Po pierwsze,nigdy nie jedz w hotelu,z wyjątkiem 5 gwiazdkowych hoteli ,nigdy nie pytaj w hotelu o dobrą restaurację,zapytaj raczej taksówkarza.Jeżeli zobaczysz w w knajpie jakiegoś turystę-uciekaj,bo nic ciekawego cię tam nie spotka.Zaryzykuj-zjedz kolację w miejscowej knajpie z lokalnymi bywalcami.Jedz potrawy,których nazw nawet nie potrafisz wymówić i nie pytaj,z czego zostały zrobione.Pij to, co wszyscy.
Po drugie,bądź otwarty na ludzi ,uśmiechaj się,rozmawiaj.
Po trzecie,nie podróżuj w dużej grupie.Trzy ,cztery osoby to maksimum.
Po czwarte,nigdy nie jedz niczego co jest reklamowane w telewizji.
Po piąte,gotowanie bez przypraw to jak malowanie bez używania kolorowych farb.
Po szóste ,W Azji mówi się: poznaj kuchnię, a zrozumiesz ludzi, ich kraj i kulturę .
Po siódme,używaj produktów sezonowych,produkowanych nie dalej niż 150 km od ciebie
MOJĄ PASJĄ JEST JEDZENIE.Zwiedziłem ponad 30 krajów .Nie tylko wiem,jak potrawy smakują,ale też wiem w jaki sposób są przyrządzane.Wszędzie uczę się gotowania.I uczę jak przyrządzać i marketing żywności.W Pl MY PASSION IS FOOD.I visted 30+ countries-learning about food and it's preparation .I teach others about world food not only I know how it taste , but how to prepare it, and how to market it.Wherever I travel I take cooking lessons.Lived in USA -35 yrs.
Speak pipe
1.6.11
Co jest ważniejsze w gotowaniu: intuicja czy eksperymentowanie?
Ja stawiam na intuicję. Wierzę bowiem, że każda osoba interesująca się kulinariami, posiada szósty zmysł, który podpowiada, że pewne połączenia smaków tworzą idealną całość, podczas gdy inne zupełnie do siebie nie pasują. Koperek i wędzony łosoś, dynia i kumin, bazylia i pomidory, czekolada i orzechy - to tylko przykłady połączeń idealnych. Aby je poznać, wystarczy kierować się intuicją. Jeśli tej nam brakuje, musimy zdać się na eksperymenty i metodą prób i błędów wypracować swoje połączenia idealne. Tak naprawdę każda metoda jest dobra, byleby prowadziła do właściwego celu, czyli maksimum smaku przy minimum zmarnowanych sił i składników.
Jakie smaki są mi najbliższe?
Najbardziej lubię kontrastowe połączenia smaków i konsystencji potraw: słodkie ze słonym, ostre z łagodnym, chrupiące z miękkim, delikatne z twardym. Lubię, gdy smaki grają na języku. Często zamykam oczy, by lepiej poczuć smak potrawy i wyłonić z niej główną nutę i te poboczne, wzbogacające całość. Lubię proste, ale przemyślane kompozycje smakowe. Nie przemówi do mnie wieżyczka z cielęciny z kroplą sosu borowikowego na puree marchewkowo-ziemniaczanym z prażonymi pestkami dyni, bo nie lubię natłoku składników w jednym daniu, za to wybiorę margheritę z domowym sosem pomidorowym, miękką mozarellą i świeżą bazylią. A zamiast ciasta z kolorową posypką i czterema warstwami kremów, wybiorę mocno czekoladowe brownies z prażonymi orzechami laskowymi. Wychodzę bowiem z założenia, że w kuchni liczy się jakość, a nie ilość składników. To naprawdę działa.
Jakie smaki są mi najbliższe?
Najbardziej lubię kontrastowe połączenia smaków i konsystencji potraw: słodkie ze słonym, ostre z łagodnym, chrupiące z miękkim, delikatne z twardym. Lubię, gdy smaki grają na języku. Często zamykam oczy, by lepiej poczuć smak potrawy i wyłonić z niej główną nutę i te poboczne, wzbogacające całość. Lubię proste, ale przemyślane kompozycje smakowe. Nie przemówi do mnie wieżyczka z cielęciny z kroplą sosu borowikowego na puree marchewkowo-ziemniaczanym z prażonymi pestkami dyni, bo nie lubię natłoku składników w jednym daniu, za to wybiorę margheritę z domowym sosem pomidorowym, miękką mozarellą i świeżą bazylią. A zamiast ciasta z kolorową posypką i czterema warstwami kremów, wybiorę mocno czekoladowe brownies z prażonymi orzechami laskowymi. Wychodzę bowiem z założenia, że w kuchni liczy się jakość, a nie ilość składników. To naprawdę działa.
20.5.11
Kolendra moje ulubione zioło
Skąd pochodzi kolendra?
Roślina ta pochodzi z terenów położonych w sąsiedztwie Morza Śródziemnego. Dziko żyjącą kolendrę aktualnie spotkać można na obszarze południowej Europy, jednak jej największymi dostawcami są: Iran, Indie, kraje byłego Związku Radzieckiego, USA, a także kraje Bliskiego Wschodu. Warto wiedzieć, że kolendra należy do najstarszych roślin, które zaczął uprawiać człowiek. Była popularną przyprawą już w czasach starożytnych.
Kolendra a zdrowie
Kolendra może pochwalić się dobroczynnym dla ludzkiego organizmu działaniem. Skutecznie pobudza apetyt, wzmacnia trawienie, oczyszcza krew, a także łagodzi nieprzyjemne i uciążliwe skurcze i wzdęcia. Jest też stosowana w przypadku kłopotów z nadmiernym wzrostem flory bakteryjnej i chorób układu nerwowego.
Przepisy z kolendrą
Kolendra ze względu na swój wyjątkowy smak, stała się nieodzownym składnikiem w kuchniach całego świata. Jej świeże liście oraz korzeń dodawane są do rozmaitych sosów, zup i wielu dań orientalnych. Idealnie sprawdzają się także w potrawach kuchni meksykańskiej. Dojrzałe owoce kolendry wykorzystywane są podczas marynowania mięsa, warzyw, grzybów i ryb, a suszone mogą posłużyć jako przyprawa, np. do mięsa wieprzowego, dziczyzny, baraniny i drobiu. Kolendrę możemy również dodać do przeróżnych sałatek lub pasztetów. Nie każdy też wie, że roślina ta jest wykorzystywana podczas przygotowywania ciast i lodów. Pamiętaj o tym, aby dodawać kolendrę do potraw dopiero na gotową potrawę, tak aby nie straciła swojego wyjątkowego smaku i aromatu.
Ciekawostki o kolendrze
Kolendra osiąga nawet do 50 cm wysokości. Jej liście mają delikatnie anyżowy zapach, natomiast nasiona są słodkie i posiadają pomarańczowy aromat. W czasie kwitnienia na łodydze zauważyć można niewielkie białe lub różowe kwiaty. Owoce kolendry są kuliste i posiadają szarobrunatne zabarwienie.
Roślina ta pochodzi z terenów położonych w sąsiedztwie Morza Śródziemnego. Dziko żyjącą kolendrę aktualnie spotkać można na obszarze południowej Europy, jednak jej największymi dostawcami są: Iran, Indie, kraje byłego Związku Radzieckiego, USA, a także kraje Bliskiego Wschodu. Warto wiedzieć, że kolendra należy do najstarszych roślin, które zaczął uprawiać człowiek. Była popularną przyprawą już w czasach starożytnych.
Kolendra a zdrowie
Kolendra może pochwalić się dobroczynnym dla ludzkiego organizmu działaniem. Skutecznie pobudza apetyt, wzmacnia trawienie, oczyszcza krew, a także łagodzi nieprzyjemne i uciążliwe skurcze i wzdęcia. Jest też stosowana w przypadku kłopotów z nadmiernym wzrostem flory bakteryjnej i chorób układu nerwowego.
Przepisy z kolendrą
Kolendra ze względu na swój wyjątkowy smak, stała się nieodzownym składnikiem w kuchniach całego świata. Jej świeże liście oraz korzeń dodawane są do rozmaitych sosów, zup i wielu dań orientalnych. Idealnie sprawdzają się także w potrawach kuchni meksykańskiej. Dojrzałe owoce kolendry wykorzystywane są podczas marynowania mięsa, warzyw, grzybów i ryb, a suszone mogą posłużyć jako przyprawa, np. do mięsa wieprzowego, dziczyzny, baraniny i drobiu. Kolendrę możemy również dodać do przeróżnych sałatek lub pasztetów. Nie każdy też wie, że roślina ta jest wykorzystywana podczas przygotowywania ciast i lodów. Pamiętaj o tym, aby dodawać kolendrę do potraw dopiero na gotową potrawę, tak aby nie straciła swojego wyjątkowego smaku i aromatu.
Ciekawostki o kolendrze
Kolendra osiąga nawet do 50 cm wysokości. Jej liście mają delikatnie anyżowy zapach, natomiast nasiona są słodkie i posiadają pomarańczowy aromat. W czasie kwitnienia na łodydze zauważyć można niewielkie białe lub różowe kwiaty. Owoce kolendry są kuliste i posiadają szarobrunatne zabarwienie.
14.5.11
Odchudzaj się poprzez zmniejszanie apetytu
Jabłka
To owoc zawierający nie tylko dużo wody, ale też błonnik powodujący uczucie sytości. Podczas trawienia jabłek wytwarza się hormon GLP-1. To jeden z hormonów przewodu pokarmowego regulujący łaknienie. Jego działanie polega na tym, że wysyła do mózgu sygnał zaspokojenia głodu. Jabłka najlepiej jeść 15 minut przed obiadem. Dzięki temu poczujesz sytość i podczas posiłku zjesz o 15 proc. kalorii mniej.
Ostre papryczki chili
Potrawy przyprawiane ostrą, czerwoną papryczką to sprawdzony sposób na poskromienie apetytu i dodanie sobie energii. Papryczka chili zawiera kapsaicyna. To substancja odpowiedzialna za pikantny smak. Związek ten sam w sobie jest toksyczny dla organizmu, jednak spożywanie jego naturalnych źródeł, czyli m.in. papryczek chilli, jest bezpieczne. Podczas jedzenia ostro przyprawionych potraw mózg stymuluje organizm do wytworzenia większej dawki adrenaliny, co powoduje, że serce przyspiesza swoją pracę, a kalorie są zdecydowanie szybciej spalane. Ważne aby papryczka chili dodawana do potraw była świeża.
Proteiny
Proteiny w porównaniu z węglowodanami i tłuszczem zapewniają największe poczucie sytości. Stąd tak duża popularność diety*Dukana. Dieta ta jest skomponowana głównie z proteinowych posiłków. Dania wysokoproteinowe to dobra metoda na zaspokojenie głodu. Dzięki nim wydziela się w jelitach zmniejszający głód hormon PYY. Pokarmy z dużą zawartością białka lepiej niż inne produkty podnoszą stężenie tego hormonu. Według brytyjskich badań układając program odchudzający dla pacjentów z otyłością należy przede wszystkim uwzględnić ich poziom stężenia PYY. Tym bardziej, że w przeciwieństwie do osób z normalną wagą, organizm osoby przy kości, potrzebuje dwa razy więcej kalorii, aby hormon PYY zaczął wysyłać sygnały sytości. Zwiększona zawartość białka w diecie wspomaga produkcję PYY i dzięki temu uczucie sytości przychodzi szybciej.
*Uwaga na dietę Dukana
Dieta Dukana należy do jednej z najbardziej rygorystycznych, wyłącza z naszego jadłospisu większość podstawowych składników. Nie nadaje się także dla osób pracujących umysłowo lub uczniów, bo jedynym "paliwem", które zasila nasz mózg, jest glukoza. Ograniczając ilość węglowodanów głodzimy nasz mózg, o czym warto pamiętać (zwłaszcza tuż przed maturą, egzaminem czy w trakcie pracy umysłowej). Nie tylko dieta Dukana jest dietą eliminującą aż 2 główne grupy związków organicznych z naszego pożywienia. Podobnie działa np. dieta warzywna czy owocowa. Przechodząc na taką dietę dostarczamy organizmowi głównie węglowodanów, zapominając o białkach i tłuszczach - w ten sposób mamy energię potrzebną do funkcjonowania organizmu, ale bez odpowiedniej ilości białka i tłuszczu organizm nie może prawidłowo funkcjonować - zaburzona zostaje równowaga hormonalna, procesy odnowy komórek, żeby zdobyć aminokwasy, ciało zaczyna spalać własne mięśnie.
Zielona herbata
Zielona herbata poprawia metabolizm. To z kolei przyczynia się do utraty wagi lub do utrzymania jej w granicach normy. Koncentracja polifenoli w herbacie, zwłaszcza katechin, poprawia termogenezę, a tym samym tempo w jakim ciało spala kalorie. Podniesiony w ten sposób metabolizm pomaga w odchudzaniu i utracie zbędnych kilogramów. Można dodać do diety suplementy z zielonej herbaty lub pić ją do woli. Pijąc dziennie od trzech do sześciu filiżanek zielonej herbaty aż o 40 proc. przyspieszamy spalanie tłuszczów.
Cytrusy
Składniki zawarte w grejpfrutach i cytrynach przyspieszają przemianę materii, regulują trawienie i poziom cholesterolu we krwi. Zapobiegają utlenianiu się złej frakcji cholesterolu (LDL). Pektyny zawarte np. w cytrynach pobudzają czynności jelit oraz przeciwdziałają wchłanianiu toksyn, zalegających w jelitach. Cytrusy doskonale nadają się do diet oczyszczających i jednodniowych diet sokowych.
Czosnek
Związki czynne znajdujące się w czosnku działają bakteriobójczo, niszczą pierwotniaki i grzyby. Ale to nie jedyne zalety czosnku. Przyprawa ta zwiększa wydzielanie żółci i soku żołądkowego poprawiając w ten sposób trawienie, równocześnie regulując przemianę materii. Czosnek obniża poziom cholesterolu we krwi (poprzez wspomaganie metabolizmu tłuszczów) oraz ma korzystny wpływ na proporcje pomiędzy cholesterolem HDL a LDL.
Cynamon
To przede wszystkim doskonałe źródło manganu, błonnika, żelaza i wapnia. Pół łyżeczki cynamonu dziennie może obniżać poziom złego cholesterolu LDL. Niektóre badania sugerują, że cynamon może mieć wpływ na regulację poziomu cukru we krwi, co ma szczególne znaczenie dla osób chorych na cukrzyce. Ta aromatyczna przyprawa zawiera substancje, które korzystnie wpływają na uwrażliwienie tkanek na insulinę. Tym samym cynamon wspomaga regulowanie gospodarki węglowodanowej w organizmie oraz przyczynia się do przyspieszenia procesów spalania tkanki tłuszczowej. Cynamonem można przyprawiać słodkie potrawy, a także sałatki.
Korzeń imbiru
Warto dodawać tę przyprawę do posiłków bo ma właściwości odchudzające. Imbir przyspiesza tempo spalania tłuszczy i węglowodanów. Korzeń imbiru jest częstym składnikiem preparatów odchudzających
To owoc zawierający nie tylko dużo wody, ale też błonnik powodujący uczucie sytości. Podczas trawienia jabłek wytwarza się hormon GLP-1. To jeden z hormonów przewodu pokarmowego regulujący łaknienie. Jego działanie polega na tym, że wysyła do mózgu sygnał zaspokojenia głodu. Jabłka najlepiej jeść 15 minut przed obiadem. Dzięki temu poczujesz sytość i podczas posiłku zjesz o 15 proc. kalorii mniej.
Ostre papryczki chili
Potrawy przyprawiane ostrą, czerwoną papryczką to sprawdzony sposób na poskromienie apetytu i dodanie sobie energii. Papryczka chili zawiera kapsaicyna. To substancja odpowiedzialna za pikantny smak. Związek ten sam w sobie jest toksyczny dla organizmu, jednak spożywanie jego naturalnych źródeł, czyli m.in. papryczek chilli, jest bezpieczne. Podczas jedzenia ostro przyprawionych potraw mózg stymuluje organizm do wytworzenia większej dawki adrenaliny, co powoduje, że serce przyspiesza swoją pracę, a kalorie są zdecydowanie szybciej spalane. Ważne aby papryczka chili dodawana do potraw była świeża.
Proteiny
Proteiny w porównaniu z węglowodanami i tłuszczem zapewniają największe poczucie sytości. Stąd tak duża popularność diety*Dukana. Dieta ta jest skomponowana głównie z proteinowych posiłków. Dania wysokoproteinowe to dobra metoda na zaspokojenie głodu. Dzięki nim wydziela się w jelitach zmniejszający głód hormon PYY. Pokarmy z dużą zawartością białka lepiej niż inne produkty podnoszą stężenie tego hormonu. Według brytyjskich badań układając program odchudzający dla pacjentów z otyłością należy przede wszystkim uwzględnić ich poziom stężenia PYY. Tym bardziej, że w przeciwieństwie do osób z normalną wagą, organizm osoby przy kości, potrzebuje dwa razy więcej kalorii, aby hormon PYY zaczął wysyłać sygnały sytości. Zwiększona zawartość białka w diecie wspomaga produkcję PYY i dzięki temu uczucie sytości przychodzi szybciej.
*Uwaga na dietę Dukana
Dieta Dukana należy do jednej z najbardziej rygorystycznych, wyłącza z naszego jadłospisu większość podstawowych składników. Nie nadaje się także dla osób pracujących umysłowo lub uczniów, bo jedynym "paliwem", które zasila nasz mózg, jest glukoza. Ograniczając ilość węglowodanów głodzimy nasz mózg, o czym warto pamiętać (zwłaszcza tuż przed maturą, egzaminem czy w trakcie pracy umysłowej). Nie tylko dieta Dukana jest dietą eliminującą aż 2 główne grupy związków organicznych z naszego pożywienia. Podobnie działa np. dieta warzywna czy owocowa. Przechodząc na taką dietę dostarczamy organizmowi głównie węglowodanów, zapominając o białkach i tłuszczach - w ten sposób mamy energię potrzebną do funkcjonowania organizmu, ale bez odpowiedniej ilości białka i tłuszczu organizm nie może prawidłowo funkcjonować - zaburzona zostaje równowaga hormonalna, procesy odnowy komórek, żeby zdobyć aminokwasy, ciało zaczyna spalać własne mięśnie.
Zielona herbata
Zielona herbata poprawia metabolizm. To z kolei przyczynia się do utraty wagi lub do utrzymania jej w granicach normy. Koncentracja polifenoli w herbacie, zwłaszcza katechin, poprawia termogenezę, a tym samym tempo w jakim ciało spala kalorie. Podniesiony w ten sposób metabolizm pomaga w odchudzaniu i utracie zbędnych kilogramów. Można dodać do diety suplementy z zielonej herbaty lub pić ją do woli. Pijąc dziennie od trzech do sześciu filiżanek zielonej herbaty aż o 40 proc. przyspieszamy spalanie tłuszczów.
Cytrusy
Składniki zawarte w grejpfrutach i cytrynach przyspieszają przemianę materii, regulują trawienie i poziom cholesterolu we krwi. Zapobiegają utlenianiu się złej frakcji cholesterolu (LDL). Pektyny zawarte np. w cytrynach pobudzają czynności jelit oraz przeciwdziałają wchłanianiu toksyn, zalegających w jelitach. Cytrusy doskonale nadają się do diet oczyszczających i jednodniowych diet sokowych.
Czosnek
Związki czynne znajdujące się w czosnku działają bakteriobójczo, niszczą pierwotniaki i grzyby. Ale to nie jedyne zalety czosnku. Przyprawa ta zwiększa wydzielanie żółci i soku żołądkowego poprawiając w ten sposób trawienie, równocześnie regulując przemianę materii. Czosnek obniża poziom cholesterolu we krwi (poprzez wspomaganie metabolizmu tłuszczów) oraz ma korzystny wpływ na proporcje pomiędzy cholesterolem HDL a LDL.
Cynamon
To przede wszystkim doskonałe źródło manganu, błonnika, żelaza i wapnia. Pół łyżeczki cynamonu dziennie może obniżać poziom złego cholesterolu LDL. Niektóre badania sugerują, że cynamon może mieć wpływ na regulację poziomu cukru we krwi, co ma szczególne znaczenie dla osób chorych na cukrzyce. Ta aromatyczna przyprawa zawiera substancje, które korzystnie wpływają na uwrażliwienie tkanek na insulinę. Tym samym cynamon wspomaga regulowanie gospodarki węglowodanowej w organizmie oraz przyczynia się do przyspieszenia procesów spalania tkanki tłuszczowej. Cynamonem można przyprawiać słodkie potrawy, a także sałatki.
Korzeń imbiru
Warto dodawać tę przyprawę do posiłków bo ma właściwości odchudzające. Imbir przyspiesza tempo spalania tłuszczy i węglowodanów. Korzeń imbiru jest częstym składnikiem preparatów odchudzających
11.5.11
Polska pieczarka podbija świat. Kto pracuje na jej sukces?
1 kwi, 16:22
Leszek Sadkowski
Źródło: OnetBiznes
Przed stu laty jej kilogram kosztował tyle ile para nowych butów, a jeszcze wcześniej robiła fortunę na europejskich dworach i była porównywana z truflami. Dziś stać na nią praktycznie każdego z nas, ale wciąż jeszcze nie za wiele o niej wiemy. Nasza pieczarka już podbiła Europę. Czy skusi także Polaków?
Mało kto wie, że jeszcze do pierwszej wojny światowej pieczarki, które można było kupić w Warszawie czy innych większych polskich miastach przyjeżdżały do nas z Moskwy, gdyż na terenie kraju uprawy pieczarek praktycznie nie istniały. Dlatego były wtedy tak drogie i mało kogo było na nie stać. Jeden kilogram tego mało znanego jeszcze grzyba kosztował w Warszawie ok. 12 zł, czyli mniej więcej tyle ile para nowych butów. Pieczarka była zatem produktem elitarnym, większości Polaków po prostu nie było stać na jej zakup i konsumpcję.
Pociągiem do Wiednia
Na szczęście sytuacja powoli, ale jednak ulegała zmianie i po wojennych zawieruchach rodacy coraz chętniej i częściej zaczęli pieczarki uprawiać, doceniając jej walory smakowe. Mimo tego cena kilograma wciąż była wysoka i produkt ten, mimo tego, że stał się powszechniejszy, niż na początku XX wieku wciąż był jeszcze stosunkowo drogi.
Ale Polak, jak to Polak, jeśli musiał sobie radzić to zwykle potrafił, o czym najlepiej przekonały nas czasy PRL. To właśnie wtedy kilku przedsiębiorczych rodaków zdecydowało się na pieczarkową odsiecz Wiednia i w roku 1961 z 12-kilogramowym bagażem tych grzybów ruszyli nad Dunaj, by tam promować swój produkt, a przy okazji na tym zarobić. Efekty przeszły najśmielsze oczekiwania. – Wiedeńczycy wprost oszaleli na punkcie pieczarek, a niektóre gospodynie domowe wręcz stawiały sobie za punkt honoru zdobycie polskiej pieczarki – opowiada Krystian Szudyga, prezes Stowarzyszenia Branży Grzybów Uprawnych w Polsce.
Można zatem powiedzieć, że w taki właśnie sposób, pół wieku temu polska pieczarka zaczęła podbijać Europę.
Co Ty wiesz o pieczarce?
Co przeciętny zjadacz chleba wie o pieczarce? Niewiele lub prawie nic. Eksperci przypominają, że aby powrócić do źródeł, powinniśmy cofnąć się o kilkaset lat.
Podobnie jak w wielu innych dziedzinach życia prekursorami upraw wielu gatunków grzybów byli Chińczycy. Ale to nie oni odkryli pieczarkę. Główny udział w tym mieli XVI-wieczni Francuzi, którzy jako pierwsi zaczęli ją uprawiać.
W historię tego smacznego grzyba wpisali się również Skandynawowie - w 1753 roku Karol Linneusz, szwedzki botanik, opisał poprawnie pieczarkę jako rodzaj w Species Plantarum, co zostało następnie zatwierdzone przez pioniera systematyki grzybów, Eliasa Magnusa Friesa. Warto dodać, że już wtedy potrawa z tego grzyba uchodziła za danie wyjątkowo wykwintne, na które pozwolić sobie mogli ludzie naprawdę zamożni (stąd początkowo pieczarka trafiała zwykle jedynie na stoły książęce i królewskie).
Z kolei Anthelme Brillat-Savarin, przez wielu uważany za twórcę XIX-wiecznej kuchni, znany smakosz i pisarz, porównywał walory kulinarne pieczarki do trufli, która jak wiadomo do dziś jest grzybem elitarnym i bardzo kosztownym.
Tak czy inaczej, w XVIII wieku pieczarka pojawiała się zwykle na suto zastawionych stołach w towarzystwie wyszukanych owoców morza czy wspomnianych już trufli.
Rywalizacja o europejski prymat
Ale czasy się zmieniły i obecnie pieczarki od wielu już lat uprawia się na skalę masową. Zmieniła się również pozycja naszego kraju na mapie jej producentów. Jeszcze w 2000 roku produkowaliśmy ok. 95 tys. ton rocznie, co dawało nam szóste miejsce w Europie. Ustępowaliśmy wtedy pola największym producentom pieczarek - Holendrom, Francuzom i Niemcom. Ale cztery lata później ustępujemy już tylko Holandii, a polska produkcja rośnie jak na drożdżach (wzrasta blisko dwukrotnie, do 180 tys. ton). Powoli stajemy się również eksportowym gigantem – sprzedaż naszych grzybów za granicę rośnie kilkunastokrotnie - z ok. 6 tys. do ponad 95 tys. ton.
Również jeszcze pięć lat temu byliśmy na drugim miejscu wśród producentów pieczarki w Europie, wytwarzając co czwartego grzyba na kontynencie. W dalszym ciągu wyprzedzała nas tylko Holandia. Ale stało się to, co musiało się stać - nadszedł czas na zmianę lidera.
Holandia pożegnała się z pierwszym miejscem i zapewne już na miejsce to nie wróci, gdyż w starciu z naszym potencjałem szanse ma niewielkie.
Poza tym nasza pieczarka jest powszechnie uważana za jakościowo lepszą niż np. holenderska, którą w większości zbierają maszyny, kalecząc tego delikatnego grzyba niemiłosiernie (przez co blisko trzy czwarte zbioru ląduje w puszkach lub słoikach).
W Polsce z grzybem postępuje się delikatniej, zbiera się go często jeszcze ręcznie, bo i praca jest znacznie tańsza, i ludzi do zbioru nie brakuje.
Pomaga drogie euro
Dlaczego pieczarki bardziej opłaca się uprawiać w Polsce, a nie w Holandii? – zastanawiają się w Amsterdamie i Hadze. Odpowiedź jest prosta - niższe koszty pracy w Polsce oraz korzystny kurs złotego względem euro.
Mimo przegranej rywalizacji o prymat, Holendrzy nie zmienili swoich preferencji kulinarnych i wciąż zajadają się pieczarkami. Dzięki temu należą do jednych z ich największych konsumentów w Europie. W 2009 roku jedli 2,5 kg tych grzybów (na osobę), znacznie więcej niż my – Polacy statystycznie wciąż jeszcze konsumują ich o wiele mniej, niż inni Europejczycy. W roku 2009 r. było to 1,8 kg (na osobę), podczas gdy np. taki Hiszpan spożywał ich blisko dwa razy więcej (ok. 3,5 kg). Pieczarki smakują też Brytyjczykom (2,9 kg na osobę) i Włochom (2,7 kg).
Szybko rosnąca produkcja i korzystny kurs euro sprawiły, że Polska stała się obecnie największym eksporterem pieczarek na unijny rynek. Sprzedajemy je głównie Niemcom, Francuzom, Brytyjczykom oraz Holendrom, którzy również docenili nasz produkt. Polskie pieczarki opanowały też Paryż, Rzym, Madryt, a także Cypr i kraje bałkańskie.
Najsolidniejszym odbiorcą jest jednak, o dziwo, Rosja, która kupuje blisko 50 tys. ton naszej produkcji. Można zatem powiedzieć, że historia zatoczyła w ten sposób ponad stuletnie koło. Kiedyś pieczarki sprowadzaliśmy z Moskwy, dziś to Rosjanie zajadają się naszym towarem. Dodajmy również, że partie pieczarek zamawiają również Amerykanie, Kanadyjczycy i Skandynawowie, co znaczy, że otworem stanąć może wkrótce przed naszymi producentami kilka kolejnych znaczących rynków.
- Wiele krajów ma swoją żywnościową specjalność. Polska wyspecjalizowała się w pieczarkach i zdobyła nią rynki eksportowe. To cieszy, ale warto, by polskie firmy znajdowały i opanowywały kolejne tego typu nisze rynku żywnościowego w zamożnej Europie, której rynek konsumencki liczy przecież ponad 300 mln ludzi – mówi Sebastian Gawłowski, analityk ISB Euromoney.
Postawić na kraj
Z szacunków Stowarzyszenia Branży Grzybów Uprawnych w Polsce wynika, że w roku ubiegłym za granicę sprzedaliśmy więcej niż połowę krajowej produkcji, tj. ponad 125 tys. ton. Jak już wspomnieliśmy pieczarka to delikatny i trudny w przewozie produkt. Dlatego większość (ok. 80 proc.) eksportowanych grzybów jest schładzana. Pozostałe przewozi się w postaci mrożonej. Dość popularna jest też ostatnio marynata.
Krystian Szudyga, prezes Stowarzyszenia ma jednak inny problem. - Eksport idzie świetnie i niewątpliwie cieszymy się z tego. Ale musimy teraz pomyśleć, jak zwiększyć sprzedaż i konsumpcję krajową, bo moim zdaniem polski rynek ma w sobie duży potencjał, który należy umiejętnie wykorzystać – mówi.
I niewątpliwie ma rację, tym bardziej, że produkcja na polski rynek łączy się z mniejszym ryzykiem. Co prawda kurs euro sprzyja na razie eksporterom, ale wcale nie da wykluczyć się tego, że za jakiś czas złoty umocni się w stosunku do innych walut, a wtedy eksport przestanie się tak bardzo opłacać i ratunku szukać będzie trzeba na naszym podwórku. Równie ryzykowny jest transport grzybów do ich największego odbiorcy, czyli Rosji. Wystarczy dłuższy postój na granicy w czasie upalnego lata lub niespodziewana zmiana przepisów i cały transport (po wielogodzinnym oczekiwaniu na granicy) nie będzie nadawał się do konsumpcji.
Obecnie z uprawy pieczarek żyje w kraju ponad 3 tysiące rodzin (a łącznie ponad 15 tys. osób - sporo miejsc pracy powstało bowiem na potrzeby branży, np. część gospodarstw wytwarza same podłoża do grzybów).
Warto również dodać, że polski rynek zdominowali wielcy producenci – ocenia się, że setka największych firm wytwarza blisko 90 proc. całej produkcji. Wynika to głównie z tego, że uprawa pieczarki jest dość kapitałochłonna, ale można z niej godnie żyć – przeciętna rentowność branży wynosi ok. 8 proc.
Największe uprawy pieczarki są w Wielkopolsce (przede wszystkim okolice Poznania, skąd sprzedawane są do Niemiec i dalej na zachód Europy), na Górnym Śląsku (stąd sporo grzybów trafia do Czech) oraz na Podlasiu (gdzie mieści się jedno z największych centrów produkcyjnych w Europie - tamtejsze grzyby trafiają w znacznej części na stoły Rosjan).
Wegetarianie budują spożycie
W ocenie ekspertów rzeczywisty smak pieczarki najlepiej jest poznać próbując jej na surowo, gdyż po wszelakich przeróbkach termicznych grzyb traci smak.
Biznesowo ważne mogą być inne czynniki – otóż pieczarki bogate są w dobrze przyswajalne białka, błonnik, a także cenne witaminy i mikroelementy. Idealne rozwiązanie dla wegetarian, których jest w Polsce coraz więcej. Bo oni chętnie jedzą grzyby, a pieczarka to także jeden z najlepszych zamienników mięsa – tłumaczą branżowi specjaliści.
Kurt Scheller z Akademii Kulinarnej podkreśla, że pieczarka, podobnie jak i inne grzyby, może być alternatywą dla osób, które nie zamierzają zrezygnować, ale chcą jedynie ograniczyć jedzenie mięsa. Danie z grzybów przypomina bowiem potrawę mięsną, co dla tzw. mięsożernych może być wartością samą w sobie.
Leszek Sadkowski
Źródło: OnetBiznes
Przed stu laty jej kilogram kosztował tyle ile para nowych butów, a jeszcze wcześniej robiła fortunę na europejskich dworach i była porównywana z truflami. Dziś stać na nią praktycznie każdego z nas, ale wciąż jeszcze nie za wiele o niej wiemy. Nasza pieczarka już podbiła Europę. Czy skusi także Polaków?
Mało kto wie, że jeszcze do pierwszej wojny światowej pieczarki, które można było kupić w Warszawie czy innych większych polskich miastach przyjeżdżały do nas z Moskwy, gdyż na terenie kraju uprawy pieczarek praktycznie nie istniały. Dlatego były wtedy tak drogie i mało kogo było na nie stać. Jeden kilogram tego mało znanego jeszcze grzyba kosztował w Warszawie ok. 12 zł, czyli mniej więcej tyle ile para nowych butów. Pieczarka była zatem produktem elitarnym, większości Polaków po prostu nie było stać na jej zakup i konsumpcję.
Pociągiem do Wiednia
Na szczęście sytuacja powoli, ale jednak ulegała zmianie i po wojennych zawieruchach rodacy coraz chętniej i częściej zaczęli pieczarki uprawiać, doceniając jej walory smakowe. Mimo tego cena kilograma wciąż była wysoka i produkt ten, mimo tego, że stał się powszechniejszy, niż na początku XX wieku wciąż był jeszcze stosunkowo drogi.
Ale Polak, jak to Polak, jeśli musiał sobie radzić to zwykle potrafił, o czym najlepiej przekonały nas czasy PRL. To właśnie wtedy kilku przedsiębiorczych rodaków zdecydowało się na pieczarkową odsiecz Wiednia i w roku 1961 z 12-kilogramowym bagażem tych grzybów ruszyli nad Dunaj, by tam promować swój produkt, a przy okazji na tym zarobić. Efekty przeszły najśmielsze oczekiwania. – Wiedeńczycy wprost oszaleli na punkcie pieczarek, a niektóre gospodynie domowe wręcz stawiały sobie za punkt honoru zdobycie polskiej pieczarki – opowiada Krystian Szudyga, prezes Stowarzyszenia Branży Grzybów Uprawnych w Polsce.
Można zatem powiedzieć, że w taki właśnie sposób, pół wieku temu polska pieczarka zaczęła podbijać Europę.
Co Ty wiesz o pieczarce?
Co przeciętny zjadacz chleba wie o pieczarce? Niewiele lub prawie nic. Eksperci przypominają, że aby powrócić do źródeł, powinniśmy cofnąć się o kilkaset lat.
Podobnie jak w wielu innych dziedzinach życia prekursorami upraw wielu gatunków grzybów byli Chińczycy. Ale to nie oni odkryli pieczarkę. Główny udział w tym mieli XVI-wieczni Francuzi, którzy jako pierwsi zaczęli ją uprawiać.
W historię tego smacznego grzyba wpisali się również Skandynawowie - w 1753 roku Karol Linneusz, szwedzki botanik, opisał poprawnie pieczarkę jako rodzaj w Species Plantarum, co zostało następnie zatwierdzone przez pioniera systematyki grzybów, Eliasa Magnusa Friesa. Warto dodać, że już wtedy potrawa z tego grzyba uchodziła za danie wyjątkowo wykwintne, na które pozwolić sobie mogli ludzie naprawdę zamożni (stąd początkowo pieczarka trafiała zwykle jedynie na stoły książęce i królewskie).
Z kolei Anthelme Brillat-Savarin, przez wielu uważany za twórcę XIX-wiecznej kuchni, znany smakosz i pisarz, porównywał walory kulinarne pieczarki do trufli, która jak wiadomo do dziś jest grzybem elitarnym i bardzo kosztownym.
Tak czy inaczej, w XVIII wieku pieczarka pojawiała się zwykle na suto zastawionych stołach w towarzystwie wyszukanych owoców morza czy wspomnianych już trufli.
Rywalizacja o europejski prymat
Ale czasy się zmieniły i obecnie pieczarki od wielu już lat uprawia się na skalę masową. Zmieniła się również pozycja naszego kraju na mapie jej producentów. Jeszcze w 2000 roku produkowaliśmy ok. 95 tys. ton rocznie, co dawało nam szóste miejsce w Europie. Ustępowaliśmy wtedy pola największym producentom pieczarek - Holendrom, Francuzom i Niemcom. Ale cztery lata później ustępujemy już tylko Holandii, a polska produkcja rośnie jak na drożdżach (wzrasta blisko dwukrotnie, do 180 tys. ton). Powoli stajemy się również eksportowym gigantem – sprzedaż naszych grzybów za granicę rośnie kilkunastokrotnie - z ok. 6 tys. do ponad 95 tys. ton.
Również jeszcze pięć lat temu byliśmy na drugim miejscu wśród producentów pieczarki w Europie, wytwarzając co czwartego grzyba na kontynencie. W dalszym ciągu wyprzedzała nas tylko Holandia. Ale stało się to, co musiało się stać - nadszedł czas na zmianę lidera.
Holandia pożegnała się z pierwszym miejscem i zapewne już na miejsce to nie wróci, gdyż w starciu z naszym potencjałem szanse ma niewielkie.
Poza tym nasza pieczarka jest powszechnie uważana za jakościowo lepszą niż np. holenderska, którą w większości zbierają maszyny, kalecząc tego delikatnego grzyba niemiłosiernie (przez co blisko trzy czwarte zbioru ląduje w puszkach lub słoikach).
W Polsce z grzybem postępuje się delikatniej, zbiera się go często jeszcze ręcznie, bo i praca jest znacznie tańsza, i ludzi do zbioru nie brakuje.
Pomaga drogie euro
Dlaczego pieczarki bardziej opłaca się uprawiać w Polsce, a nie w Holandii? – zastanawiają się w Amsterdamie i Hadze. Odpowiedź jest prosta - niższe koszty pracy w Polsce oraz korzystny kurs złotego względem euro.
Mimo przegranej rywalizacji o prymat, Holendrzy nie zmienili swoich preferencji kulinarnych i wciąż zajadają się pieczarkami. Dzięki temu należą do jednych z ich największych konsumentów w Europie. W 2009 roku jedli 2,5 kg tych grzybów (na osobę), znacznie więcej niż my – Polacy statystycznie wciąż jeszcze konsumują ich o wiele mniej, niż inni Europejczycy. W roku 2009 r. było to 1,8 kg (na osobę), podczas gdy np. taki Hiszpan spożywał ich blisko dwa razy więcej (ok. 3,5 kg). Pieczarki smakują też Brytyjczykom (2,9 kg na osobę) i Włochom (2,7 kg).
Szybko rosnąca produkcja i korzystny kurs euro sprawiły, że Polska stała się obecnie największym eksporterem pieczarek na unijny rynek. Sprzedajemy je głównie Niemcom, Francuzom, Brytyjczykom oraz Holendrom, którzy również docenili nasz produkt. Polskie pieczarki opanowały też Paryż, Rzym, Madryt, a także Cypr i kraje bałkańskie.
Najsolidniejszym odbiorcą jest jednak, o dziwo, Rosja, która kupuje blisko 50 tys. ton naszej produkcji. Można zatem powiedzieć, że historia zatoczyła w ten sposób ponad stuletnie koło. Kiedyś pieczarki sprowadzaliśmy z Moskwy, dziś to Rosjanie zajadają się naszym towarem. Dodajmy również, że partie pieczarek zamawiają również Amerykanie, Kanadyjczycy i Skandynawowie, co znaczy, że otworem stanąć może wkrótce przed naszymi producentami kilka kolejnych znaczących rynków.
- Wiele krajów ma swoją żywnościową specjalność. Polska wyspecjalizowała się w pieczarkach i zdobyła nią rynki eksportowe. To cieszy, ale warto, by polskie firmy znajdowały i opanowywały kolejne tego typu nisze rynku żywnościowego w zamożnej Europie, której rynek konsumencki liczy przecież ponad 300 mln ludzi – mówi Sebastian Gawłowski, analityk ISB Euromoney.
Postawić na kraj
Z szacunków Stowarzyszenia Branży Grzybów Uprawnych w Polsce wynika, że w roku ubiegłym za granicę sprzedaliśmy więcej niż połowę krajowej produkcji, tj. ponad 125 tys. ton. Jak już wspomnieliśmy pieczarka to delikatny i trudny w przewozie produkt. Dlatego większość (ok. 80 proc.) eksportowanych grzybów jest schładzana. Pozostałe przewozi się w postaci mrożonej. Dość popularna jest też ostatnio marynata.
Krystian Szudyga, prezes Stowarzyszenia ma jednak inny problem. - Eksport idzie świetnie i niewątpliwie cieszymy się z tego. Ale musimy teraz pomyśleć, jak zwiększyć sprzedaż i konsumpcję krajową, bo moim zdaniem polski rynek ma w sobie duży potencjał, który należy umiejętnie wykorzystać – mówi.
I niewątpliwie ma rację, tym bardziej, że produkcja na polski rynek łączy się z mniejszym ryzykiem. Co prawda kurs euro sprzyja na razie eksporterom, ale wcale nie da wykluczyć się tego, że za jakiś czas złoty umocni się w stosunku do innych walut, a wtedy eksport przestanie się tak bardzo opłacać i ratunku szukać będzie trzeba na naszym podwórku. Równie ryzykowny jest transport grzybów do ich największego odbiorcy, czyli Rosji. Wystarczy dłuższy postój na granicy w czasie upalnego lata lub niespodziewana zmiana przepisów i cały transport (po wielogodzinnym oczekiwaniu na granicy) nie będzie nadawał się do konsumpcji.
Obecnie z uprawy pieczarek żyje w kraju ponad 3 tysiące rodzin (a łącznie ponad 15 tys. osób - sporo miejsc pracy powstało bowiem na potrzeby branży, np. część gospodarstw wytwarza same podłoża do grzybów).
Warto również dodać, że polski rynek zdominowali wielcy producenci – ocenia się, że setka największych firm wytwarza blisko 90 proc. całej produkcji. Wynika to głównie z tego, że uprawa pieczarki jest dość kapitałochłonna, ale można z niej godnie żyć – przeciętna rentowność branży wynosi ok. 8 proc.
Największe uprawy pieczarki są w Wielkopolsce (przede wszystkim okolice Poznania, skąd sprzedawane są do Niemiec i dalej na zachód Europy), na Górnym Śląsku (stąd sporo grzybów trafia do Czech) oraz na Podlasiu (gdzie mieści się jedno z największych centrów produkcyjnych w Europie - tamtejsze grzyby trafiają w znacznej części na stoły Rosjan).
Wegetarianie budują spożycie
W ocenie ekspertów rzeczywisty smak pieczarki najlepiej jest poznać próbując jej na surowo, gdyż po wszelakich przeróbkach termicznych grzyb traci smak.
Biznesowo ważne mogą być inne czynniki – otóż pieczarki bogate są w dobrze przyswajalne białka, błonnik, a także cenne witaminy i mikroelementy. Idealne rozwiązanie dla wegetarian, których jest w Polsce coraz więcej. Bo oni chętnie jedzą grzyby, a pieczarka to także jeden z najlepszych zamienników mięsa – tłumaczą branżowi specjaliści.
Kurt Scheller z Akademii Kulinarnej podkreśla, że pieczarka, podobnie jak i inne grzyby, może być alternatywą dla osób, które nie zamierzają zrezygnować, ale chcą jedynie ograniczyć jedzenie mięsa. Danie z grzybów przypomina bowiem potrawę mięsną, co dla tzw. mięsożernych może być wartością samą w sobie.
3.5.11
Odchudzasz się? Papryka może ci pomóc!
PAP, "Nauka w Polsce", eska28.04.2011 aktualizacja: 2011-04-28 16:50 . Nie tylko kapsaicyna zawarta w papryce sprzyja odchudzaniu. Sam ostry smak też ma znaczenie Shutterstock Ma poprawiać przemianę materii oraz obniżać apetyt na dania tłuste, słone i słodkie, czyli po papryce hamburgery, czipsy i batony już ci niestraszne. Pod warunkiem, że to Cayenne.
Plusy opalaniaJak wzmocnić słabą płećNa męską płodność wpływ mają... kościZ badań zespołu prof. Richarda Mattesa z Purdue University w USA wynika, że niewielkie ilości suszonej, mielonej papryki cayenne (przyprawa nazywana też pieprzem cayenne, pieprzem kajeńskim) skutecznie powściągają apetyt. Największe efekty obserwowane są u osób, które nie są przyzwyczajone do tej ostrej przyprawy.
Od dawna było wiadomo, że kapsaicyna, alkaloid, która nadaje papryce jej ostry smak, może zmniejszyć głód i przyspieszyć spalanie kalorii. Jednak wierzono, że znaczenie mają tak duże dawki tej substancji, że przeciętny człowiek nie byłby w stanie tego znieść. Profesor Mattes postanowił więc zbadać skuteczność cayenne w rozsądnej dawce, czyli takiej, co twarzy nie wykręci i pozwoli w ogóle cokolwiek zjeść.
Badano osobno miłośników przyprawy i jej zagorzałych wrogów (takich "z góry", co to nie próbowali, a wiedzą, że nie lubią). Osoby nieprzyzwyczajone do papryki wolały zadowolić się dawką 0,3 grama przyprawy, podczas gdy koneserzy mocnych doznań potrzebowali 1,8 grama.
U wszystkich badanych pod wpływem papryki podnosiła się temperatura wewnętrzna ciała i przyspieszała przemiana materii. Wprzypadku osób, które wcześniej nie stosowały tej papryki malał również apetyt.
Według naukowców, niecodzienny bodziec działa najsilniej i może tracić na skuteczności w miarę przyzwyczajania. Skuteczną dietę w oparciu o przyprawę trzeba tworzyć z uwzględnieniem tej wiedzy. Papryki w proszku nie ma sensu zamieniać na kapsułkę z kapsaicyną, gdyż neutralizowanie smaku ograniczy skuteczność. Profesor Mattes wierzy, że z pomocą papryki uda się zahamować epidemię otyłości w Ameryce. Pod warunkiem, że przyprawa stworzy mocne trio z aktywnością fizyczną i zmianą nawyków żywieniowych.
Plusy opalaniaJak wzmocnić słabą płećNa męską płodność wpływ mają... kościZ badań zespołu prof. Richarda Mattesa z Purdue University w USA wynika, że niewielkie ilości suszonej, mielonej papryki cayenne (przyprawa nazywana też pieprzem cayenne, pieprzem kajeńskim) skutecznie powściągają apetyt. Największe efekty obserwowane są u osób, które nie są przyzwyczajone do tej ostrej przyprawy.
Od dawna było wiadomo, że kapsaicyna, alkaloid, która nadaje papryce jej ostry smak, może zmniejszyć głód i przyspieszyć spalanie kalorii. Jednak wierzono, że znaczenie mają tak duże dawki tej substancji, że przeciętny człowiek nie byłby w stanie tego znieść. Profesor Mattes postanowił więc zbadać skuteczność cayenne w rozsądnej dawce, czyli takiej, co twarzy nie wykręci i pozwoli w ogóle cokolwiek zjeść.
Badano osobno miłośników przyprawy i jej zagorzałych wrogów (takich "z góry", co to nie próbowali, a wiedzą, że nie lubią). Osoby nieprzyzwyczajone do papryki wolały zadowolić się dawką 0,3 grama przyprawy, podczas gdy koneserzy mocnych doznań potrzebowali 1,8 grama.
U wszystkich badanych pod wpływem papryki podnosiła się temperatura wewnętrzna ciała i przyspieszała przemiana materii. Wprzypadku osób, które wcześniej nie stosowały tej papryki malał również apetyt.
Według naukowców, niecodzienny bodziec działa najsilniej i może tracić na skuteczności w miarę przyzwyczajania. Skuteczną dietę w oparciu o przyprawę trzeba tworzyć z uwzględnieniem tej wiedzy. Papryki w proszku nie ma sensu zamieniać na kapsułkę z kapsaicyną, gdyż neutralizowanie smaku ograniczy skuteczność. Profesor Mattes wierzy, że z pomocą papryki uda się zahamować epidemię otyłości w Ameryce. Pod warunkiem, że przyprawa stworzy mocne trio z aktywnością fizyczną i zmianą nawyków żywieniowych.
29.4.11
14.4.11
Wielkopolski Cech Rzeźników i Wędliniarzy-Naj Wędliny
8 kwietnia 2011 roku rozdał certyfikaty następującym firmom:
Zakłady Mięsne Konarczak Sp.j.- Pogorzela
- biała parzona
- polska wędzona
ZMP "WALDI" sp.j.- Grodzisk Wlkp
- biała parzona
- polędwica wędzona
- polska wędzona
- szynka ogonówka
- wędzonka krotoszyńska
Zakłady Mięsne Andrzej Bystry-Swarzędz
- biała parzona-najlepsza 1 miejsce
- szynka rolka
- wędzonka krotoszyńska
- polska wędzona
- polędwica wędzona
Zakład Rzeźnicko-Wędliniarski Ireneusz Mielczarek i Synowie s.j.- Komorniki
- szynka ogonówka wędzona
- polędwica wędzona
- wędzonka krotoszyńska
- szynka rolka
- biała parzona-najlepsza 2 miejsce
- polska wędzona
Firma otrzymała także Puchar Starosty Poznańskiego dla Najlepszego Producenta w Powiecie Poznańskim
Zakład Przetwórstwa Mięsa "SZAJEK" Sp.j.- Granowo
- szynka rolka
- biała parzona
- polędwica wędzona
BGW WPH SP.Z O.O. MARKET JAN - Oborniki
- polska wędzona
-szynka rolka
- polędwica wędzona
- szynka ogonówka wędzona
Zakłady Mięsne Konarczak Sp.j.- Pogorzela
- biała parzona
- polska wędzona
ZMP "WALDI" sp.j.- Grodzisk Wlkp
- biała parzona
- polędwica wędzona
- polska wędzona
- szynka ogonówka
- wędzonka krotoszyńska
Zakłady Mięsne Andrzej Bystry-Swarzędz
- biała parzona-najlepsza 1 miejsce
- szynka rolka
- wędzonka krotoszyńska
- polska wędzona
- polędwica wędzona
Zakład Rzeźnicko-Wędliniarski Ireneusz Mielczarek i Synowie s.j.- Komorniki
- szynka ogonówka wędzona
- polędwica wędzona
- wędzonka krotoszyńska
- szynka rolka
- biała parzona-najlepsza 2 miejsce
- polska wędzona
Firma otrzymała także Puchar Starosty Poznańskiego dla Najlepszego Producenta w Powiecie Poznańskim
Zakład Przetwórstwa Mięsa "SZAJEK" Sp.j.- Granowo
- szynka rolka
- biała parzona
- polędwica wędzona
BGW WPH SP.Z O.O. MARKET JAN - Oborniki
- polska wędzona
-szynka rolka
- polędwica wędzona
- szynka ogonówka wędzona
6.4.11
Magda Gessler- Kuchenne Rewolucje Jak Polacy traktują kuchnie etniczne
Tak w PL jest traktowana kuchnia etniczna pomysły na dania z internetu,nigdy nie byli w danym kraju oprócz Hindusa który zaczął pod sugestią polskiej zony polonizować dania hinduskie z surowkami z kapusty i chemicznymi przyprawami
http://vod.onet.pl/kuchenne-rewolucje,kuchenne-rewolucje,3554,3,9116,odcinek.html
India Ocean Poznań
http://vod.onet.pl/kuchenne-rewolucje,kuchenne-rewolucje,3554,3,10025,odcinek.html
Walencja,Warszawa
http://vod.onet.pl/kuchenne-rewolucje,kuchenne-rewolucje,3554,3,8649,odcinek.html
Pepers,Białystok,nawet nazwa jest zła powinno być Peppers
http://vod.onet.pl/kuchenne-rewolucje,kuchenne-rewolucje,3554,3,9116,odcinek.html
India Ocean Poznań
http://vod.onet.pl/kuchenne-rewolucje,kuchenne-rewolucje,3554,3,10025,odcinek.html
Walencja,Warszawa
http://vod.onet.pl/kuchenne-rewolucje,kuchenne-rewolucje,3554,3,8649,odcinek.html
Pepers,Białystok,nawet nazwa jest zła powinno być Peppers
sprzedaż detaliczna w Polsce większa o 12,6 proc. niż przed rokiem
Sprzedaż detaliczna wyrównana sezonowo w Polsce wzrosła w lutym o 0,9 proc. w ujęciu miesięcznym, zaś w ujęciu rocznym zwiększyła się o 12,6 proc. - podał unijny urząd statystyczny Eurostat. W całej Unii Europejskiej sprzedaż detaliczna spadłą o 0,1 proc. m/m, ale wzrosła o 0,9 proc. rok do roku.W strefie euro sprzedaż detaliczna spadła o 0,1 proc. m/m i zwiększyła się o 0,1 proc. w ujęciu rocznym.Spośród członków UE, których dane uwzględnia Eurostat, sprzedaż wzrosła (w ujęciu rocznym) w 9 krajach, a spadła także w 9 krajach. Najwięcej wzrosła w Polsce (12,6 proc.), Luksemburgu (8,8 proc.) i na Litwie (6,1 proc.). Największe spadki zanotowały Hiszpania (-5,6 proc.), Rumunia (-4,8 proc.) i Portugalia (-4,5 proc.).
Źródlo:Eurostat
Źródlo:Eurostat
Subskrybuj:
Posty (Atom)

