27.4.09

Restauracje proponują klientom "Płaćcie ile chcecie"

PAP
24-04-2009, 11:59
Aby ratować dotknięte kryzysem francuskie restauracje, ich właściciele coraz częściej proponują klientom negocjowanie ceny serwowanych dań w myśl zasady: "Płać, ile chcesz" - pisze w piątek dziennik "Le Parisien".
Jak donosi gazeta, w dobie kryzysu restauratorzy chwytają się różnych pomysłów, by nie stracić klientów. Część z nich, jak sieć kafejek przy supermarketach "Casino", proponuje dzieciom, które przychodzą z rodzicami, darmowe antykryzysowe menu w okresie ferii szkolnych.
Innym coraz bardziej popularnym pomysłem jest zapożyczona z Anglii formuła "Pay what you want" ("Płać, ile chcesz"). Po cenowych negocjacjach z obsługą ceny posiłków mogą spaść nawet o połowę. Tak jest w wymienionych przez "Le Parisien" restauracjach w Marsylii czy Bordeaux, gdzie cena menu obiadowego z deserem w zwykłej cenie 16 euro spada średnio do 8 euro.
Podobny pomysł negocjacji ceny z potencjalnymi nabywcami wprowadzają handlowcy różnych branż. Internetowy sklep odzieżowy Brandalley wystawił po raz pierwszy na aukcyjną sprzedaż 10 tysięcy sztuk markowej odzieży za minimalną cenę 1 euro. Także biura podróży i parki rozrywki, jak paryski Eurodisneyland czy Park Asteriksa, oferują darmowy wstęp, zakwaterowanie lub nawet bilety lotnicze dla dzieci podróżujących w towarzystwie rodziców.

Pocałuj mnie, a powiem kim jesteś…

KS, miamiherald.com
26.04.2009 09:51
Za oknami cudowne słońce. Najwyższa pora na wiosenne tematy. Na przykład - pocałunek. Ten Rodina, pocałunek śmierci, pocałunek Judasza – tak wiele konotacji i symboliki związanej z tym prostym ludzkim aktem. A co na temat pocałunku twierdzą naukowcy?
Nauka, jak zwykle, rozkłada proste czynności na części pierwsze. Jak donosi „The Miami Herald”, bazując na opiniach psychologów ewolucyjnych, całowanie nie jest tylko przyjemnością samą w sobie, ale służy również pewnemu celowi. Według naukowców, pocałunek pomaga w wyborze właściwego partnera. Dzięki fizycznej bliskości towarzyszącej pocałunkowi mamy dostęp do wielu informacji (zapach, dotyk) niedostępnych w zwykłych kontaktach.

Zdaniem amerykańskich uczonych, w chwili pocałunku aktywują się wrodzone mechanizmy pomagające określić „zdrowie, status reprodukcyjny oraz genetyczną kompatybilność” drugiej osoby. Duża część kory mózgowej odpowiedzialna jest za odbieranie i analizowanie bodźców właśnie z okolic ust, policzków, języka i nosa (5 z 12 nerwów czaszkowych przekazuje informację z okolic ust).

Dlatego, z ewolucyjnego punktu widzenia, pocałunek jest formą autoreklamy. Potwierdzają to badania wśród studentów, które wykazały, iż 59% mężczyzn oraz 66% kobiet przynajmniej raz miało do czynienia z osobą atrakcyjną, która po pierwszym pocałunku przestała ich interesować.

Oto kilka interesujących faktów na temat całowania:

• Około 60%osób, zarówno mężczyzn i kobiet, przechyla głowę w prawą stronę i to niezależnie od tego, czy ktoś jest prawo- czy lewo-ręczny.
• Oprócz ludzi tylko szympansy włączyły całowanie w swój repertuar zachowań międzyosobniczych. Ponadto całusy są używane do załagodzenia konfliktów
• Jeśli chodzi o konflikty i rasę ludzką, to mężczyźni, w przeciwieństwie do kobiet, uważają całowanie za bardzo dobry sposób na zakończenie sporów.
• Hormony i neuroprzekaźniki, które dochodzą do głosu w trakcie całowanie to adrenalina, endorfiny, oksytocyna, serotonina i dopomina. Reakcje zachodzące w organizmie przyspieszają one pracę serca, poszerzają naczynia krwionośne, sprawiają, iż zwiększa się dopływ tlenu. Całowanie obniża również poziom kortyzolu, czyli redukuje stres. Jednak badania laboratoryjne wykazują, iż poziom oksytocyny (odpowiedzialnej za tworzenie więzi między partnerami) wzrasta wśród mężczyzn, ale znacznie obniża się u kobiet. Prawdopodobnie potrzebują one bardziej romantycznych warunków niż może to zapewnić laboratorium.
• Nauka o całowaniu nosi nazwę filematologii, więc zdanie „W czasach studenckich dużo czasu poświęciłem filematologii” kryje przyjemną treść, a z pewnością zabrzmi poważnie.

18.4.09

First Thing: Kill All the Boomers

4/14/2009 4:41:51 PM
by Bennett Gordon
Tags: Politics, Baby Boomers, This Magazine, generations
The Baby Boomers were never bestowed the honor of being named the “Greatest Generation.” They got to witness the beginnings of the tech revolution, only to realize that an 11-year-old kid could do more with a computer than they would ever be able to. Now, in what should be their golden years, they’re being attacked.
Writing for This Magazine, RM Vaughan takes a shot at the increasingly helpless Baby Boomers. He writes:
While I don't condone violence, I can condone a reasonable, humane culling of the aging herd. They don't have to actually die, just virtually pass away. And here's how: if you are a boomer, stop. Just stop. Stop working, stop acquiring, stop micro-managing your (and my) universe, stop sucking the life out of popular culture, stop going outdoors in those ghastly Crocs and Tilley Endurable hats, and, please, stop talking about how you're eventually going to stop and, instead, stop. Now.
A similar point was made by Joseph Hart in the September-October issue of Utne Reader, when he wrote:
They promised a revolution and boy did they deliver. Safety net: shredded. Social Security: squandered. Liberalism: perished. Fairness: forgotten. Great Society: whatever. Do I even need to mention climate change? AIDS? The Monkees? So now they want to pass on their wisdom to the rest of us. Uh-huh.
Poor Boomers. They just can’t get no satisfaction.
Sources: This Magazine, Utne Reader
No country for old men
Baby boomers: drop the watercolours, back away slowly

RM Vaughan

In last spring's flimsy caper comedy Mad Money, an uneasy truth lingered beneath the slapstick thievery and rolling-in-greenbacks hijinks: the fabled baby boomers, now hitting their early 60s, have no idea how to deal with the diminishing returns of their impending senior citizenship. Pardon me if I gloat.

The film opens with Diane Keaton and Ted Danson, a greying upper-class couple with grown children, flitting around their vast, over-decorated home like panicked pelicans, wattles and all. Ted's character has lost his job, and Diane's has never worked. They contemplate getting jobs for which they are overqualified (or simply too self-important) to perform, but are so horrified by this prospect that when Diane finally does get a crappy job, her desperation and complete disbelief in her change of fortune leads her to go on a gluttonous crime spree.

Watching Mad Money, it occurred to me that, as a post-boomer, generation X-er, echo baby — choose your own term — I have performed many jobs "beneath" my education or class standing. And so has everybody I know.

In fact, I can't think of one person from my generation who has not spent at least half of his or her adult life gainfully underemployed — typically by boomers with a third, or less, of our education and credentials. For clarification, I am, according to most demographic standards, a near-boomer. I prefer the term "post-boomer," thank you, if the B-word must be used.

I was born in 1965, the year traditionally cited as the end of the post-WWII baby boom. But I have always considered this calendar system woefully imprecise. Boomers are a cultural phenomenon — as they like to tell us every single day — and not a demographic one.

A boomer is someone whose first "English Invasion" pop music crush was the Beatles. Mine was the Sex Pistols (and that's one hell of a telling gulf). A boomer fondly remembers his or her first colour television. A post-boomer remembers the day the cable was hooked up. Boomers were taken to Expo '67 to get their first taste of culture on a grand scale. Post-boomers were taken to ... well, nothing.

One of the first bitter lessons we postboomers learned about the adult world is that once a boomer has all the cake he or she wants (practically free university tuition, full universal health care, bountiful entry-level jobs with minimal qualifications, CUSO), they don't put the rest of the cake in the freezer for a future sweet tooth — they take a hammer to it and shove the mush down the garberator.

But now boomers are edging toward their golden years and you can see the fear steaming out of day spas and rumbling across golf courses like a charged purple haze.

Naturally, they've turned a timeless reality into a fresh business opportunity. Bookstores are packed with how-to-age books for boomers. The ever-resourceful Moses Znaimer has dubbed his own pre-walker days his "zoomer" years and created a magazine to sell the brand. Radio stations are converting to Age of Aquarius nap-time programming, and televisions are flooded with gardening and travel shows.

Sherry Cooper's bestselling The New Retirement: How It Will Change Our Future (the hubris of the boomers demands that everything they do be declared "new" — what next, The New Death?) attempts to counter boomer mortality anxiety with recipes for "wellness" management and, most important, investment profit maximization (one suspects the two goals are mutually inclusive).

According to sherrycooper.com, "boomers will redefine retirement with great energy and creativity, working well beyond age 65 and mostly by choice...healthy goal-driven boomers will seek purposeful leisure..." Am I the only person who finds that paragraph terrifying?

Working "well beyond age 65"? Swell. That's great news for the economy, transnational trade, all levels of government, the civil service, the CBC, academia, the arts (I could go on here, but it's too depressing). Seasons 30 to 40 of The Vinyl Café ought to be a riot.

And what exactly is this futuristic-sounding "purposeful leisure"? I read that quote to a fellow post-boomer artist, and he stopped cold, gulped, and said, "Oh God, now they're all going to be artists ... watercolours are back."

While I don't condone violence, I can condone a reasonable, humane culling of the aging herd. They don't have to actually die, just virtually pass away. And here's how: if you are a boomer, stop. Just stop. Stop working, stop acquiring, stop micro-managing your (and my) universe, stop sucking the life out of popular culture, stop going outdoors in those ghastly Crocs and Tilley Endurable hats, and, please, stop talking about how you're eventually going to stop and, instead, stop. Now.

You've had a good run, flower children, longer than anybody else's, but the bloom's off, it's last call at Alice's Café, time to relocate. I hear P.E.I. is nice, and it has a convenient bridge. The kind that locks at night.

THIS MAGAZINE. BECAUSE EVERYTHING IS POLITICAL
This Magazine is the leading alternative Canadian magazine of politics, pop culture, and the arts.
Tangled Up in ME
Joseph Hart Utne Reader
It's finally happening. In spite of the plastic surgery, the Viagra, the three-wheeled motorcycles -- the baby boomers are feeling old. As the Wonder Years fade to the Blunder Years, they're gazing deeply into the unflattering mirror. They're seeing wrinkles and gray hair. And they're saying, 'Hey, we're elders! Far out! Let's mentor someone!'
Forgive me if I don't camp overnight for tickets to that show.
Isn't it enough that we'll be the underpaid and uninsured chumps who'll wheel them to the 'bongo room' at the assisted-living facility? Do we have to listen to them drone on about their acid-drenched weekend at Woodstock, too?
This is the generation that exhorted us to never trust anyone older than 30 -- then grew up and proved the point by ushering in the long nightmare of social conservatism and permanent war that is our current reality. They promised a revolution and boy did they deliver. Safety net: shredded. Social Security: squandered. Liberalism: perished. Fairness: forgotten. Great Society: whatever. Do I even need to mention climate change? AIDS? The Monkees? So now they want to pass on their wisdom to the rest of us. Uh-huh.
OK, OK. I know I'm trading in gross generalizations here. I mean, some of my best friends are baby boomers. In fact, one of them just informed me that all alternative rock can be traced to Rubber Soul. (Really? Even Motorhead?)
I'm actually pretty invested in the notion of mentorship; I've always had a soft spot for geezers. I'm the afterthought child of pre-boomer parents, so I spent most of my childhood with a couple of taciturn members of the 'Silent Generation.' When they and their peers finally lurched out of their collective coma and began talking about the past, it was riveting.
My mother told me about her father's struggles to find a job during the Great Depression, and about the hobos who came to the back door to beg for food. She spoke about her work as a Dorothy Day-style Catholic, and how the dawn of World War II, while it ended the Depression, plunged us into conservatism after a long and hard-won battle over fairness and class consciousness. My dad told stories of stumbling into anti-aircraft nests hidden in the woods in Central Park, and about the rumors that Japanese subs were in the harbor off the coast of Long Island. He told me about his search for college, and how he was turned down by one school after another because they'd filled their quota of Jews.
These stories had value because they were remote from my experience and therefore became a measure of it. They opened up the history of my country and my people like a knife opens a vein. It's hard not to roll my eyes at the notion of boomers as mentors because their history is so pervasive. Is there a three-minute period of their collective experience that hasn't been made into an hour-long VH1 documentary? I have my own acid-drenched weekends to (blearily) recall, thank you very much.
I recently slogged through a puff piece on Paul McCartney in the New Yorker (a magazine, incidentally, that has been scrubbed free of its wit and style by, yup, baby boomers). McCartney is perhaps the quintessential boomer: a banal, modestly talented guy who's been elevated to genius status by an accident of demographics. But maybe, I thought, the New Yorker had managed to uncover some shred of wisdom from the 65-year-old musician. Alas. 'There was one guy who wrote 'Yesterday,' and I was him,' McCartney muses. 'You have to pinch yourself.'
Such misty-eyed sessions of 'those-were-the-days' tend to dominate the landscape of aging boomer culture, as does a sort of innocent grandiosity. Al Gore more or less claiming to have invented the Internet is just one item on a long list of willful superimpositions: The Beatles as if there were no Elvis; free love as if there were no Emma Goldman; utopian communes as if there were no American Transcendentalists; student movements as if there were no Latin America; LSD as if there were no laudanum.
Given this inability to put their personal experience in context, it's hard to see what boomers have to offer us in the way of mentorship. I think I speak for many when I suggest that as they become 'elders,' a higher road and more challenging practice would be for them to shut up and listen for a change.
Contributing editor Joseph Hart, 39, lives in Viroqua, Wisconsin, and is more of a hippie than he lets on.

John Hopkins study on cancer

AFTER YEARS OF TELLING PEOPLE CHEMOTHERAPY IS THE ONLY WAY
TO (TRY IS THE KEY WORD) AND ELIMINATE CANCER, JOHN HOPKINS
IS FINALLY STARTING TO TELL YOU THERE IS AN ALTERNATIVE WAY .

1. Every person has cancer cells in the body. These cancer
cells do not show up in the standard tests until they have
multiplied to a few billion. When doctors tell cancer
patients that there are no more cancer cells in their bodies
after treatment, it just means the tests are unable to
detect the cancer cells because they have not reached the
detectable size.

2. Cancer cells occur between 6 to more than 10 times in a
person's lifetime

3. When the person's immune system is strong the cancer
cells ill be destroyed and prevented from multiplying and
forming tumors.

4. When a person has cancer it indicates the person has
multiple nutritional deficiencies. These could be due to
genetic, environmental, food and lifestyle factors.

5. To overcome the multiple nutritional deficiencies,
changing diet and including supplements will strengthen the
immune system.

6. Chemotherapy involves poisoning the rapidly-growing
cancer cells and also destroys rapidly-growing healthy cells
in the bone marrow, gastro-intestinal tract etc, and can cause organ
damage, like liver, kidneys, heart, lungs etc.
7.. Radiation while destroying cancer cells also burns,
scars and damages healthy cells, tissues and organs.

8. Initial treatment with chemotherapy and radiation will
often reduce tumor size. However prolonged use of
chemotherapy and radiation do not result in more tumor
destruction.

9. When the body has too much toxic burden from
chemotherapy and radiation the immune system is either
compromised or destroyed, hence the person can succumb to
various kinds of infections and complications.

10. Chemotherapy and radiation can cause cancer cells to
mutate and become resistant and difficult to destroy.
Surgery can also cause cancer cells to spread to other
sites.

11. An effective way to battle cancer is to starve the
cancer cells by not feeding it with the foods it needs to
multiply.


CANCER CELLS FEED ON:

a. Sugar is a cancer-feeder. By cutting off sug
ar it cuts off one important food supply to the cancer cells. Sugar
substitutes like NutraSweet, Equal, Spoonful, etc are made
with Aspartame and it is harmful A better natural
substitute would be Manuka honey or molasses but only in
very small amounts. Table salt has a chemical added to make
it white in color. Better alternative is Bragg's aminos
or sea salt.

b. Milk causes the body to produce mucus, especially in the
gastro-intestinal tract. Cancer feeds on mucus. By cutting
off milk and substituting with unsweetened soya milk cancer
cells are being starved.

c. Cancer cells thrive in an acid environment. A meat-based
diet is acidic and it is best to eat fish, and a little
chicken rather than beef or pork. Meat also contains
livestock antibiotics, growth hormones and parasites, which
are all harmful, especially to people with cancer.

d. A diet made of 80% fresh vegetables and juice, whole
grains, seeds, nuts and a little fruits help put the body
into an alkaline environment. About 20% can be from cooked
food including beans. Fresh vegetable juices provide live
enzymes that are easily absorbed and reach down to cellular
levels within 15 minutes to nourish and enhance growth of
healthy cells. To obtain live enzymes for building healthy
cells20try and drink fresh vegetable juice (most vegetables
including bean sprouts) and eat some raw vegetables 2 or 3
times a day. Enzymes are destroyed at temperatures of 104
degrees F (40 degrees C).=0
D

e. Avoid coffee, tea, and chocolate, which have high
caffeine. Green tea is a better alternative and has
cancer-fighting properties. Water-best to drink purified
water, or filtered, to avoid known toxins and heavy metals
in tap water. Distilled water is acidic, avoid it.


12. Meat protein is difficult to digest and requires a lot
of digestive enzymes. Undigested meat remaining in the
intestines become putrefied and leads to more toxic buildup.

13. Cancer cell walls have a tough protein covering. By
refraining from or eating less meat it frees more enzymes to
attack the protein walls of cancer cells and allows the
body's killer cells to destroy the cancer cells.

14. Some supplements build up the immune system (IP6,
Flor-ssence, Essiac, anti-oxidants, vitamins, minerals, EFAs
etc.) to enable the bodies own killer cells to destroy
cancer cells. Other supplements like vitamin E are known to
cause apoptosis, or programmed cell death, the body's
normal method of disposing of damaged, unwanted, or unneeded
cells.

15. Cancer is a disease of the mind, body, and spirit. A
proactive and positive spirit will help the cancer warrior
be a survivor. Anger, unforgiveness and bitterness put the
body into a stressful and acidic environment
.. Learn to have
a loving and forgiving spirit. Learn to relax and enjoy
life.!

16. Cancer cells cannot thrive in an oxygenated
environment. Exercising daily and deep breathing help to
get more oxygen down to the cellular level. Oxygen therapy
is another means employed to destroy cancer cells.

1. No plastic containers in micro.

2. No water bottles in freezer.

3. No plastic wrap in microwave.

Johns Hopkins has recently sent this out in its
newsletters. This information is being circulated at
Walter Reed Army Medical Center as well.

Dioxin chemicals cause cancer, especially breast cancer.

Dioxins are highly poisonous to the cells of our bodies.

Don't freeze your plastic bottles with water in them as
this releases dioxins from the plastic.

Recently, Dr. Edward Fujimoto, Wellness Program Manager at
Castle Hospital , was on a TV program to explain this health
hazard. He talked about dioxins and how bad they are for us.
He said that we should not be heating our food in the
microwave using plastic containers.

This especially applies to foods that contain fat. He said
that the combination of fat, high heat, and plastics
releases dioxin into the food and ultimately into the cells
of the body. Instead, he recommends using glass, such as
Corning Ware, Pyrex or ceramic containers for heating
food. You get the same results, only without the dioxin. So
such things as TV dinners, instant ramen and20soups, etc.,
should be removed from the container and heated in something
else.

Paper isn't bad but you don't know what is in the
paper. It's just safer to use tempered glass, Corning
Ware, etc. Hereminded us that a while ago some of the fast
food restaurants moved away from the foam containers to
paper. The dioxin problem is one of the reasons.

Also, he pointed out that plastic wrap, such as Saran, is
just as dangerous when placed over foods to be cooked in the
microwave. As the food is nuked, the high heat causes
poisonous toxins to actually melt out of the plastic wrap
and drip into the food. Cover food with a paper towel
instead.

17.4.09

Jadalne kwiaty

Nim użyjemy kwiatów do sałaty lub ozdobienia dania, upewnijmy się , że rosły z dala od miasta i autostrad, są pozbawione sztucznych nawozów i środków ochrony roślin. Nie wszystkie kwiaty nadają się do jedzenia, niektóre mają właściwości toksyczne. Smak kwiatów jest wyraźny, koresponduje z ich zapachem. Najlepiej sprawdzają się w umiarkowanych ilościach, dodane do ozdoby.

kwiaty ozdobne: stokrotka, nagietek, rumianek, goździk ogrodowy, niecierpek, fiołek, aksamitek, nasturcja, bratek, róża, floks

kwiaty ziół: szczypior, rozmaryn, anyż, kolendra, bazylia, koper, czosnek, tymianek, oregano, mniszek lekarski, lawenda, lubczyk, ogórecznik, szałwia, mięta

kwiaty z drzew i krzewów: akacja, bez lilak, bez czarny, jabłoń, śliwka

kwiaty warzyw: cukinia, dynia, groszek zielony, fasolka szparagowa

14.4.09

Jemy za mało owoców ryb drobiu i przetworów mlecznych

PAP
13-04-2009, 11:52
Polacy jedzą zbyt dużo przetworów zbożowych, mięsa wieprzowego i cukru. Mało natomiast spożywamy mleka i jego przetworów, owoców, drobiu, ryb, olejów roślinnych, mięsa wołowego oraz roślin strączkowych - wynika z badań Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej.

Ze względu na sposób odżywiania mieszkańców, kraje europejskie można podzielić na 6 grup i 10 modeli konsumpcji.
Polska została zaliczona do jednej grupy z Węgrami, Słowacją, Czechami, Łotwą i Estonią.Nasz wzorzec konsumpcji został określony jako bałtycki.
Charakteryzuje się on m.in. dużym spożyciem ziemniaków i małym - produktów białkowych.
Według autorki badań, Marioli Kwasek z IERiGŻ, taki wzorzec świadczy o gorszej jakościowo diecie (uboższej w białko) w porównaniu ze "starymi" krajami UE.Wartość energetyczna żywności na jednego mieszkańca wynosi w Polsce dziennie średnio ponad 3000 kalorii, co oznacza nadkonsumpcję (dietetycy zalecają od 2200 do 2800 kalorii dziennie).
Zbyt dużo energii pochodzi z tłuszczów i cukru.Z badań wynika, że najmniej kalorycznie jedzą w Europie Słowacy i Bułgarzy, najwięcej kalorii pochłaniają obywatele Portugalii i Austrii.
Sposób odżywiania zależy oczywiście od lokalnych uwarunkowań, geograficznych i ekonomicznych, lecz ma także związek z rozwojem międzynarodowych sieci handlowych orazrestauracji typu fast food, a także modą na tzw. wygodną żywność, tj. półprodukty czy gotowe dania, jak np. zupy błyskawiczne. Znaczenie ma również rozwój turystyki oraz wszechobecne media. Regułą jest nadmierna konsumpcja w krajach wysokorozwiętnych. Zdaniem lekarzy, najkorzystniejsza dla zdrowia jest dieta śródziemnomorska, o czym świadczy średnia długość życia mieszkańców tego regionu. W Hiszpanii, we Włoszech i Francji kobiety żyją przeciętnie 84 lata; mężczyźni na Cyprze - 79 lat (w Polsce 73 lata). Zmiany sposobu odżywiania sprawiły jednak, że i w tym regionie rośnie ostatnio odsetek osób otyłych.
Badania zostały prowadzone na podstawie danych Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO).

11.4.09

Singapore Street Food

"IF YOU LOVE FOOD, THIS MIGHT BE THE BEST PLACE ON EARTH," said Anthony Bourdain, on his popular travel and food show No Reservations earlier this year.
No, Bourdain was not talking about France or Italy—he means Singapore, home to 3.5 million people and more than 40,000 street food vendors, called hawkers, serving an incredible mix of recipes that combine Singapore's ethnic heritage of Chinese, Malaysian, Indian and Indonesian.
"The cuisine is an amazing amalgam of influences—from the rich, elegantly spiced curries introduced to the country by travelers from the neighboring Indonesian islands of Java and Sumatra to the phenomenal stir-fries brought by its Chinese settlers. It is one of the world's most sophisticated and robustly flavored cuisines," explains James Oseland, author of the James Beard Award-winning Southeast Asian cookbook Cradle of Flavor.
The flavors of Singaporean food are robust and frequently spicy. The fare pairs Chinese cuisine with the spices of India—coriander, cumin, fennel, fenugreek, cloves, cinnamon and cardamom—and those of the Malay Peninsular—fresh root spices, herbs, aromatic fruit skins, galangal, lemongrass, ginger, turmeric, kaffir lime leaf, garlic and onions.
Hawker Favorites
Singapore is tiny, about the size of New York City, and owes its culinary traditions to another similarity—a rich history of immigration. In 1819, the British colonizers established Singapore as a port and within five years, the population grew from 150 to 10,000. Migrant workers from Malaysia, southern China, India and Indonesia flooded the island.
These immigrants gave rise to the Singaporean tradition of hawker food. When these men arrived looking for work—and leaving their wives back in their home countries—they depended on the street vendors that would visit work sites selling food. Over time, the recipes became uniquely Singaporean in taste—reflecting a blend of southern China (Hokkien, Teochew, Cantonese and Hainanes), southern India (Kerala, Tamil) and the native cuisine of the Malay Peninsular.
In modern Singapore, hawker food is central to the cuisine. It is inexpensive, authentic and can be eaten throughout the day for meals and snacks. It is sold in hawker centers and food courts, with names like Glutton Square. Each holds between 100 and 200 stalls, giving a sense of the variety and bounty available.
Although there's a seemingly endless array of hawker food, some dishes are clearly local obsessions. Laksa is one of these—a spicy noodle soup combining Malaysian and Chinese influences. It is most commonly made with rice noodles, shrimp and cockles, and flavored with coconut curry.
Hainanese Chicken Rice sounds simple—boiled chicken served with rice—but for Singaporeans, its preparation is a topic for endless conversation. It is accompanied by several condiments, including chile sauce, ginger and soy sauce.
Other favorites are: Singapore Chili Crab, whole hard shell crabs swimming in thick chile tomato gravy, and Satay (likely the most familiar of the popular dishes) with diced grilled meat laced through bamboo skewers and served with a spicy peanut sauce.
Traditional Singaporean Street Foods
Some popular dishes for authentic hawker food include:
BEEF RENDANG: Beef slowly cooked in coconut and spices such as lemongrass, ginger, garlic, chilies and turmeric
CHILI CRAB: Live crabs in a chile-spiked gravy
HAINANESE CHICKEN RICE: Poached chicken in fragrant rice cooked in chicken broth with ginger and garlic in a chile-lime sauce, ginger purée and a thick black soy sauce.
LASKA: Rice noodles covered in a gravy of coconut milk, spices, dried shrimp and chile, topped with prawns, cockles and sliced fishcake.
ROJAK: Means a "wild mix" in Malay; made with an assortment of fresh fruits and vegetables such as pineapple, cucumber, water spinach and green apple and shredded ginger bud. These are added to deep-fried soybean cakes and fried Chinese dough fritters.
SATAY: Sweet-spicy meat, barbecued over charcoal and served with a thick, sweet-hot peanut sauce and sliced cucumbers, onion and pressed rice cakes.

6.4.09

Słodzone napoje bardziej tuczą niż pokarmy

Chcąc zrzucić zbędne kilogramy na wiosnę należy pamiętać, że większe znaczenie od tego, co jemy może mieć to, co pijemy. Niewinny soczek lub koktajl może dostarczyć nam wielu niechcianych kalorii - dowodzą badania opublikowane na łamach "American Journal Of Clinical Nutrition".
Amerykańscy naukowcy z Johns Hopkins Bloomberg School of Public Health zbadali zależność między rodzajem spożywanych kalorii a utratą wagi. W badaniach wzięło udział 810 osób w wieku 25-79 lat. Liczba spożywanych przez badanych kalorii była regularnie kontrolowana podczas telefonicznych wywiadów, a ich wagę sprawdzano trzy razy: na początku badania oraz po upływie kolejno: 6 i 18 miesięcy.
Okazało się, że najlepsze rezultaty osiągnęły osoby, które znacznie ograniczyły spożycie słodzonych napojów. "Ograniczenie kalorii, zarówno tych spożywanych w płynach, jak i tych spożywanych w pokarmie, ma wpływ na utratę wagi. Jedak przeprowadzone przez nas badania wykazały, że to właśnie ograniczenie wysokokalorycznych napojów słodzonych cukrem przyniosło najlepsze efekty" - mówi kierujący badaniami dr n.med. Benjamin Caballero.
Więcej informacji: Johns Hopkins Bloomberg School of Public Health |

Najwięcej żywności marnują hipermarkety i sklepy

PAP
30-03-2009, 17:25
Zbyt duże zakupy, nieracjonalne gospodarowanie produktami spożywczymi sprawiają, że jedzenie trafia do śmietnika. W poniedziałek Banki Żywności rozpoczęły kampanię "Nie marnuj jedzenia. Wyrzuć do śmieci stare przyzwyczajenia".
"Marnowanie jedzenia to powszechne zjawisko na świecie. Jak pokazały badania przeprowadzone w Wielkiej Brytanii, Brytyjczycy wyrzucają co roku jedną trzecią kupionej żywności, co stanowi 6,7 mln ton produktów. Tymczasem człowiek w ciągu roku zjada ok. tony żywności. "Czyli tym, co się marnuje, można by wykarmić prawie 7 mln ludzi" - mówił na konferencji prasowej prezes Federacji Polskich Banków Żywności Marek Borowski.
Marnowanie żywności jest problemem również w Polsce. Podczas badań przeprowadzonych na zlecenie Federacji Polskich Banków Żywności przez instytut Millward Brown SMG KRC 79 proc. Polaków uznało, że dużo żywności w naszym kraju się marnuje, a 30 proc. przyznało, że zdarza im się wyrzucić pełnowartościowe jedzenie. Najczęściej wyrzucamy pieczywo (46 proc.), ziemniaki (41 proc.) i wędliny (31 proc.).

Zdaniem ankietowanych najwięcej żywności marnują hipermarkety i sklepy (45 proc.), a także konsumenci (32 proc.), restauracje (13 proc.) i producenci (8 proc.). Najczęstszymi przyczynami marnowania są zbyt duże zakupy (41 proc.), zła jakość produktu (29 proc.), przegapienie terminu przydatności (28 proc.) i niewłaściwe przechowywanie (27 proc.).

Ponad 2,5 mln Polaków żyje w skrajnym ubóstwie, a ponad 35 proc. nie może pozwolić sobie na posiłek zawierający mięso, drób albo ryby przynajmniej co drugi dzień. To jeden z najgorszych wskaźników w UE. Zdaniem Borowskiego racjonalne gospodarowanie żywnością mogłoby rozwiązać ten problem. "Gdyby właściwie wykorzystywać żywność, można by wyżywić wszystkich potrzebujących w Polsce" - przekonywał.

Dominik Dobrowolski z Fundacji Nasza Ziemia zwrócił uwagę także na ekologiczne skutki marnowania żywności. Marnując jedzenie, zwiększamy ilość śmieci - ponad 25 proc. wyrzucanej żywności jest w opakowaniu. "Możemy oszacować, że w tym roku blisko 4 mln ton żywności zmarnujemy i wyrzucimy na śmieci, to tak jakbyśmy trzykrotnie zapełnili jedzeniem planowany Stadion Narodowy w Warszawie" - mówił.

Wyrzucanie jedzenia nie pozostaje bez wpływu na klimat - około 20 proc. produkcji gazów cieplarnianych wiąże się z produkcją, przetwarzaniem, transportem i przechowywaniem żywności. "Metan pochodzący z gnijącej żywności jest nawet 20-krotnie groźniejszym gazem cieplarnianym niż dwutlenek węgla" - podkreślił Dobrowolski.

Marnowanie żywności to także marnowanie wody (kilogram wyrzuconej wołowiny oznacza zmarnowanie 50 tys. litrów wody użytych na jej wyprodukowanie) i energii zużytej w procesie produkcyjnym, podczas przechowywania, transportu czy przyrządzania.

"Planowanie zakupów na cały tydzień, mrożenie i wykorzystywanie tego, co zostaje, pozwalają w znacznym stopniu ograniczyć marnowanie. Jest wiele możliwości spożytkowania nadmiaru jedzenia. Kuchnia to nie apteka, można zmieniać receptury i eksperymentować, wykorzystując to, co akurat mamy w lodówce" - zachęcał Jakub Kuroń, syn Macieja Kuronia, który wraz z bratem Janem wspiera kampanię.

W ramach kampanii powstała strona www.niemarnuje.pl. Jak zapewnił Jan Kuroń, znajdą się tam nie tylko interesujące przepisy, ale również "sztuczki i patenty", jak racjonalnie wykorzystywać żywność i jak przygotować potrawy, by niczego nie zmarnować. Na stronie można dowiedzieć się także, jak planować zakupy, porcje posiłków i jak prawidłowo przechowywać żywność.

Borowski przypomniał, że od tego roku weszła w życie nowelizacja ustawy o podatku od towarów i usług, która zwalnia przedsiębiorców przekazujących żywność organizacjom pożytku publicznego z konieczności odprowadzenia VAT od takiej darowizny.

"Nowelizacja tej ustawy to wielki krok do przodu w kierunku zapobiegania marnowaniu żywności. Same zmiany prawne to jednak nie wszystko, teraz potrzeba przede wszystkim zmian w postawach i przyzwyczajeniach, dlatego trzeba mówić o negatywnych skutkach marnowania żywności oraz o plusach wynikających z umiejętności zarządzania żywnością" - podkreślił Borowski.

Federacja Polskich Banków Żywności powstała w 1997 r., zrzesza 22 Banki Żywności, których misją jest zwalczanie niedożywienia i przeciwdziałanie marnotrawieniu jedzenia. Prowadzi m.in. akcję "Podziel się posiłkiem" na rzecz walki z niedożywieniem dzieci.

Idea Banków Żywności zrodziła się w latach 60. XX wieku w USA z potrzeby zagospodarowania nadwyżek wyrobów spożywczych. W Europie pierwsze Banki Żywności powstały w latach 80. Pierwszy Bank Żywności w Polsce powstał w 1993 r. z inicjatywy Jacka Kuronia przy fundacji "Pomoc Społeczna SOS".

UOKIK ostrzega konsumentów przed pułapkami promocyjnymi zastawianymi przez sklepy

portalspozywczy
04-04-2009, 09:42
Święta to zwykle czas „zakupowej gorączki" i wielu, z pozoru atrakcyjnych, promocji. Ale to także okres nieprzemyślanych i podejmowanych pod presją czasu decyzji. W związku ze zbliżającymi się Świętami Wielkanocnymi, UOKiK radzi, jak kupować rozsądnie.
Tuż przed świętami sklepy kuszą obniżkami cen i ofertami z kolorowych gazetek promocyjnych. „Super cena", „Drugi produkt gratis", „Teraz jeszcze taniej" - takie hasła z pewnością zachęcają do kupowania. Kto bowiem nie chciałby mieć dwóch rzeczy w cenie jednej? Uważajmy jednak, bo przedświąteczne zakupy mogą być dla wielu z nas przykrym rozczarowaniem.

Ostatnia kontrola Inspekcji Handlowej, przeprowadzona na zlecenie UOKiK, objęła 165 placówek należących do dużych sieci handlowych. Zastrzeżenia wzbudziło 29,8 proc. zbadanych towarów - o 6,3 proc. więcej niż rok wcześniej.

Robiąc przedświąteczne zakupy zwróćmy też uwagę na cenę produktu. Jak się okazało, najwięcej zastrzeżeń inspektorów dotyczyło niewłaściwego ich prezentowania - aż przy 20,9 proc. skontrolowanych produktów nie została umieszczona cena sprzed promocji lub za jednostkę miary (np. metr, kilogram, litr). Na wywieszce przy płynie do mycia naczyń o pojemności 1500 ml plus 500 ml „gratis" podano cenę 2,19 zł za litr. Okazało się, że po przeliczeniu faktycznie wynosiła ona 3,29 za litr.

Od kilku groszy do nawet 100 zł wynosiły różnice w cenach wyrobów z dołączonymi gratisami niż tych samych produktów bez „darmowych" dodatków. Na przykład zestaw składający się z kuchenki mikrofalowej (gratis) oraz pralki oferowano w cenie promocyjnej 1 699 zł. Jak się okazało, taka sama pralka bez gratisu kosztowała 1 599 zł. Nieprawidłowości w tym zakresie stwierdzono w przypadku 8,25 proc. skontrolowanych wyrobów - 6,55 proc. mniej niż przed rokiem.

7,6 proc. nieprawidłowości dotyczyło różnic między informacjami podawanymi w ulotce reklamowej a ceną obowiązującą przed promocją - to o 2 proc. mniej niż podczas poprzedniej kontroli. Zdarzały się także przypadki, w których cena promocyjna była równa cenie sprzed promocji, nigdy nie obowiązywała lub obowiązywała tuż przed promocją. Przykładem jest bluzka damska, która oferowana była w takiej samej cenie, jak przed promocją, czyli za 59,50 zł, natomiast w gazetce kosztowała aż 85 zł.

Święta to niewątpliwie wzmożony okres kupowania artykułów spożywczych. Wkładając do koszyka mleko, przetwory mleczne, czy jaja zwróćmy szczególną uwagę na ich oznakowanie i ceny. Jak pokazują najnowsze wyniki kontroli tych produktów przez Inspekcję Handlową, większość opakowań nie zawierała informacji o liczbie zapakowanych jaj oraz o ich klasie jakości. Deklarowanie wyższej, a więc i droższej klasy wagowej jaj to problem stwierdzony w 27,8 proc. skontrolowanych placówkach. Ponadto problemem jest oferowanie innego produktu, niż wynikało to z jego nazwy.

Pochłonięci świątecznymi zakupami, pamiętajmy o tym, że nieświeżą żywność można reklamować - zawsze u sprzedawcy. Trzeba to zrobić niezwłocznie po stwierdzeniu nieprawidłowości. W przypadku produktów spożywczych obowiązują szczególne przepisy - żywność paczkowaną można reklamować w terminie 3 dni od chwili otwarcia, natomiast produkty spożywcze sprzedawane luzem - 3 dni od momentu zakupu.

Kupując żywność, zwróćmy szczególną uwagę na:

Po pierwsze - produkty oferowane w świątecznej promocji często mają krótkie terminy ważności. Dlatego sprawdźmy datę minimalnej trwałości lub termin przydatności do spożycia - pierwsze oznaczenie dotyczy okresu, do którego prawidłowo przechowywany lub transportowany produkt spożywczy zachowuje wszystkie swoje właściwości. Na produktach znajdziemy więc napis: „najlepiej spożyć przed ...". Natomiast termin przydatności do spożycia określa się wyrażeniem „należy spożyć do ..." i oznacza on, że po danym dniu produkt nie nadaje się do spożycia. Znajdziemy go na nietrwałych i łatwo psujących się artykułach spożywczych, np. produktach mięsnych, sałatkach czy nabiale;

Po drugie - umieszczone na opakowaniu informacje nie mogą wprowadzać w błąd, dlatego przykładowo na kartonie powinniśmy znaleźć jasną informację, czy kupujemy „napój" czy też „sok", a może „nektar". Mają one zupełnie inny skład, charakterystykę i trwałość;

Po trzecie - w dochodzeniu praw pomogą nam dowody zakupu - najlepiej paragony, które na nasze żądanie powinien wydawać nie tylko sprzedawca w sklepie, ale również handlujący na targowisku czy bazarze;

Po czwarte - jeśli produkt nie ma wad, a jedynie po dłuższym zastanowieniu okazało się, że nie będzie nam potrzebny, to tylko od dobrej woli sprzedawcy zależy, czy przyjmie go z powrotem i zwróci nam pieniądze;

3.4.09

Hot dog a nie schabowy najpopularniejszym daniem w lokalach gastronomicznych

Adam Domagała, portalspożywczy.pl
31-03-2009, 21:07
Okazuje się, że nie. - Z racji rozwoju systemów sprzedaży w sklepach, przy stacjach paliw i innych tego typu punktach najczęściej jedzonym w Polsce posiłkiem jest hot dog - mówi Leszek Jurczak, menadżer ds. klientów HoReCa sieci handlu hurtowego Makro Cash & Carry.
Klejnym mitem, który obala menadżer ds. klientów HoReCa Makro dotyczy sprzedaży świeżych ryb. Według powszechnej opinii najwięcej świeżych ryb sprzedaje się nad morzem w sezonie letnim. Jednak według analizy rynku gastronomicznego przeprowadzonej przez sieć Makro najwyższą konsumpcję świeżych ryb odnotowuje się w dużych miastach poza terenem polskiego Wybrzeża.

Wartość zafałszowanej żywności na polskim rynku sięga prawie 50 mld zł

Łukasz Stępniak, portalspożywczy.pl
02-04-2009, 14:46
Według IJHARS nawet 35 proc. trafiających na polski rynek produktów spożywczych jest zafałszowana. Ich wartość sięga prawie 50 mld zł.
Nieprawidłowości dotyczą nie tylko parametrów fizyko-chemicznych czyli np. składu surowcowego towaru, ale także niewłaściwego oznakowana produktów, które może wprowadzić kupującego w błąd.
- Gdybyśmy wzięli pod uwagę tylko parametry fizyko-chemiczne (bez znakowania) to przeciętnie w skali roku, we wszystkich grupach produktów, które bada IJHARS, od 10 do 15 proc. partii jest zafałszowana - mówi Stanisław Kowalczyk, główny inspektor z Głównego Inspektoratu Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych.
- Jeżeli dodamy do tego nieprawidłowości związane ze znakowaniem produktów to odsetek zafałszowań sięgnie nawet 35 proc. - dodaje.Według danych GUS, w 2008 r. produkcja artykułów spożywczych i napojów osiągnęła w Polsce wartość ponad 145,3 mld zł. A to oznacza, że każdego roku na rynku pojawia się zafałszowana żywność o wartości ok. 50 mld zł.Z kontroli, które są prowadzone przez Główny Inspektorat i jego wojewódzkie oddziały wynika, że praktyczne nie ma takich grup towarów, w których nie pojawiałby się nieprawidłowości. - Oczywiście, w jednej grupie produktowej zafałszowań jest więcej, a w innej mniej, ale występują one praktycznie we wszystkich - wyjaśnia Stanisław Kowalczyk. - Wyjątkowo dużą liczbę nieprawidłowości wykrywamy, np. w branży mięsnej i mleczarskiej, a najmniej zafałszowań przypadku oliwy z oliwek - dodaje.Na szczęście nie wszyscy producenci fałszują żywność. - Wiele stowarzyszeń branżowych i firm wspierało nowelizację ustawy o jakości artykułów rolno-spożywczych, która ma wyeliminować fałszerzy. To pokazuje, że są oni świadomi tego jak ważna jest jakości i marka - zaznacza główny inspektor.Fałszowanie żywności nie jest tylko domeną polskich firm, ale ma miejsce na całym świecie, co świetnie pokazuje przykład Włoch. - Tamtejsi producenci szacują, że obrót fałszowaną włoską żywnością tradycyjną i regionalną (z zastrzeżonymi znakami), sięga na świecie 50 mld euro. I to tylko z tytułu podrobionych znaków towarowych - zauważa Stanisław Kowalczyk.
Według głównego inspektora podstawowym czynnikiem fałszowania jest ekonomia. - Jeżeli przeanalizujemy podstawowe przykłady zafałszowań to w zdecydowanej większości przypadków surowiec droższy jest zastępowany tańszym - mówi Kowalczyk.
Dobrym przykładem jest mięso, gdzie lepszy jakościowo surowiec jest zastępowany gorszym mięsem, a nawet tłuszczem, tkanką łączną, ścięgnami a nawet wodą. W branży mleczarskiej tłuszcz mleczny np. w "maśle" jest zastępowany olejami roślinnymi np. bardzo tanim olejem palmowym. To właśnie po to producenci wprowadzili na rynek miksy tłuszczowe, chodzi o zalegalizowanie fałszerstwa.Doskonałym przykładem jest przypadek jednego z rodzimych producentów przetworów rybnych. Kontrola wykazała, że firma w ciągu roku jest w stanie zaoszczędzić na fałszowaniu tylko jednego produktu 5 ton ryby. Wystarczyło, że ryby w danym produkcie np. sałatce było trochę mniej niż być powinno. Warto dodać, że firma ma w swojej ofercie kilkadziesiąt wyrobów.Według głównego inspektora procederowi fałszowania żywności będzie sprzyjał kryzys. - Generalnie sytuacja kryzysowa powoduje, że jakość żywności spada. Kryzys oznacza, że konsumenci mają niższe przychody, a jeżeli tak to będą mniej wydawać na żywność i poszukiwać tańszych produktów. Jeżeli będą więc poszukiwać tańszej żywności, to jest to niejako motor do fałszowania żywności ponieważ firmy będą musiały produkować ją bardzo tanio, aby wygrać z konkurencją i przekonać konsumenta do jej kupna - podsumowuje Stanisław Kowalczyk