Chcąc zrzucić zbędne kilogramy na wiosnę należy pamiętać, że większe znaczenie od tego, co jemy może mieć to, co pijemy. Niewinny soczek lub koktajl może dostarczyć nam wielu niechcianych kalorii - dowodzą badania opublikowane na łamach "American Journal Of Clinical Nutrition".
Amerykańscy naukowcy z Johns Hopkins Bloomberg School of Public Health zbadali zależność między rodzajem spożywanych kalorii a utratą wagi. W badaniach wzięło udział 810 osób w wieku 25-79 lat. Liczba spożywanych przez badanych kalorii była regularnie kontrolowana podczas telefonicznych wywiadów, a ich wagę sprawdzano trzy razy: na początku badania oraz po upływie kolejno: 6 i 18 miesięcy.
Okazało się, że najlepsze rezultaty osiągnęły osoby, które znacznie ograniczyły spożycie słodzonych napojów. "Ograniczenie kalorii, zarówno tych spożywanych w płynach, jak i tych spożywanych w pokarmie, ma wpływ na utratę wagi. Jedak przeprowadzone przez nas badania wykazały, że to właśnie ograniczenie wysokokalorycznych napojów słodzonych cukrem przyniosło najlepsze efekty" - mówi kierujący badaniami dr n.med. Benjamin Caballero.
Więcej informacji: Johns Hopkins Bloomberg School of Public Health |
MOJĄ PASJĄ JEST JEDZENIE.Zwiedziłem ponad 30 krajów .Nie tylko wiem,jak potrawy smakują,ale też wiem w jaki sposób są przyrządzane.Wszędzie uczę się gotowania.I uczę jak przyrządzać i marketing żywności.W Pl MY PASSION IS FOOD.I visted 30+ countries-learning about food and it's preparation .I teach others about world food not only I know how it taste , but how to prepare it, and how to market it.Wherever I travel I take cooking lessons.Lived in USA -35 yrs.
Speak pipe
6.4.09
Najwięcej żywności marnują hipermarkety i sklepy
PAP
30-03-2009, 17:25
Zbyt duże zakupy, nieracjonalne gospodarowanie produktami spożywczymi sprawiają, że jedzenie trafia do śmietnika. W poniedziałek Banki Żywności rozpoczęły kampanię "Nie marnuj jedzenia. Wyrzuć do śmieci stare przyzwyczajenia".
"Marnowanie jedzenia to powszechne zjawisko na świecie. Jak pokazały badania przeprowadzone w Wielkiej Brytanii, Brytyjczycy wyrzucają co roku jedną trzecią kupionej żywności, co stanowi 6,7 mln ton produktów. Tymczasem człowiek w ciągu roku zjada ok. tony żywności. "Czyli tym, co się marnuje, można by wykarmić prawie 7 mln ludzi" - mówił na konferencji prasowej prezes Federacji Polskich Banków Żywności Marek Borowski.
Marnowanie żywności jest problemem również w Polsce. Podczas badań przeprowadzonych na zlecenie Federacji Polskich Banków Żywności przez instytut Millward Brown SMG KRC 79 proc. Polaków uznało, że dużo żywności w naszym kraju się marnuje, a 30 proc. przyznało, że zdarza im się wyrzucić pełnowartościowe jedzenie. Najczęściej wyrzucamy pieczywo (46 proc.), ziemniaki (41 proc.) i wędliny (31 proc.).
Zdaniem ankietowanych najwięcej żywności marnują hipermarkety i sklepy (45 proc.), a także konsumenci (32 proc.), restauracje (13 proc.) i producenci (8 proc.). Najczęstszymi przyczynami marnowania są zbyt duże zakupy (41 proc.), zła jakość produktu (29 proc.), przegapienie terminu przydatności (28 proc.) i niewłaściwe przechowywanie (27 proc.).
Ponad 2,5 mln Polaków żyje w skrajnym ubóstwie, a ponad 35 proc. nie może pozwolić sobie na posiłek zawierający mięso, drób albo ryby przynajmniej co drugi dzień. To jeden z najgorszych wskaźników w UE. Zdaniem Borowskiego racjonalne gospodarowanie żywnością mogłoby rozwiązać ten problem. "Gdyby właściwie wykorzystywać żywność, można by wyżywić wszystkich potrzebujących w Polsce" - przekonywał.
Dominik Dobrowolski z Fundacji Nasza Ziemia zwrócił uwagę także na ekologiczne skutki marnowania żywności. Marnując jedzenie, zwiększamy ilość śmieci - ponad 25 proc. wyrzucanej żywności jest w opakowaniu. "Możemy oszacować, że w tym roku blisko 4 mln ton żywności zmarnujemy i wyrzucimy na śmieci, to tak jakbyśmy trzykrotnie zapełnili jedzeniem planowany Stadion Narodowy w Warszawie" - mówił.
Wyrzucanie jedzenia nie pozostaje bez wpływu na klimat - około 20 proc. produkcji gazów cieplarnianych wiąże się z produkcją, przetwarzaniem, transportem i przechowywaniem żywności. "Metan pochodzący z gnijącej żywności jest nawet 20-krotnie groźniejszym gazem cieplarnianym niż dwutlenek węgla" - podkreślił Dobrowolski.
Marnowanie żywności to także marnowanie wody (kilogram wyrzuconej wołowiny oznacza zmarnowanie 50 tys. litrów wody użytych na jej wyprodukowanie) i energii zużytej w procesie produkcyjnym, podczas przechowywania, transportu czy przyrządzania.
"Planowanie zakupów na cały tydzień, mrożenie i wykorzystywanie tego, co zostaje, pozwalają w znacznym stopniu ograniczyć marnowanie. Jest wiele możliwości spożytkowania nadmiaru jedzenia. Kuchnia to nie apteka, można zmieniać receptury i eksperymentować, wykorzystując to, co akurat mamy w lodówce" - zachęcał Jakub Kuroń, syn Macieja Kuronia, który wraz z bratem Janem wspiera kampanię.
W ramach kampanii powstała strona www.niemarnuje.pl. Jak zapewnił Jan Kuroń, znajdą się tam nie tylko interesujące przepisy, ale również "sztuczki i patenty", jak racjonalnie wykorzystywać żywność i jak przygotować potrawy, by niczego nie zmarnować. Na stronie można dowiedzieć się także, jak planować zakupy, porcje posiłków i jak prawidłowo przechowywać żywność.
Borowski przypomniał, że od tego roku weszła w życie nowelizacja ustawy o podatku od towarów i usług, która zwalnia przedsiębiorców przekazujących żywność organizacjom pożytku publicznego z konieczności odprowadzenia VAT od takiej darowizny.
"Nowelizacja tej ustawy to wielki krok do przodu w kierunku zapobiegania marnowaniu żywności. Same zmiany prawne to jednak nie wszystko, teraz potrzeba przede wszystkim zmian w postawach i przyzwyczajeniach, dlatego trzeba mówić o negatywnych skutkach marnowania żywności oraz o plusach wynikających z umiejętności zarządzania żywnością" - podkreślił Borowski.
Federacja Polskich Banków Żywności powstała w 1997 r., zrzesza 22 Banki Żywności, których misją jest zwalczanie niedożywienia i przeciwdziałanie marnotrawieniu jedzenia. Prowadzi m.in. akcję "Podziel się posiłkiem" na rzecz walki z niedożywieniem dzieci.
Idea Banków Żywności zrodziła się w latach 60. XX wieku w USA z potrzeby zagospodarowania nadwyżek wyrobów spożywczych. W Europie pierwsze Banki Żywności powstały w latach 80. Pierwszy Bank Żywności w Polsce powstał w 1993 r. z inicjatywy Jacka Kuronia przy fundacji "Pomoc Społeczna SOS".
30-03-2009, 17:25
Zbyt duże zakupy, nieracjonalne gospodarowanie produktami spożywczymi sprawiają, że jedzenie trafia do śmietnika. W poniedziałek Banki Żywności rozpoczęły kampanię "Nie marnuj jedzenia. Wyrzuć do śmieci stare przyzwyczajenia".
"Marnowanie jedzenia to powszechne zjawisko na świecie. Jak pokazały badania przeprowadzone w Wielkiej Brytanii, Brytyjczycy wyrzucają co roku jedną trzecią kupionej żywności, co stanowi 6,7 mln ton produktów. Tymczasem człowiek w ciągu roku zjada ok. tony żywności. "Czyli tym, co się marnuje, można by wykarmić prawie 7 mln ludzi" - mówił na konferencji prasowej prezes Federacji Polskich Banków Żywności Marek Borowski.
Marnowanie żywności jest problemem również w Polsce. Podczas badań przeprowadzonych na zlecenie Federacji Polskich Banków Żywności przez instytut Millward Brown SMG KRC 79 proc. Polaków uznało, że dużo żywności w naszym kraju się marnuje, a 30 proc. przyznało, że zdarza im się wyrzucić pełnowartościowe jedzenie. Najczęściej wyrzucamy pieczywo (46 proc.), ziemniaki (41 proc.) i wędliny (31 proc.).
Zdaniem ankietowanych najwięcej żywności marnują hipermarkety i sklepy (45 proc.), a także konsumenci (32 proc.), restauracje (13 proc.) i producenci (8 proc.). Najczęstszymi przyczynami marnowania są zbyt duże zakupy (41 proc.), zła jakość produktu (29 proc.), przegapienie terminu przydatności (28 proc.) i niewłaściwe przechowywanie (27 proc.).
Ponad 2,5 mln Polaków żyje w skrajnym ubóstwie, a ponad 35 proc. nie może pozwolić sobie na posiłek zawierający mięso, drób albo ryby przynajmniej co drugi dzień. To jeden z najgorszych wskaźników w UE. Zdaniem Borowskiego racjonalne gospodarowanie żywnością mogłoby rozwiązać ten problem. "Gdyby właściwie wykorzystywać żywność, można by wyżywić wszystkich potrzebujących w Polsce" - przekonywał.
Dominik Dobrowolski z Fundacji Nasza Ziemia zwrócił uwagę także na ekologiczne skutki marnowania żywności. Marnując jedzenie, zwiększamy ilość śmieci - ponad 25 proc. wyrzucanej żywności jest w opakowaniu. "Możemy oszacować, że w tym roku blisko 4 mln ton żywności zmarnujemy i wyrzucimy na śmieci, to tak jakbyśmy trzykrotnie zapełnili jedzeniem planowany Stadion Narodowy w Warszawie" - mówił.
Wyrzucanie jedzenia nie pozostaje bez wpływu na klimat - około 20 proc. produkcji gazów cieplarnianych wiąże się z produkcją, przetwarzaniem, transportem i przechowywaniem żywności. "Metan pochodzący z gnijącej żywności jest nawet 20-krotnie groźniejszym gazem cieplarnianym niż dwutlenek węgla" - podkreślił Dobrowolski.
Marnowanie żywności to także marnowanie wody (kilogram wyrzuconej wołowiny oznacza zmarnowanie 50 tys. litrów wody użytych na jej wyprodukowanie) i energii zużytej w procesie produkcyjnym, podczas przechowywania, transportu czy przyrządzania.
"Planowanie zakupów na cały tydzień, mrożenie i wykorzystywanie tego, co zostaje, pozwalają w znacznym stopniu ograniczyć marnowanie. Jest wiele możliwości spożytkowania nadmiaru jedzenia. Kuchnia to nie apteka, można zmieniać receptury i eksperymentować, wykorzystując to, co akurat mamy w lodówce" - zachęcał Jakub Kuroń, syn Macieja Kuronia, który wraz z bratem Janem wspiera kampanię.
W ramach kampanii powstała strona www.niemarnuje.pl. Jak zapewnił Jan Kuroń, znajdą się tam nie tylko interesujące przepisy, ale również "sztuczki i patenty", jak racjonalnie wykorzystywać żywność i jak przygotować potrawy, by niczego nie zmarnować. Na stronie można dowiedzieć się także, jak planować zakupy, porcje posiłków i jak prawidłowo przechowywać żywność.
Borowski przypomniał, że od tego roku weszła w życie nowelizacja ustawy o podatku od towarów i usług, która zwalnia przedsiębiorców przekazujących żywność organizacjom pożytku publicznego z konieczności odprowadzenia VAT od takiej darowizny.
"Nowelizacja tej ustawy to wielki krok do przodu w kierunku zapobiegania marnowaniu żywności. Same zmiany prawne to jednak nie wszystko, teraz potrzeba przede wszystkim zmian w postawach i przyzwyczajeniach, dlatego trzeba mówić o negatywnych skutkach marnowania żywności oraz o plusach wynikających z umiejętności zarządzania żywnością" - podkreślił Borowski.
Federacja Polskich Banków Żywności powstała w 1997 r., zrzesza 22 Banki Żywności, których misją jest zwalczanie niedożywienia i przeciwdziałanie marnotrawieniu jedzenia. Prowadzi m.in. akcję "Podziel się posiłkiem" na rzecz walki z niedożywieniem dzieci.
Idea Banków Żywności zrodziła się w latach 60. XX wieku w USA z potrzeby zagospodarowania nadwyżek wyrobów spożywczych. W Europie pierwsze Banki Żywności powstały w latach 80. Pierwszy Bank Żywności w Polsce powstał w 1993 r. z inicjatywy Jacka Kuronia przy fundacji "Pomoc Społeczna SOS".
UOKIK ostrzega konsumentów przed pułapkami promocyjnymi zastawianymi przez sklepy
portalspozywczy
04-04-2009, 09:42
Święta to zwykle czas „zakupowej gorączki" i wielu, z pozoru atrakcyjnych, promocji. Ale to także okres nieprzemyślanych i podejmowanych pod presją czasu decyzji. W związku ze zbliżającymi się Świętami Wielkanocnymi, UOKiK radzi, jak kupować rozsądnie.
Tuż przed świętami sklepy kuszą obniżkami cen i ofertami z kolorowych gazetek promocyjnych. „Super cena", „Drugi produkt gratis", „Teraz jeszcze taniej" - takie hasła z pewnością zachęcają do kupowania. Kto bowiem nie chciałby mieć dwóch rzeczy w cenie jednej? Uważajmy jednak, bo przedświąteczne zakupy mogą być dla wielu z nas przykrym rozczarowaniem.
Ostatnia kontrola Inspekcji Handlowej, przeprowadzona na zlecenie UOKiK, objęła 165 placówek należących do dużych sieci handlowych. Zastrzeżenia wzbudziło 29,8 proc. zbadanych towarów - o 6,3 proc. więcej niż rok wcześniej.
Robiąc przedświąteczne zakupy zwróćmy też uwagę na cenę produktu. Jak się okazało, najwięcej zastrzeżeń inspektorów dotyczyło niewłaściwego ich prezentowania - aż przy 20,9 proc. skontrolowanych produktów nie została umieszczona cena sprzed promocji lub za jednostkę miary (np. metr, kilogram, litr). Na wywieszce przy płynie do mycia naczyń o pojemności 1500 ml plus 500 ml „gratis" podano cenę 2,19 zł za litr. Okazało się, że po przeliczeniu faktycznie wynosiła ona 3,29 za litr.
Od kilku groszy do nawet 100 zł wynosiły różnice w cenach wyrobów z dołączonymi gratisami niż tych samych produktów bez „darmowych" dodatków. Na przykład zestaw składający się z kuchenki mikrofalowej (gratis) oraz pralki oferowano w cenie promocyjnej 1 699 zł. Jak się okazało, taka sama pralka bez gratisu kosztowała 1 599 zł. Nieprawidłowości w tym zakresie stwierdzono w przypadku 8,25 proc. skontrolowanych wyrobów - 6,55 proc. mniej niż przed rokiem.
7,6 proc. nieprawidłowości dotyczyło różnic między informacjami podawanymi w ulotce reklamowej a ceną obowiązującą przed promocją - to o 2 proc. mniej niż podczas poprzedniej kontroli. Zdarzały się także przypadki, w których cena promocyjna była równa cenie sprzed promocji, nigdy nie obowiązywała lub obowiązywała tuż przed promocją. Przykładem jest bluzka damska, która oferowana była w takiej samej cenie, jak przed promocją, czyli za 59,50 zł, natomiast w gazetce kosztowała aż 85 zł.
Święta to niewątpliwie wzmożony okres kupowania artykułów spożywczych. Wkładając do koszyka mleko, przetwory mleczne, czy jaja zwróćmy szczególną uwagę na ich oznakowanie i ceny. Jak pokazują najnowsze wyniki kontroli tych produktów przez Inspekcję Handlową, większość opakowań nie zawierała informacji o liczbie zapakowanych jaj oraz o ich klasie jakości. Deklarowanie wyższej, a więc i droższej klasy wagowej jaj to problem stwierdzony w 27,8 proc. skontrolowanych placówkach. Ponadto problemem jest oferowanie innego produktu, niż wynikało to z jego nazwy.
Pochłonięci świątecznymi zakupami, pamiętajmy o tym, że nieświeżą żywność można reklamować - zawsze u sprzedawcy. Trzeba to zrobić niezwłocznie po stwierdzeniu nieprawidłowości. W przypadku produktów spożywczych obowiązują szczególne przepisy - żywność paczkowaną można reklamować w terminie 3 dni od chwili otwarcia, natomiast produkty spożywcze sprzedawane luzem - 3 dni od momentu zakupu.
Kupując żywność, zwróćmy szczególną uwagę na:
Po pierwsze - produkty oferowane w świątecznej promocji często mają krótkie terminy ważności. Dlatego sprawdźmy datę minimalnej trwałości lub termin przydatności do spożycia - pierwsze oznaczenie dotyczy okresu, do którego prawidłowo przechowywany lub transportowany produkt spożywczy zachowuje wszystkie swoje właściwości. Na produktach znajdziemy więc napis: „najlepiej spożyć przed ...". Natomiast termin przydatności do spożycia określa się wyrażeniem „należy spożyć do ..." i oznacza on, że po danym dniu produkt nie nadaje się do spożycia. Znajdziemy go na nietrwałych i łatwo psujących się artykułach spożywczych, np. produktach mięsnych, sałatkach czy nabiale;
Po drugie - umieszczone na opakowaniu informacje nie mogą wprowadzać w błąd, dlatego przykładowo na kartonie powinniśmy znaleźć jasną informację, czy kupujemy „napój" czy też „sok", a może „nektar". Mają one zupełnie inny skład, charakterystykę i trwałość;
Po trzecie - w dochodzeniu praw pomogą nam dowody zakupu - najlepiej paragony, które na nasze żądanie powinien wydawać nie tylko sprzedawca w sklepie, ale również handlujący na targowisku czy bazarze;
Po czwarte - jeśli produkt nie ma wad, a jedynie po dłuższym zastanowieniu okazało się, że nie będzie nam potrzebny, to tylko od dobrej woli sprzedawcy zależy, czy przyjmie go z powrotem i zwróci nam pieniądze;
04-04-2009, 09:42
Święta to zwykle czas „zakupowej gorączki" i wielu, z pozoru atrakcyjnych, promocji. Ale to także okres nieprzemyślanych i podejmowanych pod presją czasu decyzji. W związku ze zbliżającymi się Świętami Wielkanocnymi, UOKiK radzi, jak kupować rozsądnie.
Tuż przed świętami sklepy kuszą obniżkami cen i ofertami z kolorowych gazetek promocyjnych. „Super cena", „Drugi produkt gratis", „Teraz jeszcze taniej" - takie hasła z pewnością zachęcają do kupowania. Kto bowiem nie chciałby mieć dwóch rzeczy w cenie jednej? Uważajmy jednak, bo przedświąteczne zakupy mogą być dla wielu z nas przykrym rozczarowaniem.
Ostatnia kontrola Inspekcji Handlowej, przeprowadzona na zlecenie UOKiK, objęła 165 placówek należących do dużych sieci handlowych. Zastrzeżenia wzbudziło 29,8 proc. zbadanych towarów - o 6,3 proc. więcej niż rok wcześniej.
Robiąc przedświąteczne zakupy zwróćmy też uwagę na cenę produktu. Jak się okazało, najwięcej zastrzeżeń inspektorów dotyczyło niewłaściwego ich prezentowania - aż przy 20,9 proc. skontrolowanych produktów nie została umieszczona cena sprzed promocji lub za jednostkę miary (np. metr, kilogram, litr). Na wywieszce przy płynie do mycia naczyń o pojemności 1500 ml plus 500 ml „gratis" podano cenę 2,19 zł za litr. Okazało się, że po przeliczeniu faktycznie wynosiła ona 3,29 za litr.
Od kilku groszy do nawet 100 zł wynosiły różnice w cenach wyrobów z dołączonymi gratisami niż tych samych produktów bez „darmowych" dodatków. Na przykład zestaw składający się z kuchenki mikrofalowej (gratis) oraz pralki oferowano w cenie promocyjnej 1 699 zł. Jak się okazało, taka sama pralka bez gratisu kosztowała 1 599 zł. Nieprawidłowości w tym zakresie stwierdzono w przypadku 8,25 proc. skontrolowanych wyrobów - 6,55 proc. mniej niż przed rokiem.
7,6 proc. nieprawidłowości dotyczyło różnic między informacjami podawanymi w ulotce reklamowej a ceną obowiązującą przed promocją - to o 2 proc. mniej niż podczas poprzedniej kontroli. Zdarzały się także przypadki, w których cena promocyjna była równa cenie sprzed promocji, nigdy nie obowiązywała lub obowiązywała tuż przed promocją. Przykładem jest bluzka damska, która oferowana była w takiej samej cenie, jak przed promocją, czyli za 59,50 zł, natomiast w gazetce kosztowała aż 85 zł.
Święta to niewątpliwie wzmożony okres kupowania artykułów spożywczych. Wkładając do koszyka mleko, przetwory mleczne, czy jaja zwróćmy szczególną uwagę na ich oznakowanie i ceny. Jak pokazują najnowsze wyniki kontroli tych produktów przez Inspekcję Handlową, większość opakowań nie zawierała informacji o liczbie zapakowanych jaj oraz o ich klasie jakości. Deklarowanie wyższej, a więc i droższej klasy wagowej jaj to problem stwierdzony w 27,8 proc. skontrolowanych placówkach. Ponadto problemem jest oferowanie innego produktu, niż wynikało to z jego nazwy.
Pochłonięci świątecznymi zakupami, pamiętajmy o tym, że nieświeżą żywność można reklamować - zawsze u sprzedawcy. Trzeba to zrobić niezwłocznie po stwierdzeniu nieprawidłowości. W przypadku produktów spożywczych obowiązują szczególne przepisy - żywność paczkowaną można reklamować w terminie 3 dni od chwili otwarcia, natomiast produkty spożywcze sprzedawane luzem - 3 dni od momentu zakupu.
Kupując żywność, zwróćmy szczególną uwagę na:
Po pierwsze - produkty oferowane w świątecznej promocji często mają krótkie terminy ważności. Dlatego sprawdźmy datę minimalnej trwałości lub termin przydatności do spożycia - pierwsze oznaczenie dotyczy okresu, do którego prawidłowo przechowywany lub transportowany produkt spożywczy zachowuje wszystkie swoje właściwości. Na produktach znajdziemy więc napis: „najlepiej spożyć przed ...". Natomiast termin przydatności do spożycia określa się wyrażeniem „należy spożyć do ..." i oznacza on, że po danym dniu produkt nie nadaje się do spożycia. Znajdziemy go na nietrwałych i łatwo psujących się artykułach spożywczych, np. produktach mięsnych, sałatkach czy nabiale;
Po drugie - umieszczone na opakowaniu informacje nie mogą wprowadzać w błąd, dlatego przykładowo na kartonie powinniśmy znaleźć jasną informację, czy kupujemy „napój" czy też „sok", a może „nektar". Mają one zupełnie inny skład, charakterystykę i trwałość;
Po trzecie - w dochodzeniu praw pomogą nam dowody zakupu - najlepiej paragony, które na nasze żądanie powinien wydawać nie tylko sprzedawca w sklepie, ale również handlujący na targowisku czy bazarze;
Po czwarte - jeśli produkt nie ma wad, a jedynie po dłuższym zastanowieniu okazało się, że nie będzie nam potrzebny, to tylko od dobrej woli sprzedawcy zależy, czy przyjmie go z powrotem i zwróci nam pieniądze;
3.4.09
Hot dog a nie schabowy najpopularniejszym daniem w lokalach gastronomicznych
Adam Domagała, portalspożywczy.pl
31-03-2009, 21:07
Okazuje się, że nie. - Z racji rozwoju systemów sprzedaży w sklepach, przy stacjach paliw i innych tego typu punktach najczęściej jedzonym w Polsce posiłkiem jest hot dog - mówi Leszek Jurczak, menadżer ds. klientów HoReCa sieci handlu hurtowego Makro Cash & Carry.
Klejnym mitem, który obala menadżer ds. klientów HoReCa Makro dotyczy sprzedaży świeżych ryb. Według powszechnej opinii najwięcej świeżych ryb sprzedaje się nad morzem w sezonie letnim. Jednak według analizy rynku gastronomicznego przeprowadzonej przez sieć Makro najwyższą konsumpcję świeżych ryb odnotowuje się w dużych miastach poza terenem polskiego Wybrzeża.
31-03-2009, 21:07
Okazuje się, że nie. - Z racji rozwoju systemów sprzedaży w sklepach, przy stacjach paliw i innych tego typu punktach najczęściej jedzonym w Polsce posiłkiem jest hot dog - mówi Leszek Jurczak, menadżer ds. klientów HoReCa sieci handlu hurtowego Makro Cash & Carry.
Klejnym mitem, który obala menadżer ds. klientów HoReCa Makro dotyczy sprzedaży świeżych ryb. Według powszechnej opinii najwięcej świeżych ryb sprzedaje się nad morzem w sezonie letnim. Jednak według analizy rynku gastronomicznego przeprowadzonej przez sieć Makro najwyższą konsumpcję świeżych ryb odnotowuje się w dużych miastach poza terenem polskiego Wybrzeża.
Wartość zafałszowanej żywności na polskim rynku sięga prawie 50 mld zł
Łukasz Stępniak, portalspożywczy.pl
02-04-2009, 14:46
Według IJHARS nawet 35 proc. trafiających na polski rynek produktów spożywczych jest zafałszowana. Ich wartość sięga prawie 50 mld zł.
Nieprawidłowości dotyczą nie tylko parametrów fizyko-chemicznych czyli np. składu surowcowego towaru, ale także niewłaściwego oznakowana produktów, które może wprowadzić kupującego w błąd.
- Gdybyśmy wzięli pod uwagę tylko parametry fizyko-chemiczne (bez znakowania) to przeciętnie w skali roku, we wszystkich grupach produktów, które bada IJHARS, od 10 do 15 proc. partii jest zafałszowana - mówi Stanisław Kowalczyk, główny inspektor z Głównego Inspektoratu Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych.
- Jeżeli dodamy do tego nieprawidłowości związane ze znakowaniem produktów to odsetek zafałszowań sięgnie nawet 35 proc. - dodaje.Według danych GUS, w 2008 r. produkcja artykułów spożywczych i napojów osiągnęła w Polsce wartość ponad 145,3 mld zł. A to oznacza, że każdego roku na rynku pojawia się zafałszowana żywność o wartości ok. 50 mld zł.Z kontroli, które są prowadzone przez Główny Inspektorat i jego wojewódzkie oddziały wynika, że praktyczne nie ma takich grup towarów, w których nie pojawiałby się nieprawidłowości. - Oczywiście, w jednej grupie produktowej zafałszowań jest więcej, a w innej mniej, ale występują one praktycznie we wszystkich - wyjaśnia Stanisław Kowalczyk. - Wyjątkowo dużą liczbę nieprawidłowości wykrywamy, np. w branży mięsnej i mleczarskiej, a najmniej zafałszowań przypadku oliwy z oliwek - dodaje.Na szczęście nie wszyscy producenci fałszują żywność. - Wiele stowarzyszeń branżowych i firm wspierało nowelizację ustawy o jakości artykułów rolno-spożywczych, która ma wyeliminować fałszerzy. To pokazuje, że są oni świadomi tego jak ważna jest jakości i marka - zaznacza główny inspektor.Fałszowanie żywności nie jest tylko domeną polskich firm, ale ma miejsce na całym świecie, co świetnie pokazuje przykład Włoch. - Tamtejsi producenci szacują, że obrót fałszowaną włoską żywnością tradycyjną i regionalną (z zastrzeżonymi znakami), sięga na świecie 50 mld euro. I to tylko z tytułu podrobionych znaków towarowych - zauważa Stanisław Kowalczyk.
Według głównego inspektora podstawowym czynnikiem fałszowania jest ekonomia. - Jeżeli przeanalizujemy podstawowe przykłady zafałszowań to w zdecydowanej większości przypadków surowiec droższy jest zastępowany tańszym - mówi Kowalczyk.
Dobrym przykładem jest mięso, gdzie lepszy jakościowo surowiec jest zastępowany gorszym mięsem, a nawet tłuszczem, tkanką łączną, ścięgnami a nawet wodą. W branży mleczarskiej tłuszcz mleczny np. w "maśle" jest zastępowany olejami roślinnymi np. bardzo tanim olejem palmowym. To właśnie po to producenci wprowadzili na rynek miksy tłuszczowe, chodzi o zalegalizowanie fałszerstwa.Doskonałym przykładem jest przypadek jednego z rodzimych producentów przetworów rybnych. Kontrola wykazała, że firma w ciągu roku jest w stanie zaoszczędzić na fałszowaniu tylko jednego produktu 5 ton ryby. Wystarczyło, że ryby w danym produkcie np. sałatce było trochę mniej niż być powinno. Warto dodać, że firma ma w swojej ofercie kilkadziesiąt wyrobów.Według głównego inspektora procederowi fałszowania żywności będzie sprzyjał kryzys. - Generalnie sytuacja kryzysowa powoduje, że jakość żywności spada. Kryzys oznacza, że konsumenci mają niższe przychody, a jeżeli tak to będą mniej wydawać na żywność i poszukiwać tańszych produktów. Jeżeli będą więc poszukiwać tańszej żywności, to jest to niejako motor do fałszowania żywności ponieważ firmy będą musiały produkować ją bardzo tanio, aby wygrać z konkurencją i przekonać konsumenta do jej kupna - podsumowuje Stanisław Kowalczyk
02-04-2009, 14:46
Według IJHARS nawet 35 proc. trafiających na polski rynek produktów spożywczych jest zafałszowana. Ich wartość sięga prawie 50 mld zł.
Nieprawidłowości dotyczą nie tylko parametrów fizyko-chemicznych czyli np. składu surowcowego towaru, ale także niewłaściwego oznakowana produktów, które może wprowadzić kupującego w błąd.
- Gdybyśmy wzięli pod uwagę tylko parametry fizyko-chemiczne (bez znakowania) to przeciętnie w skali roku, we wszystkich grupach produktów, które bada IJHARS, od 10 do 15 proc. partii jest zafałszowana - mówi Stanisław Kowalczyk, główny inspektor z Głównego Inspektoratu Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych.
- Jeżeli dodamy do tego nieprawidłowości związane ze znakowaniem produktów to odsetek zafałszowań sięgnie nawet 35 proc. - dodaje.Według danych GUS, w 2008 r. produkcja artykułów spożywczych i napojów osiągnęła w Polsce wartość ponad 145,3 mld zł. A to oznacza, że każdego roku na rynku pojawia się zafałszowana żywność o wartości ok. 50 mld zł.Z kontroli, które są prowadzone przez Główny Inspektorat i jego wojewódzkie oddziały wynika, że praktyczne nie ma takich grup towarów, w których nie pojawiałby się nieprawidłowości. - Oczywiście, w jednej grupie produktowej zafałszowań jest więcej, a w innej mniej, ale występują one praktycznie we wszystkich - wyjaśnia Stanisław Kowalczyk. - Wyjątkowo dużą liczbę nieprawidłowości wykrywamy, np. w branży mięsnej i mleczarskiej, a najmniej zafałszowań przypadku oliwy z oliwek - dodaje.Na szczęście nie wszyscy producenci fałszują żywność. - Wiele stowarzyszeń branżowych i firm wspierało nowelizację ustawy o jakości artykułów rolno-spożywczych, która ma wyeliminować fałszerzy. To pokazuje, że są oni świadomi tego jak ważna jest jakości i marka - zaznacza główny inspektor.Fałszowanie żywności nie jest tylko domeną polskich firm, ale ma miejsce na całym świecie, co świetnie pokazuje przykład Włoch. - Tamtejsi producenci szacują, że obrót fałszowaną włoską żywnością tradycyjną i regionalną (z zastrzeżonymi znakami), sięga na świecie 50 mld euro. I to tylko z tytułu podrobionych znaków towarowych - zauważa Stanisław Kowalczyk.
Według głównego inspektora podstawowym czynnikiem fałszowania jest ekonomia. - Jeżeli przeanalizujemy podstawowe przykłady zafałszowań to w zdecydowanej większości przypadków surowiec droższy jest zastępowany tańszym - mówi Kowalczyk.
Dobrym przykładem jest mięso, gdzie lepszy jakościowo surowiec jest zastępowany gorszym mięsem, a nawet tłuszczem, tkanką łączną, ścięgnami a nawet wodą. W branży mleczarskiej tłuszcz mleczny np. w "maśle" jest zastępowany olejami roślinnymi np. bardzo tanim olejem palmowym. To właśnie po to producenci wprowadzili na rynek miksy tłuszczowe, chodzi o zalegalizowanie fałszerstwa.Doskonałym przykładem jest przypadek jednego z rodzimych producentów przetworów rybnych. Kontrola wykazała, że firma w ciągu roku jest w stanie zaoszczędzić na fałszowaniu tylko jednego produktu 5 ton ryby. Wystarczyło, że ryby w danym produkcie np. sałatce było trochę mniej niż być powinno. Warto dodać, że firma ma w swojej ofercie kilkadziesiąt wyrobów.Według głównego inspektora procederowi fałszowania żywności będzie sprzyjał kryzys. - Generalnie sytuacja kryzysowa powoduje, że jakość żywności spada. Kryzys oznacza, że konsumenci mają niższe przychody, a jeżeli tak to będą mniej wydawać na żywność i poszukiwać tańszych produktów. Jeżeli będą więc poszukiwać tańszej żywności, to jest to niejako motor do fałszowania żywności ponieważ firmy będą musiały produkować ją bardzo tanio, aby wygrać z konkurencją i przekonać konsumenta do jej kupna - podsumowuje Stanisław Kowalczyk
Subskrybuj:
Posty (Atom)