamkniętych słoikach w suchym i chłodnym miejscu.

Ziele angielskie – zwane też pieprzem angielskim jest niedojrzały owocem drzewa pimentowego wiecznie zielonego, uprawianego na Jamajce, oraz w Ameryce Środkowej i Południowej. Ziele angielskie należy do przypraw powszechnie używanych a najczęściej przyprawia się nim różne gatunki mięsa (pieczeń z baraniny, dania z mięsa mielonego, golonkę) sosy, ciemny drób, zupy. Szczególnie polecane jest do potraw tłustych, stosuje się je również do marynowania ryb i dziczyzny, do wyrobu kiełbas, i peklowania mięsa. Ziele angielskie używane jest do aromatyzowania słodkich potraw – ciasto ze śliwkami, ciast z mąki razowej, budyni. Do potrawy ziele dodaje się na początku gotowania lub pieczenia, w postaci całych owoców lub sproszkowane.

Liście laurowe – zwane są również liściami wawrzynowymi lub bobkowymi, są to suszone liście tropikalnego wiecznie zielonego krzewu lub drzewa z rodziny wawrzynowatych. Liście laurowe o charakterystycznym aromacie można znaleźć w każdej kuchni. Stanowią one jedną z podstawowych przypraw, przyprawia się nimi bardzo wiele potraw między innymi warzywa faszerowane, dziczyznę i różne pieczenie. Używa ich się przede wszystkim do różnego rodzaju marynat - ze śledzi, grzybów, ogórków, papryki, kapusty. Dodaje się je do mięs duszonych i pieczeni, do zrazów gulaszu, do flaków, pasztetu oraz bigosu. Liściami laurowymi przyprawia się gotowane ryby, ciemne sosy i zupy. Stosując tą przyprawę należy zachować umiar w jej stosowaniu gdyż jej silny aromat może zdominować podstawowy zapach i zepsuć smak przyrządzanej potrawy. Liście laurowe można przechowywać, ponieważ nie tracą szybko swoich właściwości. Należy jednak przechowywać je w szczelnie zamkniętych naczyniach.

Gałka muszkatołowa – są to wysuszone nasiona wiecznie zielonego drzewa uprawianego w Indonezji, Sri Lance i na Karaibach. Gałka muszkatołowa ma intensywny korzenny zapach i słodkawy lekko gorzki smak. Stosowana jest zarówno do potraw słodkich jak i pikantnych. Przyprawia się nią pierniki, ciasta, desery owocowe, kremy, budynie. Gałka muszkatołowa aromatyzuje kompoty, aperitify, poncze, wino grzane i kakao. Dodaje się ją do zup, sosów, jaj i serów oraz do potraw z warzyw takich jak: kapusta, kalafior, marchew, pomidory i ziemniaki, używana jest również do przyprawiania dań mięsnych np. cielęciny, baraniny pasztetów, farszu, gulaszu i flaczków. Gałkę muszkatołową stosuje się w postaci zmielonej lub tartej.

Czosnek – ma ostry smak i zapach. Jest on nie tylko przyprawą, ale również rośliną leczniczą. Działa bakteriobójczo reguluje florę bakteryjną jelit, powoduje lepsze ukrwienie naczyń wieńcowych oraz wpływa korzystnie na drogi oddechowe. Jego właściwości lecznicze wzrastają przy połączeniu go z mlekiem. Jako przyprawę stosuje się świeże główki, siekane lub roztarte z solą bądź suszone w postaci proszku. Czosnek jest niezbędny do przyrządzania baraniny, mięsa jagnięcego, dziczyzny oraz pieczenia i duszenia innych mięs. Jest używany do zup, warzyw, ryb, różnych sałatek, soków oraz kanapek. Czosnku należy używać z umiarem gdyż jest przyprawą bardzo intensywną.

Wanilia – jest przyprawą bardzo popularną. Jest owocem pnącza z rodziny storczykowatych. Ojczyzna jej jest Meksyk prawdziwa wanilia ma niepowtarzalny bardzo trwały aromat, delikatny z łagodnym słodkawo korzennym posmakiem. Laski wanilii są ciemnobrązowe, lekko pomarszczone, woskowate w dotyku miękkie i elastyczne. Gdy pocięte kawałeczki wanilii zasypiemy cukrem pudrem i zamkniemy w szczelnym pojemniku to otrzymamy prawdziwy cukier waniliowy. Wanilia nadaje niepowtarzalny aromat i smak słodkim potrawom, trudno sobie wyobrazić bez wanilii lody, kremy, czekolady czy ciasta. Wanilię stosuje się również do przyprawiania napojów i likierów. Do potraw czy napojów gotowanych wkłada się całą lub kilku centymetrową wanilię i tuż przed podaniem potrawy wyjmuje z naczynia.

Wymieniając przyprawy, trudno nie wspomnieć o takich roślinach przyprawowych jak: gorczyca biała i czarna, migdały, chrzan, koper ogrodowy, pietruszka, szczypiorek, papryka gałęzista, por i wiele innych. Jak wiadomo wszystkie te rośliny mają również korzystne właściwości lecznicze wpływające na organizm ludzki. Szczególnie dużo substancji bakteriobójczych zawarte jest w czosnku, chrzanie, rzodkiewce, szczypiorku, cebuli oraz gorczycy.

Lubczyk, majeranek, pietruszka, seler i jałowiec wpływają korzystnie na pracę nerek oraz wzmagają odwadnianie. Wydzielaniu kwasów żołądkowych sprzyja anyż, koper, kminek, chrzan, kurkuma, krwawnik i melisa. Większe ilości śliny wydzielają się pod wpływem owoców cytrusowych, papryki i gorczycy. Można by jeszcze długo wymieniać listę roślin, które mają leczniczy wpływ na organizm ludzki. Niektóre przyprawy jednak powinny być używane w bardzo małych ilościach a w niektórych chorobach wcale nie należy ich stosować gdyż w większej dawce mogą nawet szkodzić. W takich wypadkach lekarze przepisujący dietę wskazują, których przypraw należy unikać.

Przestrzeganie diety jest zazwyczaj uciążliwe zarówno dla chorego, jak i również dla osoby przygotowującej potrawy. Problemem tym zajmuje się wielu fachowców, którzy proponują, nawet przy bardzo poważnych chorobach, stosowanie przypraw nieszkodliwych przy danej chorobie.

Podsumowując, stosowanie przypraw jest nieodzowne zarówno dla poprawienia smaku potrawy jak i również dla utrzymania zdrowia oraz zmniejszaniu dolegliwości przy niektórych chorobach a nawet w ich leczeniu.

Przyprawy są znane ludzkości już od kilku tysięcy lat, były stosowane wcześniej niż sól. Znano już je 5000 lat temu w Egipicie. W Chinach (ok.3000 lat p.n.e.) wiele ziół po raz pierwszy zostało opisanych. W Mezopotamii były znane i stosowane: kardamon, tymianek, szafran, koper i wiele innych. W antyku głównymi dostawcami ziół byli Arabowie, a później Fenicjanie. Przyprawy początkowo były używane tylko na stołach królewskich, a to z racji ceny jaką trzeba było zapłacić dalekomorskim kupcom. Pól kilo szafranu kosztowało tyle co dobry koń, a kilka gałek muszkatołowych miało wartość trzech baronów. We Francji znane było powiedzenie "drogi jak pieprz!". Po odkryciu Ameryki na rynku pojawiły się nowe przyprawy; pieprz kajeński i papryka; dostarczane z kolonii hiszpańskich i portugalskich. Wreszcie dzięki rozpowszechnieniu się plantacji roślin przyprawowych, stary kontynent mógł się uniezależnic od drogich dostaw z dalekich lądów, przez co więcej ludzi było stać na używanie ich we własnej kuchni. Przestały być one symbolem zbytku i bogactwa.

Jak samemu przygotować pełnowartościowe zioła i przyprawy

Aby samemu przygotować pełnowartościowe zioła i przyprawy musimy pamiętać o pewnych sprawach. Zioła powinno się zbierać w czasie słonecznej, bezdeszczowej pogody, najlepiej późnym rankiem, tuż po obeschnięciu porannej rosy. Nie powinno się rozdrabniać ziół, gdyż powoduje to rozkład wartościowych substancji. Zioła nie powinny być po zebraniu ugniatane w pojemnikach, w których są zbierane, a także nie powinny być zbyt długo w nich przechowywane, gdyż w przeciwnym razie szybko się zaparzają, ciemnieją i tracą swoje walory. Zioła należy suszyć tylko w miejscach ocienionych, zadaszonych, przewiewnych. W czasie suszenia temperatura nie powinna przekroczyć 35oC, gdyż inaczej zawarte w ziołach olejki lotne się ulatniają. Ziół nie wolno suszyć na Słońcu, ponieważ powoduje to odbarwienie i rozkład wielu cennych substancji. Zioła powinno się rozkładać w cienkich warstwach, gdyż inaczej będą się zaparzały i pleśniały. Suszenie ziół musi być szybkie i sprawne. Okazuje się bowiem, że jeszcze w niewyschniętych ziołach ciągle aktywne są pewne enzymy rozkładające użyteczne substancje. Zioła w temperaturze pokojowej schną około 4-9 dni. Ususzonych ziół nie wolno przetrzymywać zbyt długo w miejscach suszenia. Osiada na nich kurz i tracą one na wartości. Dobrze wysuszony surowiec powinien charakteryzować się intensywnym kolorem, wyczuwalnym miłym aromatem, powinien się łatwo łamać i kruszyć w palcach. Zioła najlepiej przechowywać przechowywać w płóciennych woreczkach, czystych torebkach papierowych, ciemnych pojemnikach szklanych bądź w szczelnych i suchych pudełkach. Nie powinno się przechowywać ziół i przypraw w opakowaniach z folii. Wszystkie zioła i przyprawy powinno się przechowywać w miejscach suchych, w miarę chłodnych, z daleka od produktów mających, intensywny i przenikliwy zapach. Ususzone zioła w ten sposób zachowują zwykle przydatność do 15 miesięcy, mocno rozdrobnione do 12 miesięcy.*

Rady - jak używac przypraw ?

przyprawy najlepiej mleć i rozcierać w możdzierzu zaraz przed użyciem

pieprz świeży jest 3-krotnie silniejszy niż pieprz ziarnisty

nie wolno poprawić smaku przesolonych potraw przyprawami

przyprawy należy stosować z umiarem, aby nie zmącić naturalnego aromatu i smaku potrawy

świeże zioła należy dodawać w większych ilościach niż suszone

majeranek i tymianek daje sie 5 minut przed końcem gotowania

mięso przeznaczone do pieczenia lub duszenia, należy natrzeć przyprawami od kilku do kikunastu godzin wcześniej, aby mięso przejeło aromat z ziół

cząber należy dodawać do potraw 10 min przed końcem gotowania, gdyż inaczej potrawa może stać się gorzka

Zastosowanie przypraw – przykłady

Do pieczonych lub smażonych grzybów zawsze dodajemy odrobinę świeżo utartej gałki muszkatałtowej

smak wszelkich pasztetów poprawia przedewszystkim gałka muszkatałowa, majeranek, kolendra, tymianek

wątroba bardzo zyska jeżeli poza pieprzem, czosnkiem doda się również odrobinę bazylii i szałwii

flaki należy przyprawiać majerankiem, tymiankiem, rozmarynem, odrobiną imbiru

smak gęsi i kaczki duszonej z jabłkiem bardzo wzbogacają gałka muszkatałowa i szczypta cynamonu

ryby morskie świetnie hormonizują sie smakowo z ziołami o intensywnym zapachu; tymianek, estragon, liść laurowy

do mięs pieczonych; wołowiny, schabu, baraniny najlepszą przyprawą jest oregano,majeranek, może też być rozmaryn i tymianek

do sznycli cielęcych pasuje melisa, listki świeżej mięty i kapary, które dodaje się już po usmażeniu

Potrawy dobrze i umiejętnie przyprawione pobudzają apetyt i dostarczają wrażeń estetycznych. Stosowanie przypraw jest sztuką, którą jednak poznać może każdy przy odrobinie wiedzy, doświadczenia i cierpliwości.

3.10.07

ABC technik kulinarnych


Oto kilka ważnych terminów kulinarnych, których znajomość ułatwi przygotowywanie wspaniałych dań:

  • Blanszować – krótko obgotowywać w gorącej wodzie w celu zmiękczenia produktów lub usunięcia z nich zanieczyszczeń.
  • Macerować – produkty namoczyć w alkoholu, aby zmiękły i były delikatniejsze oraz bardziej aromatyczne.
  • Zredukować/odparować – gotować bez przykrycia, aż część płynu wyparuje. W ten sposób zagęszcza się niektóre sosy i zupy.
  • Odszumować – usunąć pianę tworzącą się podczas gotowania na powierzchni bulionów i zup.
  • Szpikować – w mięsie zrobić otwory i umieścić w nich kawałki boczku, słoniny, czosnku itp. Dzięki temu smak mięsa staje się bardziej intensywny, a mięso nie wysusza się podczas obróbki termicznej
  • Zahartować – gorące produkty szybko przelać zimną wodą.
  • Zasmażać – na rozgrzanym tłuszczu smażyć np. mąkę do momentu, aż dobrze wchłonie tłuszcz.

Tak oszukują nas markety

Piotr Miączyński GW 2007-10-01, ostatnia aktualizacja 2007-10-01 21:33:27.0
Towar w promocji kosztuje więcej niż przed nią, a za gratisową butelkę zmiękczacza do prania płaci się 9 zł.
Telewizor LCD 40 cali w promocji za 6849 zł. Wcześniejsza - przekreślona cena - zgodnie z wywieszką 10 999 zł. Klient oszczędza 4 tys. zł? Niekoniecznie. Osoba, która kupi sprzęt, da się zrobić w konia obsłudze warszawskiego marketu E'Leclerc. Faktycznie przed promocją telewizor kosztował tylko o 100 zł drożej.
Według najnowszych badań Inspekcji Handlowej zrobionych na zlecenie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów polskie sklepy kantują swoich klientów na wiele sposobów. Kontrolerzy zjawili się w 112 marketach - od hipermarketów (np. Tesco, Auchan, Real), przez sieci z kosmetykami (m.in. Rossmann, Drogeria Natura), po sklepy z elektroniką (Avans, Media Markt, Saturn, Electro World) i materiałami budowlanymi (Obi, Nomi).

Markety często brały przekreślone ceny z sufitu, żeby zachęcić klientów do zakupów. Sklepy naciągały klientów na fałszywe gratisy czy wreszcie - podając inne ceny towaru na półce i w kasie.
Przykład - w jednym z hipermarketów Real sprzedawano zestaw Calgonit 5 + 1, do którego "gratis" dodawano płyn Cilit. Zestaw z gratisem kosztował 29,95 zł. Bez gratisu... 26,95 zł (darmowy Cilit kosztował więc faktycznie 3 zł).
Podobną sztuczkę zrobił Piotr i Paweł w Głogowie, który do żelu do prania Persil Power dodawał półlitrowe butelki zmiękczacza do prania Silan. Zestaw promocyjny kosztował 24,99 zł. Sam żel zaś 15,99 zł.

Jeszcze ciekawiej wypadły wyniki badań laboratoryjnych. I tak płyn do mycia szyb Ajax z etykietą "750 ml plus 250 ml gratis" miał w rzeczywistości 750 ml. Podobnie było z preparatem do pielęgnacji podłóg "Tak". Na opakowaniu była informacja "750 ml plus 50 proc. gratis", a w rzeczywistości w butelce było 770-780 ml.

Inspektorzy nałożyli 67 mandatów na sumę 15,1 tys. zł. Trzy wnioski poszły do sądów.

Piotr Miączyński

Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl © Agora SA
Jak sklepy oszukują na promocjach?
ask, PAP 2007-10-01, ostatnia aktualizacja 2007-10-01 13:48:06.0

Czy 4 tys. zł mniej za telewizor LCD to interesująca oferta? Przedsiębiorcy wiedzą, że dla wielu konsumentów to wielka okazja i starają się wykorzystać - często nieuczciwie. Co trzeci produkt objęty akcją promocyjną wzbudził zastrzeżenia Inspekcji Handlowej.

Badaniem przeprowadzonym na zlecenie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów objęto 112 placówek handlowych - 100 z nich należało do dużych sieci handlowych. Uchybienia stwierdzono w 39,7 proc. artykułów żywnościowych, natomiast w przypadku innych produktów zastrzeżenia kontrolerów wzbudziło 32 proc. badanych partii.

Najwięcej nieprawidłowości dotyczyło nierzetelnego informowania o cenach towarów oferowanych w promocjach. Zastrzeżenie inspektorów wzbudziła nieuczciwa praktyka przedsiębiorców związana z przekreślaniem cen sugerowanych jako dotychczasowe, które w rzeczywistości nigdy nie obowiązywały. Przykładem może być pozornie korzystna oferta kupna telewizora LCD za 6 849 zł. Przed wyprzedażą telewizor kosztował 6999 zł, tymczasem sprzedawca jako cenę obowiązującą przed obniżką podał 10999 zł.

Kontrolerzy zakwestionowali również nieprawidłowe wyliczanie cen towarów z gratisami. W przypadku 17,3 proc. przebadanych partii były wyższe niż tych, do których upominki nie były dołączane ? różnice sięgały nawet 9 zł. Tym samym to klient ponosił koszt "prezentu".

Ponadto część asortymentu posiadała ceny identyczne jak przed promocją ? mimo to produkty reklamowane były jako znacznie tańsze. Zdarzało się również, że towary, które pojawiły się w danym sklepie po raz pierwszy, sprzedawane były po cenie sugerowanej jako niższa od dotychczas obowiązującej. Ponadto inspektorzy zwrócili uwagę na znaczne rozbieżności między cenami zakodowanymi w czytnikach a tymi, które zostały uwidocznione na terenie sklepu oraz nieprawidłowe wyliczanie cen jednostkowych produktów.

Konsumenci byli również wprowadzani w błąd informacją na opakowaniu, że masa lub pojemność produktu w ramach promocji zostały zwiększone przy utrzymaniu dotychczasowej ceny. Przykładem może być reklama na opakowaniu płynu do mycia szyb sugerująca, że 250 ml konsument dostaje w prezencie, a płaci jedynie za 750 ml. W toku kontroli okazało się, że w promocji dostępne były wyłącznie produkty o pojemności 750 ml.

Ustalenia kontroli dały podstawę do nałożenie 67 mandatów karnych oraz skierowania trzech wniosków do sądów. Do UOKiK przekazano 16 powiadomień o ujawnionych w toku kontroli działaniach mogących stanowić czyn nieuczciwej konkurencji.

Analiza Inspekcji Handlowej pokazała, że obniżka ceny czy upominek dołączany do zakupionego towaru to nie zawsze super okazja. Jak nie ulec hasłom o ostatnim dniu promocji czy wyprzedaży? UOKiK przypomina o zasadach udanych "zakupowych łowów":

- porównuj informacje zawarte w gazetkach reklamowych z tymi, które umieszczane są przy produktach w sklepie;

- ufaj rozsądkowi, nie emocjom. Zdarza się, że cena towarów oferowanych w trakcie promocji bądź wyprzedaży ma taka samą wartość, jak przed rozpoczęciem akcji, ale bywa, że i wyższą;

- przeliczaj wartość towarów z gratisami. Zwracaj uwagę, czy zestaw produktów z podarunkiem to faktycznie okazja. Porównaj, czy zakup tych samych artykułów osobno nie będzie kosztować cię mniej niż - okazyjny komplet?;

- sprawdzaj cenę, którą ostatecznie musisz zapłacić. Przedsiębiorcy mają obowiązek poinformować cię o pełnej cenie danego towaru;

- warto być czujnym, gdy oferta dotyczy produktów spożywczych. Sklepy organizują promocje często wtedy, gdy zależy im na pozbyciu się towarów z uwagi na krótki bądź upływający termin przydatności. Oprócz smaku degustowanego produktu, sprawdź datę ważności.

Jednocześnie UOKiK przypomina, że w przypadku problemów z zakupami konsumenci mogą o pomoc zwrócić się do miejskiego lub powiatowego rzecznika konsumentów oraz Inspekcji Handlowej - adresy znajdują się na www.uokik.gov.pl

ask, PAP

US ,TV Chefs Far From Reality

THE third season of “Top Chef” comes to a close tonight, answering questions that have made this contest seem like a timely echo of, or overture to, the precedent-courting presidential race: Will there be a first woman Top Chef or a first nonwhite Top Chef or maybe even a first openly gay Top Chef?

FUTURE CELEBRITIES? Contestants in an episode of “The Next Iron Chef.”

On this matter the Bravo network has expertly teased out the suspense, but along the way it’s settled another issue. While Top Chef contestants must endure a finger-numbing, flesh-nicking decathlon of slicing and dicing, the top chefs who assess them need not come within 10 feet of a whisk — unless, that is, they’re arching an eyebrow at the clumsy way it’s being handled.

One after another, the country’s most esteemed culinary practitioners — Eric Ripert, Daniel Boulud and Geoffrey Zakarian, to name a few — sauntered onto the set, where they ate on command and frowned on cue.

What they didn’t do was cook. And in that sense the show perfectly illustrated how far these celebrities — on “Top Chef,” on “Iron Chef” and its progeny, on any number of programs — have traveled from the tedious, earnest hands-on work that gave them their luster in the first place.

It’s a trajectory all the more interesting for the way it mirrors the evolution of their off-camera careers, in which they’ve morphed into stars so much larger than, and sometimes so loosely tethered to, the nuts and bolts of their craft.

When celebrity chefs show up on TV these days, at least during prime time, they are less likely to be sautéing than to be swaggering through exotic locales (Anthony Bourdain) or swearing at the lesser mortals stuck with the grunt work (Gordon Ramsay). They are outsize personalities tapped for the charisma they can project, not the skill set they are prepared to demonstrate.

The step-by-step cooking tutorials that were once chefs’ stock in trade on television are increasingly relegated to morning news shows and to home-entertainment gurus like Martha Stewart and her down-market, “Yum-O!” successor, Rachael Ray.

Mario Batali used to provide such lessons on “Molto Mario,” but it’s no longer in production. Bobby Flay still dispenses advice on “Boy Meets Grill,” but spends much of his television energies on flashier, less pedagogic projects.

Take “Throwdown.” Mr. Flay cooks on this show, but not principally to educate viewers who might aspire to cook as well as he does. “Throwdown” pits him against a nonprofessional chili or burger maker whose yard or home Mr. Flay visits and whose work he is trying at once to replicate and to trump. He’s a slumming celebrity cooking in the service of bragging rights or humiliation.

Cooking as contest, cooking as derring-do: that pretty much sums up “Iron Chef America,” on which Mr. Flay and Mr. Batali have been mainstays. It’s colorful. It’s kinetic.

But it has limited relevance to the home cook. And it has dubious connection to the actual kitchen paces that any of the chefs in the competition have gone through or might. At no restaurant I’ve ever visited do the kitchen hands or customers present the chef with a surprise ingredient, give him or her a stringent time limit and say, “Go!”

“Iron Chef America” has been so successful that it has created a spinoff, “The Next Iron Chef,” which will have its debut on the Food Network on Sunday night. The show features eight near-celebrity chefs from around the country vying, in an elimination competition, to join Mr. Batali and Mr. Flay as permanent gladiators and become, in words actually spoken by one of the show’s hosts, “a culinary God.”

Toward the end of the first episode, they’re asked to do something with doubtful inspirational value: press an unlikely savory ingredient — squid, tripe and catfish are three examples — into the service of dessert. I’d caution you not to try this at home, but there’s little danger of that.

The most priceless moment comes near the episode’s beginning, when one aspirant, Traci Des Jardins, the executive chef of the restaurant Jardinière in San Francisco, confronts an array of basic tasks that include filleting a salmon and deboning a chicken.

It’s a situation more firmly grounded in kitchen reality than a typical “Iron Chef” stunt, and what’s fascinating is the way Ms. Des Jardins responds to it. Looking nervous, she says with admirable candor that she can only hope the requisite skills are still in her command, because she doesn’t handle such chores often anymore.

How many of the country’s most successful chefs do? As they pump out their books, sign their latest endorsement deals and add 3rd or 6th or 10th restaurants to their burgeoning empires, they move farther away from the meals that the diners in those restaurants eat. They’re less creators than conferrers, lending an aura of glamour to products manufactured and projects maintained by others.

During this season of “Top Chef,” Tom Colicchio, the head judge, opened a new Craft restaurant in Los Angeles and struck a deal for a new Craftsteak at the MGM Grand at Foxwoods resort and casino in Connecticut, which is scheduled to open next year.

The chances seem slim that diners at that Craftsteak will be exposed to Mr. Colicchio’s cooking the way diners at the original Craft in Manhattan once were. What they’ll experience is a remote brush with his celebrity.

And that’s not unlike what the audience for some television food shows get. Viewers are meant to thrill to the presence of a great chef, to revel in his or her quips or tirades, not to catch an honest glimpse of that greatness in meaningful action.

At its heart “Top Chef” remains a show about cooking, the triumphs and pratfalls of its contestants yielding lessons about the way ingredients go together and why a dish succeeds or not.

But the celebrity chefs who do cameos on the “Top Chef” judging panel, greeted by awe-struck stares from those contestants, recall the actors and actresses in the tic-tac-toe boxes of “The Hollywood Squares.” They’re transmitting their fungible star wattage, and they’re a long way from their supposed day jobs

17.9.07

HEROINA moda marynarzy i artystów al`a Newsweek

Handel narkotykami od czasów II wojny światowej związany był z finansowaniem tajnych operacji zbrojnych, prowadzonych przez CIA... Międzynarodowy handel narkotykami jest metodą zabezpieczania przewagi ekonomicznej imperium handlowego.

Międzynarodowy system finansowy zaangażowany jest obecnie w operację prania 1,5 biliona dolarów rocznie i generuje około 500 miliardów dolarów dochodu w czystej gotówce. Celowi temu służą „raje finansowe”, takie jak np. karaibskie Kajmany, gdzie zarejestrowanych jest ponad 430 banków i 70 000 korporacji, czyli 1,5 na każdego mieszkańca tej niewielkiej społeczności...
„Problemem społecznym w naszej cywilizacji narkotyki stały się dopiero w XX wieku, a mówiąc dokładniej – po I wojnie światowej” – ogłosił kiedyś z beztroską ignorancją w artykule „Stulecie narkotyków” Marek Karpiński na łamach magazynu Newsweek, głównego promotora politycznego dyletanctwa w Polsce. „Problem społeczny”, czyli – jak pisze – „modę” na narkotyki zawdzięczamy rzekomo marynarzom i artystom. Wielkie zło, jak powinniśmy rozumieć, przybyło do naszej cnotliwej kultury z dalekich Chin.
Mało rzeczy wiąże się ściślej z historią polityczną kapitalizmu niż kultura mafijna i handel narkotykami. Organizowane przez korporacje bale w stylu „Chicago lat 20.” są tylko epizodycznym wspomnieniem wielkiej tradycji. Nie wzbudzają na pewno kontrowersji, choć temat, trzeba przyznać, pozostaje w tym samym stopniu delikatnym co tajemniczym.
Marynarze i artyści

„Początek współczesnej ery handlu opium datuje się na rok 1773, kiedy to brytyjska Kompania Wschodnioindyjska objęła kontrolę nad eksportem opium z Indii do Chin” – pisał w swojej obszernej pracy historycznej „The Politics of Heroin. CIA Complicity in the Global Drug Trade” profesor historii Azjii południowo-wschodniej na Uniwersytecie Wisconsin-Madison, Alfred W. McCoy. Po zmonopolizowaniu przedsięwzięcia eksport opium do Chin wzrósł z 75 ton (w latach 1770) do 3200 ton w połowie XIX w. Chiny, które bezskutecznie przeciwstawiały się importowi tego towaru, zmuszone były stoczyć z imperium brytyjskim dwie wojny, które przeszły do historii, jako „wojny opiumowe”, niezbyt chwalebnie wpisujące się w schematy historycznych stereotypów na temat ideałów gospodarczej wolności, za którą walczyli z krzyżem na piersiach nieustraszeni bohaterowie zachodniej cywilizacji.
W pierwszej połowie XIX w. brytyjski handel zdołał przekształcić opium z artykułu luksusowego w towar masowy, uzyskując obrót podobny do innych popularnych stymulatorów, takich jak kawa, herbata czy kakao. Pomimo iż całkowity tonaż nie przekraczał obrotu, uzyskiwanego z rocznego zbioru herbaty na poziomie 90 000 ton, jego wartość handlowa była znacznie wyższa. Bezspornie, opium stanowiło w XIX w. główny towar całkowitej międzynarodowej wymiany handlowej, zdominowanej i nadzorowanej przez mocarstwa zachodnie
W 1821 r. brytyjski pisarz Thomas De Qeicey jako pierwszy zwrócił uwagę na problem uzależnienia, publikując esej „Confessions of an English Opium Eater” (wyznania angielskiego konsumenta opium). Pochodne produkty opium, takie jak morfina i niezwykle trudna do otrzymania heroina były zdobyczami nowoczesnego przemysłu farmaceutycznego. Morfinę, uzyskaną po raz pierwszy w 1805 r., wprowadziła na rynek w 1827 r. niemiecka firma E. Mereck&Company z Darmstadt. W 1874 r. angielski badacz C. R. Wright uzyskał, w wyniku kilkugodzinnego procesu chemicznego, diacetylomorfinę. Testy prowadzone na psach wykazały, że środek wywołuje „wielkie wyczerpanie organizmu, lęki, ospałość... i lekką tendencję do wymiotów”. Angielski chemik zdecydował zaprzestać dlatego dalszych eksperymentów. Mimo tego w 1898 r. niemiecka firma Bayer Company z Elberfeld rozpoczęła masową produkcję diacetylomorfiny, wprowadzając na rynek swe „lekarstwo” pod nazwą „heroiny”. (3) W ten sposób „marynarze” i „artyści” wwieźli do zachodniej cywilizacji „problem społeczny”, który prestiżowe czasopismo polityczne Newsweek nazywa naukowo „modą”.

Pomimo iż badacze medyczni zaczęli analizować problem uzależnienia od opioidów jeszcze w XVIII w., powszechna świadomość zagrożenia ze strony cudownych leków (w tym m.in. heroiny, morfiny, a także kokainy) ugruntowała się dopiero pod koniec XIX w. Potrzeba było dziesięcioleci aby wiedzę medyczną uwzględnić w reformach legislacyjnych. Dlaczego? Gdybyśmy wszyscy rozumieli, jak funkcjonuje system kapitalistyczny, potrafilibyśmy to łatwo zrozumieć. Niestety, poznanie historii kapitalizmu z wielką skutecznością i nieskrywanym cynizmem utrudniają nam takie czasopisma jak Newsweek, wg którego do I wojny światowej „problemu uzależnienia jeszcze nie rozpoznano”. By skompromitować tę wyssaną z palca tezę wystarczy przypomnieć, znaną chyba każdemu, najsłynniejszą i najczęściej cytowaną frazę Karola Marxa „Die Religion ... ist das Opium des Volkes“, która nie pozostawia raczej wątpliwości, w jakim stopniu uzależnienie od opium musiało być rozpoznane aby metafora miała szansę zaistnieć w 1848 r. i rozpowszechnić się z tak spektakularnym powodzeniem.
W XIX w. „handlarze opatentowanych leków byli największymi reklamodawcami prasowymi w USA, Wielkiej Brytanii i Australii, konsekwencją czego w interesie prasy nie było publikowanie informacji szkodzących sprzedaży”. W 1905 r. w magazynie Collier’s, Samuel Hopkins Adams odnotowywał, że wiele czołowych amerykańskich gazet związanych jest długoterminowymi kontraktami reklamowymi, zawieranymi z handlowcami patentowanych leków, które to kontrakty posiadają klauzulę, że umowa może zostać zerwana, jeśli ustawodawstwo ograniczy sprzedaż ich produktów”. Chroniony przed krytyką handel środkami medycznymi rozwinął się w potężny przemysł, którego obroty w 1900 r. osiągnęły wartość 250 mln. dolarów”. „Opium - pisał historyk Terry Parssinen – było wiktoriańską aspiryną, jak Lomotil, Valium i Nyquil, którą można było nabyć w chemicznym sklepie za rogiem dosłownie za grosze”. (4)
Głównym powodem, dlaczego nasza wiedza i wyobrażenie na temat narkotyków są tak dziwaczne i zabobonne, jest polityczne tabu. To właśnie tajemnica z tym związana wymaga aby w narkotykach dostrzegać tylko „problem społeczny”, czyli problem „marynarzy i artystów”.
Polityczne tabu
Międzynarodowy handel narkotykami - podkreśla Peter Dale Scott, kanadyjski dyplomata, profesor Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley - jest metodą zabezpieczania przewagi ekonomicznej imperium handlowego. Obrona tej praktyki handlowej – przemytu opium z Indii do Chin przez Kompanię Wschodnioindyjską – była motywacją do napisania „On Liberty” przez Johna Stuarta Milla. (5)

Handel narkotykami spełnia do dziś identyczną rolę. Międzynarodowy system finansowy zaangażowany jest obecnie w operację prania 1,5 biliona dolarów rocznie, (wg danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego) i generuje około 500 miliardów dolarów dochodu w czystej gotówce. (6) Celowi temu służą „raje finansowe”, takie jak np. karaibskie Kajmany, gdzie zarejestrowanych jest ponad 430 banków i 70 000 korporacji, czyli 1,5 na każdego mieszkańca tej niewielkiej społeczności, która nie byłaby w stanie zaludnić Gniezna, Zamościa czy Głogowa.

Uzależnieni od narkotyków Amerykanie są więc ofiarami najbardziej dochodowej działalności kryminalnej, w którą zaangażowanych jest miliony chłopów w górskich regionach Azji, tysiące skorumpowanych przedstawicieli rządowych, wyspecjalizowanych karteli kryminalnych i agencji rządowych USA. Ofiary narkomanii stanowią końcowe ogniwo łańcucha tajnych transakcji kryminalnych. Transakcje te, mające swój początek na azjatyckich polach makowych, prowadzą - poprzez tajne laboratoria chemicznej produkcji heroiny w Europie i Azji i za sprawą doskonale zorganizowanych sieci międzynarodowych połączeń handlowych - prosto na ulice wielkich miast. Opinia publiczna zmuszona jest wierzyć, że wwożenie na teren USA setek ton narkotyków rocznie odbywa się w sposób „niewidoczny” dla państwa, uzbrojonego po zęby w system satelitarnej kontroli planety, o którego możliwościach obywatele nie są nawet informowani.
Handel narkotykami od czasów II wojny światowej związany był z finansowaniem tajnych operacji zbrojnych, prowadzonych przez CIA.* Choć związek ten powinien być ewidentny dla każdego początkującego gliniarza, to w umysłach osób głęboko wierzących w symbole cywilizacji, spowijać może go gęsta mgła niepewności, uniemożliwiająca krytykę narzuconej hierarchii politycznej, która identyfikowana jest z najwyższymi wartościami kultury. Niepewność ta prowadzi do rezygnacji z prawa do kwestionowania przemocy, stosowanej przez aparat władzy i kształtuje postawę, którą, nie bezzasadnie, nazwać można by mianem „proamerykańskiego fundamentalizmu”. Jej siła polega na niedopuszczaniu do świadomości wszelkich racjonalnych argumentów, które kwestionują dominującą hierarchię i godzą w symbole władzy.

Krótko po inwazji amerykańskiej na Irak, w maju 2003 roku, pakistański dziennik Balochistan Post donosił, że Bagdad – który nigdy wcześniej nie miał problemu z narkotykami i nigdy nie widział nawet heroiny – nagle został „zalany narkotykami – z heroiną włącznie”. Brytyjski Idependent donosił, że narkotykami handluje się na ulicach, a do czasu inwazji USA w kraju tym nie były dostępne żadne narkotyki. Nagłówek prasowy brzmiał: „Tam gdzie działa CIA, tam kwitnie handel narkotykami – po Afganistanie heroiną zalano Bagdad”. Do 2001 r. rząd Talibów w Afganistanie zdołał zredukować – kiedyś bardzo wielką - produkcję opium do 180 ton w skali rocznej. Po inwazji USA, pierwszy rok zbiorów (2002 r.) - według szacunków ONZ - przyniósł plony wielkości 3700 ton, a rok 2003 odnotował kolejny rekord na poziomie 4000 ton. W listopadzie 2003 r. agencja Reutera doniosła, że obecny zbiór maku był nawet 36 razy wyższy od plonów, zebranych w ostatnim roku panowania Talibów. W roku 2004 spodziewano się dalszego wzrostu produkcji nawet o 50%. Trzeba wspomnieć, że jedną z pierwszych rzeczy, jaką siły zbrojne USA i CIA dokonały w tym kraju, było zwolnienie z więzień wielu, znanych z produkcji opium, mafiozów, którzy, jak oświadczono, mieli asystować siłom zbrojnym USA. Wypuszczony na wolność Ayub Afridi został zatrudniony przez CIA z zadaniem zjednoczenia miejscowych liderów.
Najbardziej chyba charakterystyczną cechą, rozpętanej przez Busha seniora „wojny z narkotykami” był fakt, że w jej wyniku spożycie narkotyków w USA nie zmalało nawet o gram. Od lat 80. konsumpcja kokainy w USA utrzymuje się na poziomie około 500 ton rocznie, co wydaje się niezwykle interesujące, biorąc pod uwagę fakt, że w 1979 r. (przed neoliberalnym objawieniem republikańskich wartości) spożywano jej tylko 80 ton. Co ciekawsze, biorcą największej od lat pomocy gospodarczej USA w Ameryce Łacińskiej jest Kolumbia. Rządzony przez mafijną juntę kraj, jest eksporterem niemal całej kokainy konsumowanej na świecie, przy czym wskaźnik nadużyć związanych z łamaniem praw człowieka (tortury i polityczne egzekucje) daje temu państwu niezagrożoną pozycję lidera na półkuli zachodniej.

W maju 2001 r. korporacja finansowa Citigroup za sumę 12 mld dolarów przejęła Banco Nacional de Mexico (Banamex). Właściciel banku Roberto Hernandez - znany powszechnie na „Półwyspie Kokainowym”, czyli Jukatanie, jako właściciel największej pralni pieniędzy mafijnych w Meksyku – zasiadł w radzie nadzorczej Citigroup wraz z byłym dyrektorem CIA Johnem Deutschem i byłym sekretarzem skarbu Robertem Rubinem. Nic w historii współczesnego kapitalizmu nie współgra ze sobą w sposób bardziej harmonijny i przebojowy niż kwartet: mafia-CIA-Waszyngton-Wall Street. Nazwiska sześciu spośród siedmiu pierwszych dyrektorów CIA – pisał na początku lat 70. Peter Dale Scott – znajdowały się na nowojorskim „social register” (spisie najbardziej wpływowych i zamożnych osobistości, tworzących elitę miasta).

Jednym z głównych wątków największej afery politycznej administracji Reagana, było wykorzystanie narkotyków jako tajnego źródła finansowego wsparcia oddziałów Contras, stanowiących zbrojną opozycję do rządzącej w Nikaragui ludowej partii politycznej Sandynistów. W raporcie Kerry’ego, złożonym przed amerykańskim Senatem w grudniu 1988 r., stwierdzono oględnie: „w istocie wyżsi urzędnicy państwowi USA nie byli nieświadomi faktu, że fundusze z handlu narkotykami były idealnym rozwiązaniem problemu finansowania oddziałów Contras”. Przyznajmy, że styl, może nie do końca marynarski, ale z całą pewnością artystyczny.
Pierwsze wydanie klasycznej już dzisiaj pracy historycznej Alfreda McCoya „The Politics of Heroin”, traktującej o współudziale CIA w światowym handlu narkotykami, ukazało się w roku 1972. Od tego czasu publikacja, kilkukrotnie wznawiana i poszerzana, stanowi jedną z najważniejszych pozycji historycznych, nie tylko dla studentów politologii ale dla każdego, kto chce zrozumieć funkcjonowanie międzynarodowego handlu narkotykami i rolę, jaką odgrywa w nim Centralna Agencja Wywiadowcza. W artykule „Stulecie narkotyków”, zamieszczonym na łamach opiniotwórczego magazynu politycznego Newsweek - ponad 30 lat od pierwszego wydania książki McCoya - trzy litery: „CIA” nie pojawiły się ani razu. Fakt ten zasługuje na refleksję.
Jest prawdą, której zaprzeczanie wykracza poza sferę zdrowego rozsądku, że każda instytucja totalitarna (jaką jest np. korporacja medialna The Washington Post Company, właściciel magazynu Newsweek) przeciwstawia się demaskowaniu faktów, których ujawnienie podważałoby rację jej istnienia lub utrudniało działanie. Funkcjonowanie struktur autorytarnej władzy możliwe jest tylko dzięki tajemnicy, utrzymywanej w celu uniemożliwienia kwestionowania logiki, która sankcjonuje ich istnienie. Wiek przemysłowy, w którym byliśmy świadkami powstawania wielkich, totalitarnych imperiów korporacyjnych i kooperujących z nimi hierarchii państwowych, ukształtował kulturę intelektualną, zaangażowaną w tworzenie przyjaznego środowiska dla rozwoju i istnienia systemu ekonomicznego. Nie ma najmniejszego powodu przypuszczać, że poznanie historii kapitalizmu, a więc naszej rzeczywistości – a w szczególności historii dramatu ofiar, przemocy i zbrodni, jakie z rozwojem ery przemysłowej były, są i będą nierozerwalnie związane – możliwe jest w środowisku intelektualnym, jakie kultura korporacyjna wytworzyła i jakie sponsoruje.

* II wojna światowa doprowadziła praktycznie do wyeliminowania konsumpcji opium, którego spożycie w tym czasie spadło do najniższego poziomu w historii. Zniszczone szlaki handlowe zostały jednak odtworzone w wyniku tajnej współpracy rządu Stanów Zjednoczonych z mafią. Pierwszą fazą była Operation Underworld, w której swoje nieocenione usługi oddali dwaj najwięksi nowojorscy mafiozi Charles „Lucky” Luciano i Meyer Lansky. Sycylijskie koneksje Luciano (którego fragmenty życia posłużyły Mario Puzo do wykreowania postaci Don Vito Corleone w powieści „Ojciec Chrzestny”, odtworzonej później przez Marlona Brando w filmie Francisa Forda Coppoli pod tym samym tytułem) umożliwiły CIA skuteczną walkę z włoskim ruchem robotniczym po wojnie. Światowym centrum produkcji heroiny uczyniono wówczas Marsylię, gdzie przetwarzano transportowane z Turcji i Iranu opium. Na centrum międzynarodowego handlu i dystrybucji narkotyków na półkuli zachodniej „Lucky” Luciano wybrał w 1947 r. Hawanę, która stała się jednocześnie karaibską stolicą hazardu. Wydarzenia polityczne lat 60. wymusiły reorganizację światowego handlu opium. W 1968 r. jeden z ostatnich bossów mafijnych dawnej ery Santo Trafficante Jr. udał się osobiście do Sajgonu, Hongkongu i Singapuru by odtworzyć stare kolonialne koneksje w Indochinach. Główny ośrodek produkcji opium i heroiny został przeniesiony w ten sposób do Azji Wschodniej, będącej areną największych operacji terrorystycznych CIA w czasie wojen indochińskich.

Singapore Hurry What's in a Curry

I have always been fascinated by curry. Not just because I love the delicious spicy flavours it serves up, but rather how well it travels around the world dishing up in a variety of accents.

So what is curry? It appears that the Portuguese and British who were in India hundreds of years ago had taken to describe all Indian spicy dishes as curry. The Portuguese had adopted the terms “caril” or “caree” from various words in south Indian languages. In Kannadan and Malayalam, the word “karil” meant spices for seasoning. In Tamil, the word kari had a similar meaning. This eventually became “curry”.[1] And as the British enjoyed their curries and began to cook them as a variation on one theme in their kitchens, the variety of spices that were grinded to make that favoured dish was reduced conveniently to curry powder, which can be easily purchased. Lizzie Collingwood found that by 1850s, British cookery books simply called for a spoonful of curry powder in their Indian recipes.

The tendency to label all spicy stews as curries has carried on in the rest of South East Asia. Today, we will casually mention of Thai Green Curry or Red Curry, or a Malay Curry or Nyonya Curry. Anyone who enjoys food or cooking will know how different they are from each other and from Indian curries.

Unlike Indian curries, Thai, Malay and Indonesian curries are generally based on a cacophony of local fresh herbs such as lemongrass, galangal, coriander leaf, fresh tumeric, lime leaves and coconut. Favoured Indian curry spices of cinnamon, cumin or coriander seeds are seldom used, and if they are, their foreign origin is amply ascribed. The Thai Mussaman Curry is one such example.

More likely, many of these dishes are indigenous to their area and possess local names. Thai Red Curry is “geng dtaeng”, while in Singapore, one of the Malay chicken curries is also known in its local name of “opor ayam”. Just as in India, curry is a convenient label for all spicy dishes, and this use has taken root locally in much of Singapore’s history. Are the British to blame, carrying this practice from India? Probably.

To start, there are few a local food historian to work on. Food writer, Sri Owen who writes a lot about Indonesian food commented, “For whatever reason, almost all Indonesian recipes, even in the highly literate societies like that those centred on the kraton of the Central Javanese sultans, have been handed down by example and word of mouth, and we have no way of knowing how they have changed or developed in the process.” This is the state that we find ourselves in when delving into the food history of this region.

But not all is lost. Historical records from Chinese and European visitors to the region do shed some light. What we know from historical records of food eaten in about the 15th century in Southeast Asia is the predominance of rice, fish, fish-paste and tumeric. Although Southeast Asia was famed for its production of numerous highly sought after spices such as cloves and nutmeg, neither accounts from Chinese nor European visitors had remarked about the spiciness of local food.According to the historian, Anthony Reid chilli pepper from South America was only introduced to the region in late sixteenth century. It was enthusiastically embraced and the Dutch could report in 1596 that it grew in parts of Java.

The popularity of chilli grew and it was soon entrenched in the diet of many. More than a hundred years later, Sir Joseph Banks who accompanied Captain James Cook on his round the world voyage, found cayenne pepper, which will probably be chilli pepper in almost all the foodstuff in Batavia. Sir Joseph Banks stayed in Batavia, Java for three months in 1770 and he wrote, “In the article of food no people can be more abstemious than they are. Boiled rice is of rich, as well as of poor, the principal part of their subsistence: this with a small proportion of fish, buffalo or fowl, and sometimes dried fish and dry shrimps, brought here from China, is their chief food. Everything, however must be highly seasoned with cayenne pepper.” These could well be a 18th century version of rending and a Malay fish sambal or curry. From here we take a leap to curry eaten in colonial Singapore, much of which would be inspired by Malay cuisine and the Indian curries. Indeed, we know that curry in whatever guise was much eaten in colonial Singapore by the Europeans. John Cameron who was in Singapore in the 1860s was much impressed with the curries served at lunch and dinner. Describing a typical dinner, he wrote, “The substantials are invariably followed by curry and rice which forms a characteristic feature of the tables of Singapore, and though Madras and Calcutta have been long famed for the quality of their curries, I nevertheless think that those of the Straits exceed any of them in excellence. There are usually two or more different kinds placed on the table, and accompanying them are all manner of sambals or native pickles and spices, which add materially to the piquancy of the dish. During the progress of the substantials and the curry and rice, the usual beverage is beer, accompanied by a glass or two of pale sherry…”

In N B Dennys' 1894 "A Descriptive Dictionary of British Malaya”, he wrote of the Curry from the Straits Settlement as characterised by its use of coconut milk, tumeric and the pods of the moringa tree (drumsticks). He went on to say there were two main types of curry, primarily “black” and “white”, and the generic name of curry in Malay was gulai.

Tucking into curry as part of a huge meal with a variety of other meats and fish usually cooked in European ways was not uncommon among the Europeans in Island Southeast Asia. It is often found on the tables in Dutch East Indies as much as the Straits Settlements and Malay States. This practice persisted through to the 20th century, when having a curry on Sundays had become a custom for the Europeans in Malaya. In P Allix’s 1953 “Menu for Malaya”, she proposed menus “more in European style, but also in the tradition of Malaya.” One of her Sunday Lunch menu is as follows,

Cream Frankfurt

Prawn Salad with Mayonnaise

Mutton Curry and Rice

Sambals

Cold Roast Pork and Corned Beef

Red Cabbage Salad with Apples

Sago Pudding Gula Malacca

Cottage Cheese

Hot Buns

Coffee

Some curries they had may be of Indian style, but the discerning suitably recognised the indigenous dishes when they saw it, terming it a Malay curry and such. In P C B Newington’s collection of recipes published in 1947, his curry section is well compiled with a collection of Indian curries, Malay curries which are based on local herbs using ingredients such as lemon grass and belachan, and even European curries! Quite similar to Britain where , a new strand of curry emerged as it was adapted to European cooking, with the addition of Worcester Sauce, tomato sauce or even as an adaptation to Malayan taste, Soya Bean Sauce. Mother’s Curry is a good example,

Mother’s Curry

Fry a large chopped onion in 2 tablespoons butter. Add 2 tablespoons Curry Powder. Fry several minutes and if dry add stock. Now add 1 tablespoon each of Worcester sauce, tomato sauce and vinegar. Salt to taste. Now add cubes of cooked cold meat and enough stock to cover. Simmer 2 hours or more, stirring.

As Newington is rather influenced by Malayan cooking, he suggested as an improvement to Mother’s Curry, the substitution of coconut milk for stock and to add ground chillies.

Before World War Two, very few European women cook in Malaya, leaving such duties to their local cooks and servants who are usually Chinese, Malay or Indian.The food they ate would have filtered to the local population thanks to the cooks they employed. Among them are many Hainanese Chinese, who till today are celebrated for their Asian-inspired “Western food” such as Hainanese pork chops and chicken pies.Curry could have been another dish they learnt in cooking for the Europeans, considering that curry is foreign to the Chinese palate.

Among the Chinese, the Hainanese continued to be known for their curry. My grandmother whom I interviewed, recalled fondly of buying curry from the Hainanese hawker in the 1930s and 1940s in the Clarke Quay area. Although she was born in Malaya in the 1920s, her parents were new émigrés from China, and thus cooked and ate Chinese food at home. Curry was a treat to be had from the Hainanese hawker in the neighbourhood coffee shop.

Cooking a 1940s Curry

I decided to try a chicken curry recipe from P C B Newington's Good Food one weekend. Trying to keep true to the kitchen implements in the 1940, I valiantly decided to pound the rempah and spices instead of giving them a buzz in the food processor. I wondered of the pots and stove he would have used, for that can change the flavour of the dish. In the end, I cooked it in a wok on my gas stove and the result was a flavourful dark curry. Cooking with old recipes are not for the novice. Unlike the precise instructions and enticing photos in today's cookbook, cookbook of yester-years are simple affairs with vague instructions at time. But it was fun! If you will like to give this a go, the recipe is transcribed in its entirety in the following.

Chicken Curry

1chicken-jointed, 2 pieces ginger, 6 small onions, 3 green chillies, 1 coconut (no. 1 and 2 santan), Coconut oil, 1/2 dessertspoon jintan puteh, Vinegar, 1 piece cinnamon, salt, 8 red chillies (dried), Garlic, 1 dessertspoon ketumba, 2 stalks serai, limes

Slice onions, garlic, ginger and green chillies. Pound other ingredients. Slightly heat a pan and pour in coconut oil, when smoking hot put in onions, garlic, ginger and chillies and mix well, then add ground curry stuffs. After all has been well mixed, put in chicken with vinegar (or ketchup) about 1 tablespoon and salt. Cook for a shortwhile then add No. 2 santan and cook till tender. Then stir in No. 1 santan and heat thoroughly but do not boil. Add juice of 1/2 lime.

(My notes : jintan puteh = white cumin seeds, ketumba = coriander seeds, santan no.1 = the first squeeze of coconut milk, santan no 2 = the second squeeze of coconut milk.)

With the exception for the Straits Chinese or the Peranakans who lived in the Malay archipelago for generations and are accustomed to spicy food and cooking with spices, herbs and coconut milk., I can only imagine how curry will seem alien to the new Chinese emigrants in colonial Singapore. Probably like the British and Portuguese in India centuries earlier, they would be bewildered by the array of spicy dishes and their understanding of curry will be influenced by their own cuisine as well as coloured by the mems and tuans that they worked for.

Lois T Kao who taught cookery in Singapore in the 1940s and was schooled in Chinese cooking, learning her art in Shanghai and Hong Kong gave a Chinese twist to her curries. In her book, “Cookery Book on Local Food”, she coated the beef or chicken with tapioca flour before adding to the pot with fried curry paste.Coating of meat in flour before frying is reminiscent of Chinese cookery. Her rendition is but one of the Chinese adaptations to curry.

The legacy remains. Many Singapore Chinese love spicy food and curries but are more familiar cooking with curry powder or curry paste for a dish then to assemble the spices and cooking the curry from scratch. In contrast, the Malay, Indians and Eurasians are more comfortable using spices. Today, there are a wide array of curries to be enjoyed in Singapore, from Devil’s Curry, Curry Fish Head, Chinese Chicken Curry, mutton curry, Rendang to sayur lodeh. They shared some common history, yet in each is a story to be told, reflecting the diverse culinary heritage of the community and the people that it fed.