Speak pipe

8.9.11

Green goddes salad



 
Moja ulubiona sałata z lat 1948 powstała w Nowym Jorku

Perskie smaki

 Baba ganush z bakłażana
 Falafel z cieciorki
 Dolamades faszerowane liście z winogron
Hummus z ciecierzycy

4.9.11

Surówki

Surówki można robić   niemal  ze wszystkiego. Z  „włoszczyzny”, kapusty, kalafiora, brukselki, kabaczka, dyni, rzodkiewki i wszelkich innych warzyw.        Można je różnie komponować, tak jak nam podpowiada wyobraźnia. Można też dodać pieczarkę surową. Jest to jedyny grzyb, który jada się na surowo i nie zaszkodzi nawet dziecku.

Każdą  surówkę  warto  posypać  sporą  ilością  drobno  posiekanej pietruszki,  koperku,  czy   świeżych  ziół  wyhodowanych  w  domu. Natomiast kiełki  dodawane do surówek podnoszą jej wartość, uzupełniają witaminy i mikroelementy, zwłaszcza w    okresie zimowym.

Do surówke można dodawać   trochę  gotowanych     ziaren   fasoli, soczewicy,cieciorki, grochu.Można          także            dodawać orzechy i migdały.
Nie musimy przyprawiać surówek natychmiast, chyba że chcemy je skonsumować od razu. Lepiej zrobić sos i polać nim surówkę przed zjedzeniem.

Sos do surówek:
¼ szkl  oleju  najlepiej  tłoczony  na  zimno  wody  przegotowanej o połowę mniej niż oleju, 1 ząbek czosnku, sok z połówki niewielkiej cytryny,       sól,       pieprz   ziołowy            lub prawdziwy, lubczyk sproszkowany  /najlepiej  korzeń  zmielony/  ewentualnie  zioła,  np. prowansalskie, majeranek, bazylia, oregano, kumin,kminek… W zależności od własnych upodobań smakowych.
Olej  i  wodę  wymieszać,  dodać  zmiażdżony  ząbek  czosnku,  sok z cytryny, pieprz i sól w takiej ilości, by sos miał smak intensywny. Jeśli  będzie  za  słaby,  to  „rozejdzie”  się  po   surówce  i  nie  nada odpowiedniego smaku.
Sos do surówek nie musi być z czosnkiem. Nie wszyscy lubią ten smak. Można więc zrobić taki sos tylko z ziołami. I cebulą.


2.9.11

Ile żółtego sera w żółtym serze?

09.01.2006
Czy żółty ser jest żółtym serem czy może zupełnie innym produktem? Będą chcieli się o tym przekonać pracownicy Inspekcji Handlowej z Krakowa, którzy rozpoczynają kontrolę szwajcarskich, salami, morskich, podlaskich i innych. Już teraz mają podejrzenia, że wyniki będą złe.
A podejrzenia swoje opierają na wynikach kontroli sprzed dwóch lat. Okazało się wówczas, że prawie 40 proc. żółtych i 35 proc. białych serów sprzedawanych w krakowskich sklepach jest fałszywe. - Na przykład: wiadomo, że im większa zawartość tłuszczu zwierzęcego, tym lepszy żółty ser. Dlatego nieuczciwi producenci na etykietach zawyżają jego ilość. W samym produkcie bywa znacznie niższa - wyjaśnia Jerzy Zyznawski, naczelnik wydziału kontroli artykułów żywnościowych krakowskiej IH. Sery białe były zbyt wodniste i miały zły smak. Sery żółte przypominały konsystencją gumę, a smakiem zjełczały olej. Spostrzeżenia nie są zaskoczeniem dla każdego, kto stara się jeść dużo nabiału. Wyniki krakowskiej inspekcji i tak pokazały, że małopolskie sery są nieco lepszej jakości niż podobne wyroby w pozostałych regionach kraju - zbiorcze dane pokazywały, że połowa białego sera nie miała prawa trafić na sklepowe półki. W przypadku sera żółtego - nieco mniej.
Od tamtego czasu prawdopodobnie niewiele zmieniło się na lepsze. Dowodem może być sprzedawany od niedawna przez hipermarkety ser... seropodobny, który od zwykłego żółtego sera różni się tym, że do jego produkcji używa się tłuszczów roślinnych. Hipermarkety na opakowaniach i w gazetkach reklamowych zaznaczają jednak niższą jakość produktu, żeby uniknąć nieporozumień. - I to jest według mnie uczciwe postawienie sprawy. Nie wprowadzamy klientów w błąd - uważa Wojciech Sokół, rzecznik prasowy sieci Tesco. Nie wiadomo jednak dokładnie, ile serów seropodobnych oznaczonych jako produkty pełnowartościowe trafia do sklepów. Również w Tesco do końca nie wiedzą, jak duża jest skala oszustw. - Powiem wprost: zdarzają się nieuczciwi producenci. Nie jesteśmy żadnym wyjątkiem. Mamy wewnętrzne laboratorium, ale każdego fałszerstwa nie jesteśmy w stanie wyłapać - przyznaje Sokół i dodaje, że każdy udokumentowany przypadek oszustwa kończy się dla producenta rozwiązaniem umowy z siecią.
O komentarz poprosiliśmy jednego z większych hurtowników nabiału na pograniczu Śląska i Małopolski. Nie ukrywał irytacji: - Żeby zrozumieć, jak często fałszuje się żółte sery, podam przykład. Do wyprodukowania 1 kg żółtego sera potrzebne jest m.in. 12 litrów mleka. Koszt produkcji kilograma to minimum 11 zł. Jak to możliwe, że ser w sklepie kosztuje 12 zł? Proszę zapytać mleczarzy, po co im specjalne oleje roślinne w zakładach - powiedział.
Rok temu pisaliśmy w "Gazecie" o zawartości masła w maśle. Po interwencji IH sieć sklepów Géant musiała wycofać z półek partię "masła" wyprodukowanego w Łosicach. Okazało się, że producent dodawał do masła specjalnej margaryny. Według inspektorów to powszechne zjawisko.
Źródłó: http://www.ppr.pl/artykul-ile-zoltego-sera-w-zoltym-serze-128470.php

„Nie samym schabowym i bigosem przecież Polak żyje” Fusion cuisine


Polacy  bezustannie poszukują  nowych wrażeń – również tych smakowych. Stąd też, gdy podróżujemy staramy się próbować jak najwięcej lokalnych specjałów, a więc i na naszych stołach częściej goszczą nieznane nam dotąd egzotyczne przyprawy i  potrawy.
Eksperymenty kulinarne przełożyły się na rozwój nowego trendu: fusion cuisine. Fusion  jest umiejętnym połączeniem  różnorodnych tradycji kulinarnych, w tym składników, przypraw, smaków, technik gotowania i metod serwowania, w jednym daniu. Dzięki temu uzyskujemy nowe potrawy, o ciekawych smakach, dotąd przez nas nieznanych.
 
 
Za jedną z najbardziej uznanych kuchni tego nurtu jest kuchnia  z Libanu  z silnymi wpływami francuskimi, arabskimi  oraz dalekiego wschodu (wschodnia południowo wschodnia Azja ). Dzięki temu powstało jedno z najbardziej znanych dań kuchni fusion, czyli sushi po włosku. Zwinięty ryż, wołowina, trufle, parmezan i rukola wyglądają jak sushi, ale smakują jak włoskie risotto.
Mój Saudyjski brat smakosz  Samy Alkadi który często  podróżuje po świecie,jeśli  jest w nowym mieście w którym jeszcze nie był,to zawsze  na pierwszy obiad   wyszukuje restauracje Libańskie,i nigdy się nie zawiódł Niestety w Polsce i tylko w Warszawie  mamy tylko trzy restauracje Libańskie El Cedre,Samira oraz Fenicja.
W fusion cuisine istnieje zupełna dowolność i dlatego wszystko tak naprawdę zależy od kucharza i jego wyobraźni. Chociaż nie ma tu żadnych ograniczeń, oczywiście liczy Najważniejszą zasadą kuchni fusion jest dobrze wyważone wyczucie smaku, oryginalność i pomysłowość  w dosłownym tego słowa znaczeniu – bo o ile trudno sobie wyobrazić krewetki wrzucone do bigosu, o tyle ciekawie te same krewetki będą wyglądały w towarzystwie rzodkiewki czy gruszki. W fusion nie tylko można łączyć różnorodne składniki i przyprawy, smaki, ale także sposoby ich przygotowania i podania. Zaserwowanie jej w sposób tradycyjny raczej nie wchodzi w grę, bowiem potrawa traci wtedy na atrakcyjności. Potrawa fusion różni się na talerzu od tradycyjnego dania – kompozycja jest często artystycznym dziełem nawiązującym czasem do konkretnych nurtów w sztuce – minimal artu czy futuryzmu.
Możliwość łączenia różnych tradycji kulinarnych i nurtów otwiera przed kucharzem nieograniczone możliwości. Jeżeli tylko posiada wyobraźnię, jak ja to   może wyczarować danie, które swą oryginalnością zadowoli najwybredniejsze podniebienie.  Tak jest w przypadku łososia w cieście filo, podawanego w towarzystwie blanszowanego szpinaku i pomidorów nadziewanych hummusem.
Rozwojowi nowych trendów w kuchni sprzyjają migracje ludności, mieszanie się kultur i coraz swobodniejsze podróżowanie po świecie. Początki prawdziwej kuchni fusion pojawiły się w Indiach, gdzie spotkały się dwa nurty kulinarne – europejski i azjatycki. Splot tradycji wytworzył bardzo zróżnicowaną, specyficzną i łatwo rozpoznawalną kuchnię narodową.Kuchnia ta rozszerzyła się do Wielkiej Brytanii ,gdzie obecnie działa około 6000 restauracjii Hindusko europejskich,co przekłada się na 1 restaurację na 7000 osób.W samych okolicach Berlina jest około 600 restauracji tego typu.
Kuchnia fusion gości już niemalże w każdym kraju. Mało kto wie, że tradycyjne włoskie spaghetti, to nic innego, jak połączenie klusek z Chin i pomidorów, których ojczyzną jest przecież Ameryka! Niewątpliwie duży wpływ na rozwój kuchni fusion miały azjatyckie przyprawy: galangal,badian, trawa cytrynowa,perilla – to dzięki nim stało się możliwe harmonijne połączenie smaków słonych, kwaśnych, słodkich i gorzkich,
i tych bardziej znanych w naszym kraju: imbir, kurkuma, szafran.
Kuchnie: francuska, hiszpańska, włoska były w zasadzie od zawsze fusion - kształtowały się bowiem w czasach, kiedy wielcy podróżnicy przywieźli do Europy ziemniaki, ryż, pomidory, cytrusy, przyprawy. Los Angeles wpisało się do historii kuchni fusion już na początku lat 80. XX wieku – stało się to za sprawą kawioru z cebulką i smażonej kaczki z gruszkami i imbirem.



Ostatnio proponuje się  również dania typu multi kulturowe np. połączenie kuchni Polskiej z ormiańską,włoską,meksykańską, oraz dalekiego wschodu. Meksykańskiej z włoską, koreańską lub tajską,włoskiej z azjatycką,hinduskiej z amerykańską barbeque. Tortilla stała się również  składnikiem naszego   produktu regionalnego  gdzie  na targach Grune Woche w Berlinie w 2009 ,Pomorze kusiło tortillą z śledziem.Również  kusi nas  Wars w podróży najlepiej się sprzedającą się, piadą włoskim zawijańcem zrobionym z tortilli.

Polska wersja kuchni fusion
Takie składniki, jak: pak choy, trawa cytrynowa,papryczki  habaneros – ciągle łatwiej znaleźć w słownikach wyrazów obcych, niż w menu restauracji.  Na szczęście zdarzają się takie osoby jak ja , które śledzą najnowsze trendy i nie boją się ich wypróbować.
Oczywiście - nie namawiam tutaj do łączenia napoleonki ze śledziem w ramach smaków słodko - kwaśnych, ale np. chili con carne(meksykańskie) doprawione na sposób włoski - miętą, bazylią i parmezanem?
W Polsce najczęstszą inspiracją jest kuchnia Dalekiego Wschodu, która umiejętnie połączona z europejską może dać zaskakujące rezultaty. W restauracjach można zamówić takie potrawy jak: kaczka  lub wieprzowina  w sosie ostrygowym, czy filet z tuńczyka z suszonymi pomidorami i ziemniaczanym puree.

Także my sami możemy zmienić tradycyjną polską potrawę w danie fusion.
Oto kilka przykładów:
  1. Piersi kurczaka w kolendrze i wiórkach kokosowych – przygotowując kotlety z piersi kurczaka, zamiast tradycyjnie obtaczać je w bułce tartej, możemy użyć wiórków kokosowych i cytrynowych lub limonkowych , a przed podaniem udekorować świeżą posiekaną kolendrą.
  2. Makaron z krewetkami,posypane bazylią lub kolendrą – zastąpienie naszego mielonego krewetkami uczyni zwykłe danie z makaronu bardziej wykwintnym.
  3. Zupa pomidorowa z mleczkiem kokosowym – zamiast śmietany, dodajmy do zupy mleczko kokosowe i doprawmy ją na końcu  chilli i kolendrą lub bazylią.
  4. Pierogi z  krewetkami,szpinakiem  i imbirem  posypane  kolendrą lub bazylią – tradycyjne polskie ciasto na pierogi i zamiast skwarków polane gęstym słodkim  sosem sojowym z Indonezji  Ketjap Manis
  5. Naleśniki wypełnione sałatką z fig, rukolli  i serka koziego – a nie posmarowane dżemem lub ewentualnie serkiem waniliowym.


Wszystkim eksperymentującym życzę smacznego i na koniec pozwolę sobie przytoczyć słowa Roberta Makłowicza, który w jednej ze swoich książek napisał “mogę przyrzec, że mało jest na tym świecie rzeczy tak przyjemnych jak bezustanne poszerzanie swych smakowych horyzontów”.

Witold T.Zalewski - Menu  Master, śledzi i analizuje trendy smakowe, jest z wykształcenia MBA zarządzania i marketingu. Ukończył Uniwersytet Wisconsin w Madison. Oprócz swojej działalności  pomagając Polskim firmom w eksporcie jako wice prezes Fundacji Rozwoju Polskiego Eksportu . Witold zwiedził ponad 36 krajów, miejsca gdzie wiedział, że może tam znaleźć świetne przepisy, przyprawy  i dobrze nauczyć  się przyrządzać miejscowe dania. Autor wie jak doradzać innym w  sprawach kulinarnych  i  marketingu żywności. Od  wielu lat z powodzeniem doradza właścicielom  i menedżerom restauracji oraz zakładom przemysłu spożywczego - jak  tworzyć nowe produkty, koncepty i zwielokrotniać przychody.

29.8.11

3 Ways to Avoid Added Hormones in Meat

Integrative Medicine An estimated two-thirds of the cattle raised in the U.S. are given hormones, including testosterone and estrogen, to help boost growth. Make minimizing your consumption of meats that have added growth hormones a priority: hormone residues in food may increase the risk of breast cancer and other reproductive system cancers among women, and may promote development of prostate cancer in men.
Considering the following when shopping:
1.Know which animals are likely to contain these unwanted hormones. Currently cattle and sheep are the only animals allowed to have growth hormones added. The USDA does not permit the use of hormones in hogs; chickens, turkeys and other fowl; or venison.
2.Read labels carefully. Look for the words "no hormones administered" on packaging, which indicates these chemicals were not used in raising the animals.
3.Use meat alternatives if synthetic, hormone-free animal products are cost-prohibitive. You can substitute vegetable protein for meats (beans, legumes and mushrooms are hearty vegetarian options that work well as meat substitutes); or use faux meat, such as products made from whole soy that duplicate the texture and appearance of meats.

Pomodoro my love




Małe pomidorki (np. koktajlowe czy truskawkowe) maja wyjątkowo skoncentrowany smak. Najlepiej jeść je tak po prostu, jako przekąskę albo dodawać do sałatek.

Wszystkie podłużne pomidory świetnie nadają się do sosów, zapiekania i suszenia, bo mają zwykle dużo miąższu i są soczyste.

Mięsiste pomidory (np. malinowe, bawole serca) znakomicie sprawdzają się w zapiekankach, na pizzy i na kanapkach, bo nie mają zbyt wiele soku.

Zwykłe, okrągłe i twardsze pomidory mają zazwyczaj dużo pestek. Do potraw używajcie tylko miąższu, a wykrojone z pomidorów gniazda nasienne możecie zmiksować i podgrzać w rondelku. Następnie zbierzcie z wierzchu gęsty miąższ. Można go używać np. do dressingów.

11.8.11

Legumes and green tea Promote Colon Health and prevent Cancer


A new study from a California research team suggests that eating more legumes (dried beans, dried peas and lentils) at least three times a week can cut the risk of developing colon polyps (which can lead to cancer) by 33 percent. Brown rice reduces the risk, too, by 40 percent. Researchers at Loma Linda University also found that eating cooked green vegetables at least once a day, and dried fruit at least three times a week offers additional protection. The researchers analyzed data from more than 2,800 adults in the Adventist Health Study-1 performed in 1976-77, including information on participants who responded to a follow up study 26 years later. The first study asked participants how often they consumed specific foods. The investigators also considered other factors that could influence colon cancer risk, including family history of the disease, education, physical activity level, and constipation. They also checked alcohol intake, how often the participants ate sweets, used pain medication and took multivitamins. The study was published in the May 2011 issue of Nutrition and Cancer.
These new findings provide welcome support for dietary strategies that aim to help prevent both colon polyps and colon cancer. In addition to eating the high fiber foods associated with lower risks of colon polyps seen in this study, we already know that avoiding red meat can reduce the risks of polyps and colon cancer. I also recommend limiting alcohol intake - research has suggested that the more alcohol you drink, the higher your risk of developing colon cancer. Another dietary tip: Make green tea your beverage of choice. Regular consumption of green tea is linked with lower incidence of many kinds of cancer.

3.8.11

Kuchnia Niemiecka multi-kulti co jedzą Niemcy ?


Gastronomia w Niemczech jest tak różnorodna jak multinarodowe społeczeństwo tego kraju. Jak połapać się w tym kalejdoskopie? Kilka pożytecznych wskazówek...

Niemiecką gastronomię podzielić można z grubsza na kilka kategorii. Na samej górze hierarchii są restauracje wielogwiazdkowe. Znakomitym przewodnikiem po tych świątyniach haute-cuisine są słynne międzynarodowe przewodniki w narodowych wydaniach, czyli niemiecki Michelin, Gault-Millaut, przewodnik Varta czy bardziej popularny "ADAC-Schlemmeratlas" czyli "atlas obżarciucha".

   Wszystkie one zawierają sprawdzone rady, gdzie można dobrze zjeść. Z grubsza można powiedzieć, że południe Niemiec jada lepiej niż północ. Badenia-Wirtembergia, a szczególnie okolice Schwarzwaldu wykazują największe zagęszczenie nobilitujących gwiazdek, kucharskich czepków i łyżek.

Syci mieszczanie

Jeżeli ilość programów kucharskich w telewizji miałaby odzwierciedlać gusta i smaki Niemców, to należałoby ich okrzyknąć wyrafinowanymi degustatorami. Lecz aż tak pysznie nie jest.

  Ludzie o tradycyjnych gustach najchętniej odwiedzają lokale zachwalające swą "gutbürgerliche Küche" - czyli kuchnię mieszczańskiego dobrobytu. Czysta zupka - krem ze szparagów, pomidorowa, cienki rosołek - na rozgrzanie żołądka, potem kotlet w panierce, z paprykowym "Zigeuner- " lub grzybowym "Jäger-" sosem lub jako alternatywa krwisty stek z dodatkiem sosu śmietankowego z zielonym pieprzem. Jako "dopychacze": frytki, krokieciki lub ziemniaki z wody. A na dobry humor: deser - nieśmiertelne lody waniliowe z gorącymi malinami albo trzy kulki pospolitych lodów.

Także wystrojem lokale te przypominają typowe staromodne niemieckie salony: ciężkie dębowe meble z dodatkiem zielonego pluszu i przykurzone w kolorze (czy rzeczywistości) zasłony.

Sympatyczna tradycja

  Zawsze godne polecenia są lokale firmowane przez regionalne browary. Oferują one nie tylko warzone czasemi tuż obok piwo, lecz także przysmaki regionalnej kuchni po przystępnych cenach. W lokalach tych tętni zawsze życie, obsługa jest sprawna, potrawy świeże, bo ruch jest duży, klienci stali, a turysta może zanurzyć się w codzeinnego życia Niemców. Takich lokali jest mnóstwo w Bawarii - często mają także swoje ogródki piwne, ale też i wszystkich miastach słynących z piwa, jak Kolonia (Frueh), Duesseldorf (Ueriges) czy Muenster (Pinkus).

Przyszło nowe

   Dla średniego i młodszego pokolenia zaczęli natomiast gotować "młodzi gniewni" - gastronomowie z zamiłowania i z fantazją, którzy nie boją się zaoferować gościom swoich eksperymentów. Wystrój ich lokali jest już bardziej umiejscowiony w aktualnym wzornictwie, a karta dań świadczy o otwartości na świat i poczuciu humoru. Same lokale nazwają się na przykład "Krisenherd" ("zarzewie kryzysu"), "Teufelsküche" ("czarcia kuchnia") czy "Die Konkurrenz" ("konkurencja").

Do wyboru oferują menu o szerokich horyzontach: zupa-krem ze ślimaków, placki kartoflane z łososiem i kwaśną śmietaną czy piersi perliczek z żurawinami. Jest miejsce na eksperyment, swobodne zachowanie, regionalne wina i produkty.

Wyłącznie z takich produktów gotują swoje menu natomiast restauracje ekologiczne, wegetariańskie czy wegańskie. Stanowią one jednak margines gastronomii i obsługują barwną klientelę: od studenta po czerstwego staruszka, który dożył sędziwego wieku właśnie dzięki zimnej kuchni wegańskiej.

Kolorowy żywioł

Sztukę robienia dobrej pizzy opanowały także inne nacje...Powojenne Niemcy tkwiłyby wciąż jeszcze w "kuchni mieszczuchów" gdyby nie fala gastarbeiterów, która zaczęła docierać do Niemiec w latach 60-tych XX wieku. Reszty zmian w gastronomicznym krajobrazie Niemiec dokonało zamiłowanie Niemców do podróży za granicę. W najmniejszej niemieckiej mieścinie jest więc zawsze jakiś "Włoch", "Grek" czy "Hindus". Chińczycy i Turcy odpowiedzialni są raczej za "małą gastonomię" - niezliczone "Imbisy" czyli knajpki "na stojaka". Jest to z reguły kuchnia świeża, pożywna i niedroga.

Z kuchnią multi-kulti wiąże się zdaniem Władimira Kaminera, rosyjskiego Żyda, który stał się 200-procentowym Berlińczykiem pewien fenomen, który zafrapował go przy zgłębianiu tajników tej gastronomii. Włoskie pizzerie prowadzą z reguły Turcy, tureckie "imbisy" - Hindusi, a włoskie lodziarnie jakiś bałkański klan.