Speak pipe

19.12.11

Piwo lub cola nie grzane w zimą w Pl

Jakiś  nowy idiotyczny wymysł właścieli sklepów w Poznaniu ,ostatnio się z tym spotkałem 10 lat temu  na głębokiej wsi w Kaliskim.ale teraz ta wiejska moda przeniosła się do Poznania.Producenci dawają im lodówki. Ale nasi twierdzą że jesli na dworze jest zimno to wyłączają lodówki.Konsumenci unikajcje takich pseudo sklepów
Przecież produceni dawają im darmowe lodówki

karpie ?

Osobiście wolę tradycyjne polskie przepisy mojej pra pra babci, bo wtedy zgodnie ze staropolską długowieczną tradycją nie jadano tych ohydnych,ościastych komunistycznych karpi/wodnych wieprzów.
tylko Sandacza , Okonia lub Szczupaka

14.12.11

Gdzie można zjejść najlepszą kaczkę lub czerninę

Niestety nie w Poznaniu.Naj czernina jest w Bar  Car Gościejewo 60 km od Poznania w kierunku Piły,a najlepsza kaczka jest u Stokłosy   w Pasibrzuchu trochę dalej w Śmiłowie
http://www.restauracjapasibrzuch.pl/  Pierwszy raz w życiu nie mogłem zjejść połówki kaczki tam serwują gigantyczne porcje
Reszta restauracji w Poz serwuje nam Dreck bez żadnych podrobów które są kwintensencją tej zupy



o to jest moja mekka na czerninę
  

13.12.11

Polskie Restauracje dania międzynarodowe wasz znak to smaku brak

Większość  przepisów kuchni międzynarodowej  w Polskich restauracjach pochodzi z internetu,ludzie opamiętajcie się i unikacje takich restauracji.Ponieważ kuchnię innych narodów trzeba najpierw spróbować  w danym kraju w wielu restauracjach  a potem wiedzieć jak ją  przygotować

12.12.11

My last supper on earth,Mój ostatni obiad na ziemi


This little questionaire is based on the besteller „My last supper on earth” ,wWWWWWWhere her Jest to zrobione na podstawie książki  „My last supper on earth” Mój ostatni obiad na ziemi również dostępna w Polsce
Where top 50 Chefs answer to this questionions answer to this
Gdzie 50 najlepszych szefów na świecie odpowiada na te pytanie.
Anthony Bourdain  states  the `game' of relating one's preferred last meal is a common recreation in the kitchens and after hours back rooms of restaurants around the world for decades, if not centuries

                        
·                                 what would be your last meal on earth
·                                 co bym zjadł jako ostatni obiad na ziemi
·                                 What would be the setting for the meal
·                                 Gdzie by  odbył się ten obiad
·                                 what would you drink with the meal ?
·                                 co byś wypił z tym obiadem ?
·                                 would there be music
·                                 Jakiej muzyki bym słuchał?
·                                 who would be your dining companion
·                                 Kto by towarzyszył tobie ?
·                                 who would prepare the meal ?
·                                 Kto by przygotował obiad ?

Please  answer
Proszę o odpowiedzi
Please provide me with your email

9.12.11

Sokołów w m mgle Kolejny nonsens Kabanos francuskie, włoskie i amerykański od Sokołowa Polski kabanos jest uber alles

Polska własnie stoczyła wojnę kabanosową z Niemcami i Czechami o  prawo nazywania kabanos naszym produktem narodowym.Wygralismy ale Sokołów twierdzi że kabanos jest również amerykański-co  to za bzdura ? Mieszkając większość życia   w USA ,nigdy  nie spotkalem się tam nigdy z takowym  kabanosem.Czy jesteśmy aż tak głupi że duża firma nam wmówić że kabanosy są amerykańskie  włoskie lub francuskie ?

29.11.11

Imbir

Galangal/Imbir
używany jako przyprawa w południowo - wschodniej Azji. Kształtem przypomina imbir, ma jasny kolor i jasne długie kłącza. Jego smak przypomina cierpkość cytryny z odrobiną pieprzowego aromatu. Używa się go bardzo często w kuchni azjatyckiej, zazwyczaj w postaci mielonej z dodatkiem chilli. Często jest to podstawa curry, dań z ryb i duszonych mięs. Tajowie bardzo często dodają go również do zup, aby zapobiec przeziębieniom. Jeśli go nie znajdziecie w Polsce imbir go zastapi
Cudowny imbir - właściwości lecznicze i odchudzające imbiru
herbata z imbirem, imbir właściwości, korzeń imbiru, mdłości, napar z imbiru, przeziębienie, Żywienie
Imbir jest jedną z tych roślin, bez których wiele narodów nie wyobraża sobie życia.  Dla każdego Azjaty to podstawowy dodatek do potraw i bardzo skuteczne lekarstwo na przeziębienie (herbata z imbirem), mdłości (napar z imbiru) czy bóle miesiączkowe (plastry korzenia imbiru)
Imbir w kuchni
Przyprawa ta do niedawna kojarzyła nam się z piwem i ciasteczkami z amerykańskich filmów. W polskiej kuchni, w sproszkowanej postaci, dodawała smaku jedynie flakom, pasztetowi z zająca i piernikowi.
Od kiedy świeży korzeń imbiru jest coraz tańszy i łatwo go kupić nawet na bazarze, wszyscy możemy korzystać z jego cudownych właściwości.
Dlaczego imbir jest zdrowy
Intensywny aromat imbiru, ze świeżą, trochę słodką, a trochę drzewną nutą to zasługa zingiberolu - składnika olejku eterycznego. Natomiast substancje żywicowe m.in. gingerol i zinferon, odpowiadają za palący, lekko gorzki smak. Wszystkie te substacje mają lecznicze właściwości. Dzięki nim imbir m.in.:

•Ułatwia trawienie. Olejek zawarty w kłączu pobudza wydzielanie śliny i soku żołądkowego, działa żółciopędnie i rozkurczowo, leczy wzdęcia.
•Łagodzi mdłości (jest składnikiem leków przeciw chorobie lokomocyjnej), przeciwdziała wymiotom po narkozie i chemioterapii. Wzmaga apetyt.
•Zmniejsza agregację (zlepianie) płytek krwi, chroni więc przed tworzeniem się zakrzepów. Jest niezbędnym dodatkiem do menu osób z podwyższonym cholesterolem.
•Łagodzi bóle miesiączkowe. Warto też dodawać go do jedzenia, gdy tylko zauważymy pierwsze oznaki PMS.
•Leczy przeziębienia i przynosi ulgę chorym stawom, bo jest bogaty w substancje przeciwzapalne. Wchodzi w skład niektórych maści i plastrów rozgrzewających. Podczas masażu kilka kropli olejku imbirowego przynosi ulgę obolałym mięśniom.
•Leczy migreny - regularnie stosowany zmniejsza częstość i ilość ataków, łagodzi też towarzyszące im mdłości.
•Działa przeciwobrzękowo, bo zawarty w nim olejek eteryczny ma działanie moczopędne.
•Dba o jamę ustną. Ma działanie odkażające i odświeżające, pozostawia miły zapach w ustach. Leczy infekcje, pobudza wydzielanie śluzu. Warto płukać nim bolące gardło (do szklanki bardzo ciepłej wody wsypać 2 łyżeczki sproszkowanego imbiru).
•Zwiększa koncentrację i wydajność umysłową, bo poprawia ukrwienie mózgu. Odrobina sproszkowanego imbiru dodana do kawy, niweluje jej szkodliwe właściwości.
•Polepsza krążenie krwi, wspaniale rozgrzewa cały organizm. W medycynie chińskiej uchodzi za “gorący", powodujący ogień w ciele. Pobudza też organy płciowe. Tam, gdzie rośnie, czyli w tropikalnej Azji, używa się go jako afrodyzjak.
W tropikalnej Azji imbir uprawia się od ponad 3000 lat, chociaż jego pochodzenie jest nieznane. Imbiru używano na Bliskim Wschodzie i w południowej Europie na długo przed Rzymianami. Portugalczycy przywieźli go do Afryki, Hiszpanie do Indii Zachodnich. To jedna z najstarszych roślin uprawnych.
 Komu nie wolno jeść imbiru
Imbir to bardzo ostra przyprawa, mająca drażniące działanie. Nie można się nią bezkarnie zajadać. Unikaj imbiru, jeśli jesteś w ciąży lub karmisz, chorujesz na przewlekłą chorobę przewodu pokarmowego, np. wrzody żołądka lub dwunastnicy, cierpisz na refluks żołądkowy.


Uwaga: świeży najlepiej trzymać w lodówce, owinięty papierowymi ręcznikami i w plastikowych torebkach przetrwa kilka tygodni. Imbiru w proszku nie kupujemy na zapas, bo zwietrzeje. Małe opakowanie trzymamy w ciemnym i suchym miejscu. Imbir marynowany po otwarciu schowajmy w lodówce. Kandyzowany - w słoiczku, w chłodnym i ciemnym miejscu.

Imbir dla urody
Olejek imbirowy stosuje się w preparatach wyszczuplająco-modelujących, bo pobudza krążenie i przyspiesza spalanie tłuszczu, walczy z cellulitem. Pełen świeżości i egzotyki zapach imbirowy jest bazą wielu perfum. Imbirowa nuta często współgra z innymi przyprawami (pieprzem, kardamonem) i dodaje "mocy" męskim kosmetykom.

Rodzaje imbiru
W Polsce można kupić korzeń imbiru w całości i sproszkowany. W sklepach z orientalną żywnością dostępny jest imbir kandyzowany i marynowany - różowy i biały - który maczany w sosie sojowym jest dodatkiem np. do sushi. Warto poszukać aromatycznych cukierków i ciasteczek imbirowych. Na półkach sklepów z alkoholem znajdziemy wódkę i piwo imbirowe. Tego ostatniego nie mylmy jednak z “ginger ale”, popularnym napojem gazowanym stworzonym w Irlandii, u nas częściej występującym pod nazwą “canada dry". Na straganach w Chinach i Hongkongu oferowany jest imbir konserwowany - miękkie korzenia zatopione w zalewie z cukru.

Popularny w Polsce suszony mielony imbir różni się smakiem od świeżego i nie można go używać wymiennie. Surowy imbir dodaje świeżości i pikantności owocom morza, polepsza smak mdłych potraw i tłustych mięs, np. kaczki czy wieprzowiny. Mielony najlepiej nadaje się do potraw słodkich, np. herbatników, ciast, sałatek owocowych. Pasuje też doskonale do pieczonych jabłek.

Imbir surowy zawsze trzeba obrać, a najlepiej zeskrobać nożem skórkę tylko z kawałka, którego będziemy używać. W żadnej potrawie nie powinno się go łączyć z ziołami, bo te kłócą się z jego aromatem. Świetnie za to komponuje się z przyprawami korzennymi: zielem angielskim, liściem laurowym, goździkami, gałką muszkatołową i pieprzem.

20.11.11

Liban -gastronomiczne mocarstwo

Tekst: Ludwik Lewin, stylizacja potraw: Kinga A. Kłosińska, przepisy: Andrée Maalouf, zdjęcia: Marcin Kiełbiewski (potrawy), Shutterstock
2011-05-26, ostatnia aktualizacja 2011-05-25 15:27

 Malutki kraj i wielka kuchnia. Prawdziwość tego podkreślanego przez Libańczyków paradoksu potwierdza obecność libańskich restauracji we wszystkich metropoliach, od Warszawy po Sydney. W Warszawie są cztery, w Sydney - 44.
Amin Maalouf, francuski pisarz mieszkający w Paryżu, ale Libańczyk z dziada pradziada, pisze, że Libańczycy, gnani po świecie najpierw fenicką skłonnością do wędrówki, a potem tragedią swego kraju, często zapominają język i historię ojczystą, zmieniają imiona i nazwiska. Kuchnia jest jednak tym, co trwa, gdy zerwane są już prawie wszystkie więzy z rodzimą kulturą. Laureat Nagrody Goncourtów tłumaczy to we wstępie do książki "Kuchnia libańska", autorstwa swej żony Andrée oraz Karima Haidara, błyskotliwie dynamicznego, a często i obrazoburczego właściciela restauracji libańskich w Paryżu i Londynie.

Pani Maalouf przyznaje, że gdy ponad 30 lat temu wraz z mężem wyemigrowali do Francji, najbardziej brakowało im ojczystej kuchni: - Pichciłam więc, jak mogłam, zapamiętane z Libanu dania, właśnie po to, żeby nie zapomnieć. A mąż i dzieci, zachwycając się, namawiali mnie nieustannie, abym spisała swe przepisy w książkę o kuchni libańskiej. Namowy trwały naprawdę długo - Andrée Maalouf nie chciała od razu wziąć się do pióra, najpierw postanowiła odpowiedzieć sobie na zasadnicze pytania o tożsamość i oryginalność libańskiej kuchni.
Kulinarne puzzle

Największy wpływ na stołowanie się Libańczyków mieli Turcy, których kuchnia podbiła kawał południowo-wschodniej Europy, większą część północnej Afryki oraz cały Bliski Wschód. Osmański imperializm nie przekreślił jednak tysięcy lat libańskiej tradycji - w górach wciąż podają znane z biblijnego zakazu koźlątko duszone w mleku własnej matki. Liban karmił się także jadłem arabskim z dodatkami perskimi, potem jego stół wzbogacili Ormianie, a po nich Francuzi, których kulturą, a więc i gastronomią, kraj ten jest przesycony od czasów międzywojnia, kiedy należał do francuskiego terytorium mandatowego.

Miejscowa kuchnia to nie tylko mozaika etniczna, ale i klimatyczna: Liban wybrzeży Morza Śródziemnego nieco inne uprawia owoce i jarzyny niż te, które rosną na stokach gór Libanu i Antylibanu, jeszcze inne dojrzewają w oddzielającej oba pasma żyznej dolinie Bekaa. Dumą kuchni libańskiej są meze, czyli przystawki. Podaje się je od Egiptu, przez Grecję, aż po Chorwację, ale i tak zestaw zjawiających się na stole kąsków i potraweczek kojarzy się przede wszystkim z ucztą libańską. - Nie należy jednak sądzić, że w libańskich domach przy każdym posiłku wjeżdżają pociągi meze - podkreśla Andrée Maalouf. - Nasz normalny obiad to sałata, zupa, danie główne. Nawet deser bardzo długo podawano tylko w święta. Popularność meze wiąże się z modernizacją i umiędzynarodowieniem Bejrutu. Stolica bliskowschodniego biznesu, posiadająca Uniwersytet Amerykański, założony w ostatnim ćwierćwieczu XIX stulecia, szybko zmieniała rytm życia. - Studenci, kupcy, ludzie interesu nie mieli czasu, by na posiłek wracać do domu. Musieli jeść na mieście. Restauracje wyrastały jak grzyby po deszczu i serwowały - no co? - meze - wyjaśnia pani Maalouf.

Hommosowa wojna

To właśnie od tamtej epoki, a może i od dawniejszych jeszcze czasów obowiązuje tu nienaruszalny porządek podawania meze. Przed ich przyniesieniem na stole stawia się chleb, a właściwie okrągłe podpłomyki, zwane pitą, oliwki i wielki półmisek z pomidorami, ogórkami, papryką, cebulą dymką, sercami sałaty. Właściwe meze rozpoczynają się od sałatek. Fatusz (fr. fattouche) to prawie te same warzywa, co wcześniej, ale z dodatkiem przypraw, sosu i grzanek. Kolejna sałatka to tabule (tabboulé), odświeżający melanż zielonej pietruszki, mięty, podłużnej, młodej cebulki, pomidorów i niewielkiej ilości bulguru - tureckiej kaszy pszennej. Po tabule przychodzi hommos, czyli pasta z cieciorki, często z dodatkiem sezamowego kremu (tehine). Te dwie potrawy są jednocześnie wielką dumą i troską libańską. A to dlatego, że w Europie, a szczególnie we Francji, popularna stała się wersja tabule, w której zasadniczym składnikiem jest północnoafrykański kuskus. Natomiast hommos rozprzestrzenił się na świecie pod hebrajską nazwą humus, która oznacza cieciorkę - w handlu występuje przeważnie produkt z etykietką "made in Israel".

Stowarzyszenie Libańskich Przemysłowców, rozwścieczone sukcesem sąsiadów, z którymi stosunki są mało przyjacielskie, zorganizowało "wydarzenie patriotyczne na skalę państwową", a konkretnie, udaną próbę wejścia do Księgi rekordów Guinnessa z największymi na świecie "talerzami" hommosu i tabule. Do pierwszego, sporządzonego przez ćwierć tysiąca kucharzy, zużyto 1350 kg cieciorki i 400 l soku cytrynowego. Do tabule poszło 1600 kg natki, półtorej tony pomidorów i prawie pół tony cebuli. Agencje prasowe zapomniały o bulgurze, ale całość ważyła ponad trzy i pół tony (3557 kg). Wśród meze na uwagę zasługuje także mutabal (moutabbal), czyli rozdrobniony miąższ oberżyny, przyprawiony rozcieńczonym kremem sezamowym z czosnkiem i sokiem cytrynowym. Dla dodania urody masę tę wkłada się w skórkę bakłażana i posypuje ziarenkami granatu. Mutabal po arabsku oznacza "przyprawiony" i określa liczne siekane jarzyny z sezamem, ale gdy w karcie libańskiej restauracji widnieje jedynie nazwa mutabal, to na pewno chodzi o bakłażany.

To wcale nie koniec zimnych przekąsek. Warto wspomnieć jeszcze o gołąbkach z liści winogronowych czy sałatce z soczewicy (tej samej, za którą biblijny Ezaw odstąpił starszeństwo Jakubowi). Po zimnych czas na meze gorące. Niech to będzie choćby falafel, purée z cieciorki z wschodnimi przyprawami, uformowane w kulki i jak frytki usmażone w oleju. Albo paszteciki z ciasta chlebowego, nadziewane serem, mięsem lub jarzynami.

Jagnięcina nade wszystko

Dla większości taki posiłek wystarczy, ale libańska kuchnia oferuje jeszcze zawiesiste zupy jarzynowe, a po nich kebbe (kebbés) - rodzaj kotletów mielonych, w których rozmoczoną bułkę zastąpiono bulgurem. Danie to może być mięsne, rybne, a nawet jarzynowe - zamiast baraniny używa się dyni lub ziemniaków. Inną mięsną specjalnością są kafty, czyli mielona baranina, przyprawiona natką i cebulą, pieczona w formie płaskich kotlecików.

Z mięs najpopularniejsza jest w Libanie jagnięcina, przygotowywana na wszelkie sposoby. Te same dania gotuje się też z cielęciny lub wołowiny, natomiast wieprzowinę nawet miejscowi chrześcijanie jadają głównie w postaci wędlin, przede wszystkim szynki. Nie brakuje także dań z ryb pochodzących z Morza Śródziemnego. "Na deser tradycyjnie jadało się w Libanie świeże owoce, słodycze to raczej przysmak podwieczorkowy albo poranny" - pisze pani Maalouf. Podczas spotkania w jej paryskim mieszkaniu dodała jednak, że obecnie, szczególnie w restauracjach, coraz częściej posiłek kończy się słodkościami. Ale nawet bez nich wspomnienie libańskiej uczty jest słodkie.

Pieczona kofta (dla 6 osób)

Kafta: 2 małe cebule
1 pęczek natki
90 dag mielonego mięsa (najlepiej z łopatki baraniej)
sól
pieprz
Sos: 3 cebule
1 czerwona papryka
1 łyżka oliwy
3/4 szklanki soku pomidorowego
3/4 szklanki wody
1 łyżka debs remmane (melasy z soku granatu; można zastąpić łyżką octu balsamicznego zmieszanego z łyżeczką miodu)
sól
pieprz
Oraz: 3 duże ziemniaki
olej do smażenia
3 duże dojrzałe pomidory

Przygotowujemy kaftę. Obraną cebulę i natkę drobno siekamy. Mieszamy z mięsem i wyrabiamy. Doprawiamy solą i pieprzem, odstawiamy w chłodne miejsce. Robimy sos. Drobno posiekaną cebulę i paprykę podsmażamy na oliwie, na małym ogniu. Dodajemy sok pomidorowy, wodę i melasę z granatu lub ocet balsamiczny z miodem. Doprawiamy solą i pieprzem, zagotowujemy. Ziemniaki obieramy, kroimy w talarki o grubości 1/2 cm i podsmażamy 2 minuty na gorącym oleju. Pomidory kroimy w podobne plastry. Przygotowane mięso dzielimy na 12 części, z każdej porcji formujemy kulkę, spłaszczamy, układamy na lekko naoliwionej blasze i pieczemy 5 minut w temp. 220°C. Po tym czasie wyjmujemy blachę z piekarnika, na mięso kładziemy najpierw warstwę ziemniaków, następnie pomidorów. Zalewamy sosem i zapiekamy jeszcze przez 15 minut. Podajemy bardzo gorące.

Mutabal (dla 6 osób)

3 bakłażany
1 ząbek czosnku
2 łyżki pasty sezamowej (tehine)
sok z 1 cytryny
sól
pestki granatu

Rozgrzewamy piekarnik do 180°C. Czubkiem noża nakłuwamy skórkę bakłażanów w wielu miejscach. Układamy w naczyniu do zapiekania i ustawiamy w nagrzanym piekarniku pod rusztem. Pieczemy przy otwartych drzwiczkach, przewracając często na wszystkie strony, aż miąższ będzie miękki. Studzimy w zimnej wodzie, trzymając za ogonki. Przecinamy skórę na całej długości, delikatnie wykrawamy miąższ (skórki zachowujemy). Rozgniatamy miąższ w moździerzu lub widelcem. Mieszamy z roztartym czosnkiem, pastą sezamową i sokiem cytrynowym. Solimy do smaku i jeszcze raz mieszamy. Zachowane skórki bakłażanów ostrożnie nadziewamy otrzymaną masą i dekorujemy pestkami granatu. Jeśli "rekonstrukcja" bakłażana się nie uda, masę możemy podać bez skórek - w naczyniu.

Zupa z soczewicy (dla 6 osób)

40 dag soczewicy (jasnej)
1 marchewka
1 ziemniak
25 dag mielonej jagnięciny
wołowiny lub cielęciny
oliwa
pieprz
sól

Soczewicę płuczemy, marchewkę i ziemniaka obieramy. Wrzucamy do garnka z 1,5 l wody, doprowadzamy do wrzenia i gotujemy pół godziny na małym ogniu. Miksujemy lub przecieramy przez gęste sito, doprawiamy solą. Mięso solimy i pieprzymy, wyrabiamy i formujemy niewielkie kulki. Podsmażamy na odrobinie oliwy, wrzucamy do zupy, zagotowujemy i natychmiast podajemy. Uwaga: pulpeciki możemy zastąpić grzankami.

Tabule (dla 6 osób)

2 łyżki drobnej kaszy bulgur*
3 cebulki dymki
2 szklanki posiekanej natki
3 pomidory
1/2 szklanki posiekanej mięty
sok z 3 cytryn
2 łyżki oliwy
sól

Kaszę płuczemy, zalewamy wrzątkiem i czekamy aż napęcznieje (20 minut), mieszamy, studzimy i wsypujemy do dużej salaterki. Dodajemy posiekaną cebulkę, natkę i pomidory pokrojone w kosteczkę. Wlewamy sok z cytryn i oliwę, solimy. Tuż przed podaniem wrzucamy miętę (jeśli zrobimy to wcześniej, może sczernieć), mieszamy.
*Bulgur może być również gruby. Wówczas gotujemy kaszę przez kwadrans w wodzie lub rosole.

Hommos (dla 8 osób)

25 dag cieciorki
1 ząbek czosnku
6 łyżek pasty sezamowej (tahine)
sok z 3 cytryn
1/2 łyzeczki kumin rzymski
sól
2 łyżki oliwy

Cieciorkę namaczamy przez noc w zimnej wodzie (4 szklanki wody na szklankę cieciorki). Płuczemy i gotujemy do miękkości. Odcedzamy, zachowując wodę z gotowania. Czosnek obieramy, siekamy i miksujemy z pastą sezamową, sokiem z cytryn, cieciorką oraz solą. Podczas miksowania dolewamy wodę z gotowania cieciorki, tak aby otrzymać masę o konsystencji aksamitnego purée. Przed podaniem polewamy strużką oliwy.

wędzenie na niby w Pl

Nic już w u nas nie jest wędzone-dodają preparaty wędzarnicze i malują wędliny
Jedyne wędzone to są w przydomowych wędzarniach takich  jak u Roberta Minka w Jarach kolo Obornik Śl i innych przydomowych wędzarniach
W typowym polskim sklepie okazuje się że 95 % wędlin nigdy nie widziało wędzarni